1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Nonźródła:Historia bośniackiego dziecka

    Nonźródła:Historia bośniackiego dziecka

    0przeszczepów
    418odsłon
    Nonźródła:Historia bośniackiego dziecka

    Niesamowita historia dziecka z Bośni, które cudem wychodziło z każdej opresji.

    Dzieciństwo w Bośni[ edytuj • edytuj kod ]

    Jestem z Bośni . Mieszkałem w wiosce, ale moi rodzice, trzynaścioro rodzeństwa i w ogóle wszyscy mieszkańcy zginęli w bombardowaniach bronią chemiczną . Ja przeżyłem, bo ukryłem się w rowie. Później bawiłem się z nowymi kolegami na pobojowisku, tylko był problem, bo wszędzie były bomby kasetowe i kolegom urywało nogi. Wzięliśmy też broń od żołnierzy, którzy chyba spali na ziemi, zapewniając ich, że oddamy, i bawiliśmy się w wojnę. Okazało się że odrzut z karabinu jest duży, bo jeden kolega złamał sobie tę rękę, która mu została, bo zamiast drugiej ma kikuta , a inny kolega został trafiony w głowę, ale to pewnie były ślepaki.

    Po zabawie z kolegami, kiedy chmura chemiczna już opadła, wróciłem do domu, ale okazało się, że są tam już serbscy żołnierze, więc znów ukryłem się w rowie, bo pewnie zdenerwowaliby się, że chodzę bez mamy. Słyszałem, że mówili, że nasza wioska została zaatakowana jakimś iperytem, ale myślę, że to niegroźne.

    Kiedy żołnierze już sobie poszli, wróciłem do domu, i ostrożnie, żeby nie obudzić śpiących rodziców i rodzeństwa, wyjąłem wszystkie oszczędności na wszelki wypadek. Tata powiedział kiedyś, że kradł to przez całe życie, i że to dla mnie na czarną godzinę.

    W Sarajewie[ edytuj • edytuj kod ]

    Kiedy wziąłem oszczędności taty, postanowiłem pojechać do Sarajewa , bo mama mówiła, że to duże miasto i że tam jest moja przyszłość. Wsiadłem w autobus, ale nie kupowałem biletu, bo pomyślałem, że dzieci nie muszą. Podróż była przyjemna, nie licząc tego, że autobus najechał na minę przeciwpancerną i kierowcy urwało głowę, ale dalej poszedłem na piechotę – trzydzieści kilometrów w śniegu po kolana i bez butów nie było w sumie takie złe, tylko nogi mi trochę zsiniały, ale to pewnie nic złego.

    Gdy byłem już pod Sarajewem, okazało się, że jest oblężenie , które zrobili Serbowie. Pomyślałem, że lepiej nie wchodzić im w drogę, bo mama mówiła, że oni nie lubią, jak dzieci są bez opieki. W takim wypadku ominąłem stanowisko karabinu maszynowego i wszedłem do obozu, bo pewnie wszyscy akurat spali, przecież było południe. Niestety, nie wszyscy spali, ale szczęśliwie mnie nie zauważyli i wszedłem do furgonetki ze skrzynkami, gdzie było napisane pomoc humanitarna . Ponieważ nie jadłem nic od dwóch dni, zajrzałem do jednej, ale okazało się, że są tam tylko jakieś czerwone pałki i podłączone do nich kabelki z małym zegarkiem na końcu. Później furgonetka ruszyła.

    Gdy wjechaliśmy do centrum miasta, na plac, gdzie stanęliśmy, wbiegła masa ludzi. Dzięki temu udało mi się uciec niepostrzeżenie, i stanąłem obok, by się poprzyglądać, co to jest w tych skrzynkach. Po chwili wszystko eksplodowało. Co prawda dzwoniło mi trochę w uszach, ale uciekłem i na dodatek dowiedziałem się, że ludziom z Sarajewa potrzebne były bomby i je im przysłali.

    Kiedy nastała noc , okazało się, że nie mam gdzie spać. Na szczęście wokół była masa zrujnowanych bloków, w które uderzyły bomby. Poszedłem do jednego z nich, żeby się zdrzemnąć. W nocy okazało się, że nie jestem sam, był za to jakiś pan, który chyba chciał mi zrobić krzywdę, ale włożyłem mu mój scyzoryk w oko i uciekłem; mam nadzieję, że nic nie zrobiłem temu panu, bo w końcu był dla mnie miły.

    Ucieczka z Bośni[ edytuj • edytuj kod ]

    Po kilkudziesięciu dniach mieszkania w Sarajewie okazało się, że mogę uciec. W sumie, to życie tu nie było takie złe, bo i jedzenia było dużo (niestety nie mogłem za nie zapłacić) i nawet bombardowania i snajperzy zbytnio nie przeszkadzali.

