
Opozycja zarzuca prokuraturze mijanie się z prawdą. Choć rzecznik twierdzi, że 500 tys. zł wróciło do lekarza Dawida Kacprzyka, posłowie utrzymują, że pieniądze nadal leżą na koncie szpitala.
W warszawskiej placówce medycznej pojawili się parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości: Mateusz Morawiecki, Janusz Cieszyński oraz Anna Kwiecień.
Czytaj też: Zbigniew Derdziuk odwołany ze stanowiska prezesa ZUS. Rada wybierze następcę
Z ich ustaleń wynika, że wbrew wcześniejszym deklaracjom śledczych, szpital wcale nie oddał Kacprzykowi zabezpieczonych pieniędzy. "Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie do dymisji! Jak ustaliliśmy z Anną Kwiecień, Szpital Południowy nie zwrócił pół miliona złotych złodziejowi Kacprzykowi. Kolejna kontrola już w przyszłym tygodniu" — napisał ostro w mediach społecznościowych Janusz Cieszyński.
— Te pieniądze z fakturami korygującymi zostały przelane na rachunek szpitala, ale zostały przez księgowość szpitala osobie wpłacającej zwrócone. Z uwagi na fakt, iż nie było tak zwanej kauzy fiskalnej, nie można było prawidłowo dokonać zaliczenia tych środków na rachunku szpitala — tłumaczył podczas poniedziałkowej konferencji rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.