1. RAK
  2. ›
  3. Świat

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie

Więcej z sekcji Świat

  • AI przejęła stery myśliwca. Tak będzie wyglądała przyszłość walk powietrznychAktualizacja:
  • EA przejęte za 55 miliardów. Za ten rekordowy dług zapłacą graczeAktualizacja:
  • Nowy sezon „1670”. Ważną rolę gra Polakożerca z Ukrainy
  • Zmasowany atak Rosji na Kijów. Nie żyje 14 osób
  • Ferencvaros - Górnik Zabrze. Kurs 175.00 na GOLA Górnika!
  • Nowe "1670", czyli Polska w rozkładzie [RECENZJA]
  • Centrum giganta w ogniu. Atak Ukrainy na rosyjski Amazon
  • Tytuł tej książki znali wszyscy: ludzie, którzy nigdy jej nie czytali, a nawet o niej nie słyszeli
  • Spójrzcie, co Mentzen mówi o rosyjskim pocisku. Fałszu niby w tym nie ma, więc w czym problem?
  • Utknęli na wyspie w czasie zrzutu wody. Nocna akcja strażaków
  • Trzeci sezon i spektakularna panorama. „1670” powraca z przytupem
  • Trump grozi Iranowi. Porozumienie ws. cieśniny Ormuz albo „mocne uderzenie”
  • Głos za Infantino albo brak pieniędzy? Książę oskarża FIFA o szantaż
  • Setki dzieci-migrantów bez opieki. System w Ceucie jest przeciążony, a regiony ich nie chcą
  • Rosja buduje nową "flotę cieni". Obejście sankcji będzie trudniejsze
  • "To nie wypalenie, to nie depresja". Światowe zjawisko dotarło do Polski
  • Najlepsze teksty z Polski 2025
  • Rosja coraz śmielej testuje Polskę. Niepokojąca seria zdarzeń na lądzie i w powietrzu
  • Nie zdrowie, nie edukacja. Na to idzie najwięcej pieniędzy
  • Podejrzenie masowego zatrucia w restauracji. Kilkanaście osób w szpitalu
  • Dziś mija 15 lat od śmierci Andrzeja Leppera. "Nigdy nie uwierzę, że to było samobójstwo"
  • Pies pogryzł trzyletnie dziecko, trafiło do szpitala
  • Rok od zaprzysiężenia prezydenta. Siemoniak: Oceniam tak na 2, 3 w skali do 10 te prezydenturę
  • Wyrzucił kupon na milion euro do śmieci. Niezwykła akcja w sortowni
  • Międzynarodowy gang rozbity. CBŚP i czeska policja uderzają w pseudokibiców
  • Motyka o cenach paliw: Nie jest wykluczone, że wróci CPN
  • Obowiązkowy pobór w Niemczech? Władze szykują zmiany
  • "Odmówiono nam bez żadnego wyjaśnienia". Tak administracja Bidena potraktowała Ukrainę
  • Nawrocki ma powody do zadowolenia? Polacy w sondażu ocenili prezydenta
  • Donald Trump ogłasza zwrot w sprawie cieśniny Ormuz. Podał datę
    RAKGURUGURU
    To miał być koniec zmartwień, ale potem przyleciał rosyjski dron. Rachunek jest astronomiczny

    To miał być koniec zmartwień, ale potem przyleciał rosyjski dron. Rachunek jest astronomiczny

    0przeszczepów
    2277odsłon
    To miał być koniec zmartwień, ale potem przyleciał rosyjski dron. Rachunek jest astronomiczny

    Title: To miał być koniec zmartwień, ale potem przyleciał rosyjski dron. Rachunek jest astronomiczny URL Source: https://wiadomosci.gazeta.pl/swiat/7,198075,32739436,to-mial-byc-koniec-zmartwien-ale-potem-przylecial-rosyjski.html Published Time: 2026-04-26T06:16:00+02:00 Markdown Content: # To miał być koniec zmartwień, ale potem przyleciał rosyjski dron. Rachunek jest astronomiczny REKLAMA REKLAM…

    26 kwietnia 2026, 06:16

    Nowy sarkofag w Czarnobylu miał być gwarancją, że przyszłe pokolenia nie będą musiały obawiać się skażonych ruin reaktora nr. 4. Trafienie weń rosyjskiego drona tę gwarancję zniszczyło. Według najnowszego raportu odbudowa na pozór niewielkich uszkodzeń będzie bardzo trudna i kosztowna.

