
Tymon Grabowski — Exlantix – trudna ta nazwa marki, ale da się jej nauczyć. Dużo trudniej jest powiedzieć z kamienną miną „prawie 350 tys. zł za chiński samochód elektryczny”.
Exlantix – trudna ta nazwa marki, ale da się jej nauczyć. Dużo trudniej jest powiedzieć z kamienną miną „prawie 350 tys. zł za chiński samochód elektryczny”.

(fot. Exlantix / Inne)
Ideałem chińskiej motoryzacji byłoby prawdopodobnie wymyślanie nowej marki dla każdego kolejnego modelu. Wtedy jeden koncern mógłby mieć pod sobą kilkadziesiąt marek, wprowadzając gigantyczne rynkowe zamieszanie. Tak mniej więcej wygląda to w Chinach, w Europie klienci są bardziej przywiązani do tradycyjnych i znanych im nazw.
Gdy koncern Chery wchodził do Polski, na początek zaproponował dwie nazwy: Omoda i Jaecoo, które wymieniane są właściwie zawsze razem. Na pytanie, dlaczego dwie marki, a nie jedna, mocniejsza, odpowiadano, że Omoda ma się kojarzyć z nowoczesnością, a Jaecoo – z aktywnym życiem, jazdą w terenie itd.
Z czym mają się kojarzyć, to już dokładnie nie wiem. Chery na swojej stronie skupia się na podkreślaniu sukcesów całego koncernu, pisząc o 15 mln użytkowników na świecie. Jetour ma generyczne hasło „Drive your future” i sprzedaje dwa SUV-y oraz jedno auto terenowe.
Powstaje silna wewnętrzna konkurencja i kanibalizacja, ale te pojęcia są Chińczykom w ogóle nieznane. Właśnie śmiało wprowadzają piątą markę: Exlantix. Słowo to wygląda jak wygenerowane w komputerze, który dostał za zadanie stworzenie nazwy brzmiącej luksusowo i po europejsku, ale jego oprogramowanie pochodziło sprzed kilkunastu lat.
Większości z nich, takich jak Maextro czy Stelato, w Polsce jeszcze nie uświadczymy. Można w naszym kraju teoretycznie kupić samochody najstarszej chińskiej marki luksusowej Hong Qi, ale budzą one zerowe zainteresowanie i w ruchu ulicznym nie widać ich właściwie wcale.
Może więc dziwić decyzja o zainwestowaniu pieniędzy w nową markę z segmentu, który niespecjalnie europejskich klientów interesuje, ale zapewne chodzi tylko o zaznaczenie swojej obecności. Exlantix na początek zaoferuje dwa samochody: ES i ET.
Obydwa są w stu procentach elektryczne, przy czym ES to wielka limuzyna typu liftback, ET to SUV, a oba kosztują znacznie powyżej 300 tys. zł.

Model ET
Na razie sytuacja wygląda nieco dziwnie, bo z jednej strony mamy już oficjalną stronę Exlantix na Facebooku (z opisem po angielsku, dlaczego?), pojawiły się też już ceny, ale na wspomnianej stronie przedstawiciele Exlantix twierdzą, że premiera nastąpi dopiero 5 lutego.
Na razie samochody można ponoć oglądać w jednym z warszawskich centrów handlowych, ponieważ nie ma jeszcze salonu. Mocne wejście jak na markę luksusową. Jeszcze mocniejsza jest całkowita rezygnacja z możliwości konfiguracji tych samochodów. Zarówno ES, jak i ET mają jedną wersję wyposażenia: Premium. Jest w niej już ponoć „wszystko”, czyli zapomnij o personalizacji pojazdu poza kolorem. Odważny ruch, jeśli chce się konkurować z europejskimi markami premium.
Oba pojazdy korzystają też z tego samego układu napędowego: 480-konnego zespołu dwóch silników elektrycznych napędzających obie osie. Taki sam jest też akumulator: ma potężną pojemność 100 kWh i możliwość ładowania prądem o mocy do 290 kW.
W teorii więc, przy znalezieniu odpowiednio mocnej stacji ładowania, można by uzupełnić go od 30 do 80 proc. (czyli połowę pojemności) w 15 minut. W warunkach silnie ujemnych temperatur nie należy jednak liczyć na tak imponujące wyniki. Prognozowany zasięg wynosi 610 km, z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że przy 100-kilowatogodzinnej baterii bardziej realistyczną wartością jest 500 km. I to w mieście, a nie w trasie.

Model ES
Oba pojazdy mają ok. pięciu metrów długości i stylizację z gatunku „Chińczycy wyznaczają trendy”. Być może to ostatnie samochody z wysuwanymi klamkami, bo ten element jest ostatnio w Chinach na cenzurowanym i zapewne wkrótce zostanie zakazany w ogóle.
Być może głównym problemem marki Exlantix jest fakt, że pod dziwną nazwą kryją się niespecjalnie zaskakujące pojazdy. Fani aut elektrycznych i nowoczesności mogą za 200 tys. zł z okładem wyjechać z salonu Teslą Model Y, a przy cenie przekraczającej 300 tys. zł – wybrzydzać wśród modeli Audi, BMW i Mercedesa.
Tymczasem Exlantix życzy sobie 329 900 zł za limuzynę ES i 349 900 zł za SUV-a ET. Wysoko oceniam szanse na powstanie kolejnej chińskiej marki-widmo, mającej sieć sprzedaży i stronę w internecie, ale niemającej klientów.

Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.