
Filip Baczkura — Sprawę Dawida Kacprzyka – lekarza bez specjalizacji, który zarobił 1,6 mln zł, pracując jednocześnie w czterech szpitalach – komentuje dla Zero.pl Sebastian Goncerz. Rezydent psychiatrii i przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL nazywa to „masywnym wykorzystaniem furtek i luk
Sprawę Dawida Kacprzyka – lekarza bez specjalizacji, który zarobił 1,6 mln zł, pracując jednocześnie w czterech szpitalach – komentuje dla Zero.pl Sebastian Goncerz. Rezydent psychiatrii i przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL nazywa to „masywnym wykorzystaniem furtek i luk w systemie” i ostrzega, że sprawa uderza w reputację 30 tys. lekarzy w trakcie specjalizacji.

Przewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Sebastian Goncerz. (fot. Rafał Guz / PAP)
Sebastian Goncerz nie ma wątpliwości co do oceny sytuacji.
– To jest dla mnie przede wszystkim nieprawidłowość. Choćbym stanął na głowie, nie miałbym możliwości uzyskania takich warunków podczas szkolenia specjalizacyjnego – i nie jest intencją systemu, żebym taką możliwość miał. Oceniam to jako wykorzystanie furtek i luk, które w tym systemie istnieją, a zdecydowanie pomogła w tym partyjna legitymacja – jak widać szpitale pozostają politycznym łupem – wskazuje nasz rozmówca.
Goncerz tłumaczy mechanizm, który umożliwił tak wysokie zarobki. Standardowy lekarz rezydent pracuje na umowie o pracę finansowanej przez Ministerstwo Zdrowia – realizuje 160 godzin pracy dziennej i 40 godzin dyżurów miesięcznie, otrzymując za to około 10–12 tys. zł brutto plus wynagrodzenie za dyżury.
Wskazuje, że w przypadku Kacprzyka mamy do czynienia z trybem pozarezydenckim, gdzie umowa nie musi być umową o pracę, a wynagrodzenie wypłaca szpital. – Z reguły stawki są tam niższe niż w trybie rezydenckim. W tej sprawie było odwrotnie – stawka była wyjątkowo wysoka. Powiedziałbym, że należy do górnego jednego procenta tego, co funkcjonuje w kraju. Najwyższa, o jakiej słyszałem – mówi Goncerz.
Dla przewodniczącego Porozumienia Rezydentów kwestia wysokiej stawki jest jednak drugorzędna wobec liczby przepracowanych godzin. – Nawet jeśli stawka jest wysoka, to czy powinno się brać na siebie 330 godzin miesięcznie? To jest dla mnie główny element tej nieprawidłowości – podkreśla.
Goncerz zwraca uwagę na bezpośrednie konsekwencje dla pacjentów. – Po jednym dyżurze czuję, że inaczej rozmawiam z pacjentami. Muszę dłużej myśleć, jestem bardziej podatny na błąd – i to już po 24 godzinach. Praca w takim wymiarze nie jest szkodliwa wyłącznie dla personelu. Ona podnosi ryzyko błędu medycznego. Od tego, czy jesteśmy wypoczęci zależy, czy coś przeoczymy, czy prawidłowo ocenimy stan pacjenta i zaproponujemy właściwe leczenie – mówi lekarz.
[

Afera wokół lekarza-radnego. Kaczyński grzmi o „plądrowaniu kas szpitali”](/news/dawid-kacprzyk-od-zera-do-milionera-jaroslaw-kaczynski-reaguje-w-sprawie-radnego)
[

Zarobki lekarzy pod lupą. Rząd przyjął ważną zmianę](/news/zarobki-lekarzy-rzad-przyjal-wazna-zmiane-po-tekscie-zero-pl)
[

28-letni lekarz milioner. Raporty w szufladach, kamery w gotowości, kontrole na pokaz?](/news/afera-na-sor-w-warszawie-audyt-po-tekscie-o-zarobkach-dawida-kacprzyka)
Goncerz obawia się, że sprawa Kacprzyka rzuci cień na całe środowisko lekarzy w trakcie specjalizacji. – Ta sprawa rzutuje na 30 tys. lekarzy w trakcie specjalizacji. Zaczną się pojawiać komentarze, że wszyscy tak mają, że to norma. A to nieprawda – zastrzega.
Jak tłumaczy, zdecydowana większość rezydentów podchodzi do tego okresu zupełnie inaczej. – Jeśli dorabiają, to w ograniczonym zakresie, kilka godzin tygodniowo w poradni. Nie trzy doby z rzędu na dyżurze – mówi przewodniczący Porozumienia Rezydentów.
Na koniec Goncerz przypomina, czemu służy rezydentura. – Rolą tego okresu jest szkolenie. Mam się uczyć, jak być kompetentnym lekarzem, żebym w przyszłości mógł samodzielnie i bezpiecznie leczyć pacjentów – podkreśla. I dodaje, że właściwe instytucje powinny teraz ocenić, czy w sprawie Kacprzyka doszło do naruszeń prawa.
Dziennikarze Zero.pl ujawnili szczegóły dotyczące zatrudnienia i zarobków Dawida Kacprzyka – 28-letniego lekarza bez specjalizacji, od niespełna dwóch lat wykonującego zawód, a jednocześnie radnego Koalicji Obywatelskiej w dzielnicy Ursus i koordynatora SOR-u w Warszawskim Szpitalu Południowym.
Z oświadczenia majątkowego opublikowanego 8 czerwca 2026 r. wynika, że Kacprzyk zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł. Szpital potwierdził, że wypracował łącznie 3976 godzin – średnio 331 miesięcznie, co statystycznie daje 11 godzin dziennie przez cały rok bez dnia wolnego.
Lekarz milioner w szpitalu Trzaskowskiego. „Wierzchołek góry lodowej”
Z wewnętrznych grafików wynika, że zdarzało mu się dyżurować bez przerwy przez 96 godzin, a w kilku udokumentowanych przypadkach był widoczny poza szpitalem – w telewizji, na posiedzeniu rady dzielnicy lub na spotkaniach z politykami – w czasie, gdy według dokumentacji powinien pełnić dyżur.
W reakcji na naszą publikację Naczelna Izba Lekarska złożyła oficjalne zawiadomienie do pionu odpowiedzialności zawodowej, wnioskując o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec Kacprzyka. W poniedziałek kontrolę w Warszawskim Szpitalu Południowym rozpoczął Narodowy Fundusz Zdrowia i stołeczny magistrat. Kilka godzin po naszym tekście Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, o czym poinformował sekretarz generalny partii Marcin Kierwiński.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.