    Ukraińscy strażacy na dachu Arki niedługo po akcji ratowniczej

    Fot. Dsns.gov.ua

    Dron był standardowy. Rosyjski Gierań-2, czyli rozwinięta wersja irańskiego Shahed-136. Najczęściej używane przez Rosjan narzędzie ataku na ukraińskie zaplecze. 2,5 metra rozpiętości skrzydeł, około 200 kilogramów masy, z czego kilkadziesiąt to głowica. Czy wleciał w nowy sarkofag celowo, czy przypadkiem, nie wiadomo. Rosjanie w ogóle twierdzą, że to nie oni.

    Wlecieć jednak wleciał i 14 lutego 2025 roku nad ranem zostawił na pozór małą dziurę o wymiarach 6 na 6 metrów. - Byłem tam nie tak długo później. Jeszcze zanim Ukraińcy prowizorycznie zakryli tę dziurę. Widać już było początki korozji elementów konstrukcji widocznych przez otwór wyrwany eksplozją - mówi Gazeta.pl Krystian Machnik, autor bloga "napromieniowani.pl" i książki "Ostatni ludzie Czarnobyla", który regularnie odwiedza strefę zamkniętą. Uszkodzenia mało widoczne z zewnątrz okazały się rozległe. Według opublikowanego pod koniec marca raportu naprawy będą musiały trwać lata i mają kosztować co najmniej pół miliarda euro. Ogromnym problemem będzie zminimalizowanie wystawienia robotników na promieniowanie.

    Zobacz wideo

    Niepozorny dron, ogromne zniszczenia

    Kiedy budowano nowy sarkofag, nazywany formalnie "Nową Bezpieczną Powłoką", potocznie "Arką", problem kontaktu za skażeniem kreatywnie zminimalizowano. Po prostu odsunięto plac budowy o około 300 metrów od tego pierwszego, radzieckiego sarkofagu. Potem nową Arkę, ogromną konstrukcję, największą tego rodzaju na świecie, przesunięto nad ruiny reaktora nr 4 po szynach. Tuż przy nim, w warunkach szkodliwego skażenia, robotnicy musieli jedynie prowadzić ostatnie prace wykończeniowe i testy. Teraz takiej możliwości już nie ma. Ludzie będą musieli naprawiać skomplikowaną konstrukcję tam, gdzie jest, czyli na miejscu największej katastrofy w historii energetyki jądrowej.

    Skala koniecznych napraw po uderzeniu rosyjskiego drona jest znacznie większa, niż mogłoby się wydawać, kiedy patrzy się na zdjęcie miejsca, gdzie uderzył. W porównaniu do ogromnej skali Arki wysokiej na 110 metrów otwór wydaje się nieznaczący. Pół miliarda euro za naprawy? - Cena może wydawać się szokująca, ale to nie jest jakiś garaż z dachy falistej. To ogromny i bardzo skomplikowany obiekt, choć może nie wyglądać na taki z zewnątrz - mówi Machnik. Pod dachem ukrywa się skomplikowana konstrukcja, która ma zapewniać szczelną osłonę ruin reaktora nr 4 i umożliwić jego rozbiórkę. Tak, aby skażone szczątki można było bezpiecznie zutylizować, możliwie je oczyszczając i w końcu w większości zakopując na nowym składowisku odpadów Vector, około 12 kilometrów dalej.

    Jak wynika z komunikatów ukraińskiej administracji i współpracujących z nią Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR - finansował budowę), największe szkody poczynił pożar wywołany przez uderzenie drona. Zajęły się specjalne membrany i uszczelnienia z tworzyw sztucznych, ukryte pod metalowym dachem, które zapewniały szczelność przestrzeni pod Arką. Ogień rozprzestrzenił się na około 25 procent powierzchni całej konstrukcji dachu. Strażacy musieli wycinać dziesiątki prowizorycznych otworów, aby móc zwalczać pożar. Wysoka temperatura uszkodziła też metalowe elementy. Wszystko w skali znacznie większej niż uszkodzenia spowodowane samą energią wybuchu głowicy drona i jego odłamkami. Te objęły jedynie 200 metrów kwadratowych i pewne systemy umieszczone pod dachem w rejonie uderzenia. Takie jak centralny punkt zdalnego sterowania dźwigami mającymi służyć przy rozbiórce starego sarkofagu, czy część systemów wentylacyjnych.

    Istotnym problemem jest też to, że ze względu na uszkodzenia do wnętrza konstrukcji zaczęły się przedostawać woda i wilgoć, prowadzące do korozji metalowych elementów. Doraźne łaty zamontowane przez Ukraińców nie rozwiązują problemu. - To przykrycie jest bardzo prowizoryczne. Zrobione byle deszcz nie leciał do środka. - mówi Machnik. Z kompleksowymi naprawami nie można więc zwlekać. Inaczej konstrukcja będzie szybko niszczała.