    Jednak spotkałem dwóch miłych panów, którzy powiedzieli, że mogą mnie zawieźć do Niemiec, do Berlina . Gdy zapytałem się, co to jest ten Berlin, pan odpowiedział mi, że to takie miasto, gdzie pieniądze leżą na ulicy i każdy dostaje własny samochód. Ucieszyłem się, bo zawsze chciałem mieć samochód , a w mojej wiosce miałem tylko furmankę. Ci panowie powiedzieli też, że przewiozą mnie za darmo i w dobrych warunkach, tylko muszę im dać moje oszczędności na przechowanie. Zgodziłem się od razu, i kilka dni później wyjechałem.

    Wszedłem do transportera wojskowego. Panowie mieli na sobie mundury i błękitne hełmy. Wyglądali naprawdę fajnie. Powiedzieli, że na razie muszę ukryć się w schowku na kanistry, ale jak wyjedziemy z Sarajewa, to będę mógł wyjść. Później ruszyliśmy.

    Po kilkunastu minutach stanęliśmy i usłyszałem, że ktoś wchodzi do środka. Ponieważ się to przedłużało, chciałem już wyjść, żeby zapytać się, czy czegoś nie trzeba pomóc, ale zanim to zrobiłem, właz się zamknął i ruszyliśmy. Za Sarajewem jeden z panów powiedział, że mogę siedzieć poza schowkiem, ale jak tylko się zatrzymamy i usłyszę puknięcie w ścianę, mam się z powrotem schować.

    Po dwóch godzinach dojechaliśmy do Banja Luki. O nim też mi mama opowiadała, że tutaj jest dworzec i jeżdżą pociągi . Wysiadłem z transportera w zaułku i panowie powiedzieli mi, że teraz muszę wejść do kontenera , który stoi niedaleko. Powiedzieli też, że w kontenerze wiozą tylko odpady sanitarne, że będę miał kolegę, a jedzenie i picie jest w skrzynce z napisem skażone . Wszedłem do kontenera, który po chwili się zamknął. Szkoda, że zapomniałem wziąć od panów moich oszczędności, ale zrobiłem tak, jak mówił tata , żeby dać stare dinary jugosławiańskie, które są podobne do naszych bośniackich, ale nie da się nimi płacić.

    Jechałem w kontenerze pociągiem dwa dni. Większość czasu spędziłem na rozmowach z moim nowym kolegą. Nazywał się Farouk i powiedział, że jest z Somalii , gdzie też jest wojna. Na początku nie mogliśmy się dogadać po bośniacku, ale dogadaliśmy się po arabsku, czyli w tym języku, w którym mówiłem w meczecie , zanim spalił się razem ze wszystkimi w środku, gdy spadła na niego bomba z białym fosforem. Nasza sąsiadka z wioski nam o tym mówiła. Wiedzieliście, że biały fosfor spala ciało do kości w ułamku sekundy!? Super!

    Farouk opowiadał, że jego rodzice, rodzeństwo i wszyscy pozostali mieszkańcy jego wioski też zginęli, ale pocięci maczetami. On przeżył, bo ukrył się w niecce solnej. Później pobiegł do Mogadiszu , które też jest dużym miastem. Tam dowiedział się od mułły, że jego wioskę zniszczyli jacyś Amerykanie i że musi zrobić na nich zemstę, zabijając tylu ludzi, ilu zginęło w jego wiosce, i dodatkowo pójdzie wtedy do nieba. Pojechał do Arabii Saudyjskiej, i poznał miłego pana, który nazywał się Osama bin Laden i który nauczył go wysadzać różne rzeczy. Po kilku miesiącach poleciał z Arabii Saudyjskiej do Grecji, a stamtąd miał się sam dostać do Berlina, gdzie miał wypełnić swoją misję, która nazywała się dżihad , czy jakoś tak. Pamiętam, że nasz mułła też coś o nim mówił, że jak będziemy zabijać Serbów, to pójdziemy do nieba. W ogóle, Farouk miał podobne dzieciństwo do mojego. Ale teraz jestem już duży, mam w końcu dziesięć lat i sam jeżdżę pociągiem, więc nie ma co myśleć już o dzieciństwie.

    Nowy dom[ edytuj • edytuj kod ]

    W Berlinie kontener stał z dziesięć godzin w składnicy tranzytowej i zaczynało już w nim brakować tlenu . Na szczęście, otworzyli ją jacyś ludzie akurat w chwili, gdy Farouk zaczął tracić przytomność. Wybiegliśmy z kontenera, a ci ludzie zaczęli nas gonić. Cudem wybiegliśmy ze składnicy.

    Później historia się powtórzyła. Znów mieszkaliśmy w jakimś zrujnowanym domu, zaczepiali nas mili panowie, tym razem cali łysi i w skórzanych kurtkach . Jednak życie w Berlinie nie było już tak fajne, dlatego opowiem Ci o nim kiedy indziej. A teraz muszę Cię przeprosić, bo jestem głodny, a na tym straganie za tobą sprzedawca jest strasznie nieuważny – czytał gazetę nawet, jak ukradłem dwa bochenki chleba !

    Mądrość ze Słownika

    Kot – urządzenie służące do potwierdzania teorii superpozycji cząstek, jest taką jakby cieczą.

    Czy nie wiesz…

    Że Biff Byford robił to, co każdy odpowiedzialny nastolatek?

    Czytaj cały artykuł u źródła — Nonsensopedia

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA