
Słuchajcie, w Lesznowoli mają problem. I to nie byle jaki. Dzieci im się rodzą jak szalone, deweloperka kwitnie, a szkoły... no cóż, szkoły pękają w szwach. Powiedzmy sobie szczerze, to jest scenariusz, który widzieliśmy już setki razy w ca
Słuchajcie, w Lesznowoli mają problem. I to nie byle jaki. Dzieci im się rodzą jak szalone, deweloperka kwitnie, a szkoły... no cóż, szkoły pękają w szwach. Powiedzmy sobie szczerze, to jest scenariusz, który widzieliśmy już setki razy w całej Polsce.
No i teraz co? Lament. Że brakuje miejsc, że klasy przepełnione, że nauczyciele na skraju wytrzymałości. Kurde, serio? Nikt się nie spodziewał, że jak się buduje osiedla na potęgę, to ktoś tam zamieszka i będzie miał dzieci? To jest jakieś science fiction dla lokalnych władz, czy co?
No i teraz będą się pewnie tłumaczyć, że "robimy co możemy", że "inwestujemy w edukację". Jasne, jasne. Tylko że to wszystko o kant dupy potłuc, jeśli tempo budowania szkół nie dorównuje tempu stawiania kolejnych bloków. To jest po prostu skandaliczne planowanie i krótkowzroczność. Znowu myślenie "jakoś to będzie". A potem dzieciaki cierpią. No i my wszyscy, bo przecież to my za to płacimy. Parodia.
Na podst. Warszawa.Wyborcza.pl
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.