    Cenny zasób ludzki

    Skala koniecznych napraw jest więc znacznie większa, niż by się mogło wydawać. Wstępne ich zaplanowanie oraz szacowanie kosztów zajęło rok. Pod koniec marca konsorcjum Novarka firm Bouygues Travaux Publics i Vinci Construction Grands Projets, które Arkę zbudowały, przekazało stosowny dokument ukraińskim władzom, MAEA i EBOR. Nie został opublikowany w całości. Ze streszczeń wynika jednak, że wstępnie szacowany koszt prac to co najmniej pół miliarda euro. Jeśli uda się rozpocząć naprawy w 2027 roku, to mogą zostać zakończone w 2030. Obie te wartości najpewniej są optymistyczne i trzeba je będzie rewidować w trakcie prac. Tak jak pierwotną budowę, która też była opóźniona o 5 lat i przekroczyła koszty prawie dwukrotnie do poziomu 2 miliardów euro. Sama Arka kosztowała około 1,5 miliarda euro, więc teraz trzeba będzie wydać ponownie co najmniej 1/3 tej kwoty. Sami autorzy wyliczeń mieli zaznaczyć, że są to jedynie wstępne szacunki. Bardzo dużo zależy od rozwoju sytuacji w Ukrainie, jak szybko uda się zorganizować początek prac i uzyskać wszystkie niezbędne zgody proceduralne.

    Priorytetem będzie uszczelnienie metalowego dachu, aby do środka przestały się dostawać woda i wilgoć, aby stan Arki się nie pogarszał. Potem trzeba będzie naprawić uszkodzenia różnych stalowych elementów konstrukcji i zacząć wymianę uszczelnień, tak aby całość ponownie zaczęła spełniać swoją podstawową funkcję, czyli uniemożliwiać niekontrolowane rozprzestrzenianie się skażenia z ruin reaktor nr 4. - Te uszczelki to teraz największy problem. Są nie byle jakie. Naprawdę duże, uszczelniające wszystkie segmenty poszycia kopuły. W Arce było utrzymywane podciśnienie. Tak, żeby w razie jakiejś nieszczelności powietrze leciało z zewnątrz do środka, a nie odwrotnie. Nie bardzo teraz wiadomo, jak to naprawić i wszystko na nowo uszczelnić. Rozbierać całe duże części warstwy zewnętrznej? - opisuje Machnik. Jak już to uda się opanować, to pozostanie ostatecznie naprawienie wszystkich uszkodzonych systemów, zwłaszcza głównej suwnicy.

    Materiał Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju na temat aktualnej sytuacji elektrowni w Czarnobylu. Liczne zdjęcia i nagrania z akcji gaśniczej po uderzeniu drona od około 9 minuty. W tym ujęcia w podczerwieni pokazujące rozgrzany od wewnętrznego pożaru dach.

    - Przypuszczam, że praca ludzka będzie największym kosztem. Chodzi przecież o pracę w miejscu skażonym, przy zachowaniu bardzo surowych norm. To już nie czasy radzieckie. Promieniowanie w środku Arki na powierzchni ziemi jest dość wysokie, ale nie takie sprawiające poważne problemy. Im wyżej, tym gorzej, bo stary sarkofag jest cieńszy u góry i tam słabiej blokuje promieniowanie. Pod dachem Arki sięga 100-300 mikrosiwertów na godzinę. Miejscami może być nawet więcej. To będzie oznaczało konieczność znacznego ograniczenia czasu pracy podczas napraw. Pewnie do kilku godzin dziennie. Czyli każde stanowisko będzie musiało być obsadzone przez kilka zmieniających się ciągle osób. - mówi autor bloga.

    Machnik przypuszcza też, że pracownicy będą musieli mieć okresy odpoczynku, żeby rozłożyć w czasie to, jakie dawki promieniowania przyjmą. - Nie jestem w stanie określić dokładnie, ale na przykład kilka tygodni na placu budowy, kilka odpoczynku - mówi. Dodatkowo do strefy zamkniętej trzeba będzie sprowadzić ludzi zza granicy i adekwatnie im zapłacić. - Kopułę budował oryginalnie cały świat. Dużo ludzi spoza Ukrainy. W tym wielu Polaków. Teraz pewnie będzie musiało być podobnie - przypuszcza Machnik.

    Na harmonogram i koszty napraw na pewno będzie wpływać wojna. Od tej nie da się uciec. Nad strefą zamkniętą wokół Czarnobyla ciągle latają rosyjskie drony i rakiety. - Zostało tam bardzo mało ludzi, tylko ci absolutnie niezbędni. Praktycznie wszystkie inwestycje i prace naukowe zostały wstrzymane. W tym rozbiórkę starego sarkofagu, która teraz w ogóle jest niemożliwą przez uszkodzenia Arki. Więcej pojawiło się tylko wojska. Wiadomo, granica tuż tuż - opisuje Machnik.

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA