
Kupujesz jeden fundusz z dopiskiem "cały świat" i wydaje ci się, że masz w portfelu tysiące spółek z całego globu. Potem otwierasz zestawienie i okazuje się, że dwie trzecie to Stany Zjednoczone, a...
Załóżmy, że 34-letnia specjalistka od marketingu odkłada co miesiąc 1,5 tys. zł na koncie maklerskim w ramach IKE i wpłaca wszystko do jednego funduszu "FTSE All-World". W nazwie fundusz ten ma cały świat, w opisie prawie 3,7 tys. spółek z blisko 50 krajów. Na papierze i na pierwszy rzut oka wydaje się to być najprostszą dywersyfikacją, jaką można sobie wyobrazić. Jeden przelew i masz ekspozycję na wszystko.
Kiedy jednak nasza specjalistka wejdzie w szczegóły portfela, obraz zmienia się diametralnie.
Ważne: zamieszczone w tekście spólki i wyceny mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią rekomendacji ani żadnej innej formy sugestii do zakupu lub sprzedaży produktów finansowych. Decyzje inwestycyjne należy poprzedzić własną analizą ryzyka i sytuacji finansowej.
Na koniec czerwca 2026 r. pierwsza piątka w tym funduszu to NVIDIA, Apple, Microsoft, Amazon i Alphabet, a 10 największych spółek odpowiada za blisko jedną czwartą całości.
Amerykańskie firmy stanowią około dwóch trzecich wartości indeksu. "Cały świat" okazuje się więc w dużej mierze zakładem o kilkanaście technologicznych gigantów z jednego państwa.
Nie ma w tym jednak błędu funduszu ani żadnej manipulacji. Po prostu tak działa konstrukcja, na której opiera się większość globalnych ETF-ów. Pytanie brzmi, czy taka koncentracja to jeszcze rozsądna dywersyfikacja, czy już ukryte ryzyko, o którym mało kto mówi przy namawianiu na tego rodzaje inwestycje.
Zacznijmy od tego, skąd bierze się ta amerykańska przewaga. Klasyczny globalny indeks, czy to MSCI ACWI, czy FTSE All-World, waży spółki według ich kapitalizacji giełdowej, czyli wartości rynkowej dostępnej dla inwestorów. Im większa firma, tym większy jej udział w indeksie.
Fundusz nie ocenia, czy dana spółka jest tania, droga, czy też pochodzi z ciekawego kraju, tylko odwzorowuje to, ile jest warta na rynku. Skoro amerykańskie technologiczne kolosy urosły do najwyższych wycen w historii, indeks automatycznie przydziela im coraz większą część twoich pieniędzy.
Ta mechanika ma jednak jedną, dość nieoczywistą konsekwencję.
Udział USA w indeksach globalnych nie jest stały, tylko rośnie razem z hossą na amerykańskich spółkach. W 2000 r. Ameryka odpowiadała za mniej więcej połowę indeksu MSCI World. Na koniec 2025 r. było to już ponad 72 proc., a więc reszta świata, cała Europa, Japonia i rynki wschodzące, zmieściła się w niespełna 30 proc. To jeden z najniższych udziałów rynków spoza USA od czterech dekad, przy historycznej średniej znacznie bliższej połowie.
Jeszcze wyraźniej widać to na poziomie pojedynczych spółek. Tzw. wielka siódemka, czyli Apple, Microsoft, Alphabet, Amazon, Meta, NVIDIA i Tesla, na koniec 2025 r. odpowiadała za blisko jedną czwartą całego indeksu MSCI World.
W samym S&P 500 te siedem firm to ok. 32 proc. wartości indeksu, a pierwsza dziesiątka spółek waży dziś blisko 40 proc. indeksu, wobec mniej więcej 20 proc. w 2010 r.
Analitycy Robeco policzyli, że efektywna liczba spółek, które realnie ważą na wyniku globalnego rynku, spadła z ponad 300 w 2005 r. do 84 w październiku 2025 r. Mówiąc już nieco prościej, kupując "cały świat", w praktyce kupujesz przede wszystkim aktualną kondycję kilkunastu amerykańskich spółek technologicznych i wiarę rynku w sztuczną inteligencję.
Dopóki ta grupa rośnie, twój globalny fundusz rośnie razem z nią. Problem pojawia się dopiero, jeśli entuzjazm wobec AI osłabnie albo wyceny tych firm się cofną. Wtedy obsunięcie odczujesz mocniej, niż sugerowałaby etykieta "globalny indeks, tysiące spółek".
To, że moje przemyślenia nie są tylko teorią czy czczym gadaniem, pokazał najlepiej ubiegły rok. W 2025 r. akcje spoza USA po latach zadyszki wyraźnie wyprzedziły amerykańskie papiery. Indeks MSCI World ex USA, obejmujący rozwinięte rynki poza Stanami, zyskał 32,6 proc., a szeroki koszyk spółek spoza USA liczony przez S&P Global urósł o ponad 28 proc. , podczas gdy S&P 500 dał ok. 16 proc.
Do tego doszła słabość dolara, który w ciągu 2025 r. stracił mniej więcej 10 proc. Dla polskiego inwestora to podwójnie ważne, bo w globalnym funduszu część amerykańska to jednocześnie chciana lub niechciana ekspozycja na dolara.
W tym miejscu dochodzimy niechybnie do wątku, o którym rzadko się pisze przy okazji reklam "jednego funduszu na całe życie". Popularne globalne ETF-y w wersji UCITS, jak Vanguard FTSE All-World, są wyceniane w dolarze, choć kupujesz je za złotówki czy euro. Kiedy dolar słabnie, portfel z tak dużym udziałem USA traci nie tylko na wycenie spółek, ale i na przeliczeniu waluty.
W wariancie akumulującym, czyli reinwestującym dywidendy, nie płacisz co kwartał podatku Belki od wypłat, a rozliczenie 19 proc. od zysku odkłada się do momentu sprzedaży udziałów. Jeśli trzymasz taki fundusz w IKE lub IKZE, przy spełnieniu warunków wypłaty podatek od zysków kapitałowych w ogóle znika, co przy horyzoncie 20-30 lat robi wymierną różnicę.
Przy tym wszystkim koszty samego funduszu pozostają na szczęście niskie. Jest to przynajmniej jedna z tych rzeczy, o których nie trzeba się przesadnie martwić. Wskaźnik kosztów całkowitych (TER) Vanguard FTSE All-World to obecnie ok. 0,19 proc. rocznie, po obniżce z poziomu 0,22 proc.
Dla porównania krajowe fundusze akcyjne zarządzane aktywnie potrafią pobierać nawet 1,5-3 proc. rocznie.
Taniość globalnego ETF-a to jego duża zaleta i nie o nią toczy się spór. Rzecz jest bowiem w czymś innym — niska opłata nie zmienia tego, co faktycznie masz "pod maską".
Czytaj też: To dlatego rząd chce zamieniać B2B i zlecenia w etaty. Liczby wręcz krzyczą [KWOTY]
Co możesz zrobić, jeśli koncentracja na amerykańskich spółkach cię uwiera? Rynek daje kilka wyjść, choć żadne z nich nie jest proste ani tanie.
Sprawiedliwie trzeba dodać na koniec, że amerykańscy giganci to firmy globalne, które przychody czerpią z całego świata, więc większy udział USA w indeksie nie oznacza, że twój wynik zależy wyłącznie od amerykańskiej gospodarki.
Część analityków, m.in. w J.P. Morgan, zwraca uwagę, że pozostałe 493 spółki z S&P 500 zaczęły wreszcie szybciej zwiększać zyski, co powoli zawęża przewagę wielkiej siódemki.
Historia rynków pokazuje też, że okresy przewagi jednego regionu potrafią trwać latami, a potem odwracać się na kolejne lata. Dzisiaj nikt nie wie przecież, kiedy ten trend się załamie.
Wróćmy jeszcze na koniec do naszej 34-letniej inwestorki i jej jednego przelewu miesięcznie. Sam pomysł na globalny ETF nadal broni się jako punkt wyjścia: tanio, prosto, bez wybierania pojedynczych spółek. Zmienia się tylko to, że fundusz przestaje być "czarną magią" z napisem "cały świat".
Kiedy już raz zajrzysz do środka i zobaczysz, że kupujesz głównie amerykańską technologię i wahania dolara, kolejne decyzje powinieneś podejmować świadomie.
Możesz zostawić portfel tak, jak jest, dołożyć kawałek reszty świata albo po prostu obserwować, jak zmieniają się wagi w zakupionym indeksie. Różnica polega na tym, że wiesz, co trzymasz, zamiast ślepo wierzyć etykiecie.
Nota: zamieszczone w tekście informacje mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej, informacji rekomendującej lub sugerującej strategię inwestycyjną w rozumieniu obowiązujących przepisów ani żadnej innej formy porady dotyczącej zakupu lub sprzedaży produktów finansowych.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.