1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie

Więcej z sekcji rak muzgu

  • Cechy wypasionej fury: czerwony kolor, szpanerskie logo i zbiornik z nitro na dachu
  • Gmina Konopnica (województwo lubelskie)
  • Oto prowadzący Top of the Top Sopot Festival 2026. Wśród nich Klaudia El Dursi
  • Rodzice walczą o korepetytorów. Nowe cenniki zaskakują
  • Że było dwóch braci, Abel i Kabel
  • Przykład zastosowania amerykańskich jednostek – intuicyjnie widać, że powierzchnia Teksasu jest równa dwunastu jeziorom Michigan
  • Patrz, jakie mamy zajebiste i szpanerskie płaszczyki. Tak, wiemy, ale oczojebnych jeszcze kurier nie przywiózł
  • 500 plus dla seniorów na nowych zasadach. Zmiany w 2027 r. przesądzone
  • Nawet 4,3 tys. zł więcej do emerytury. Wielu seniorów nie wie o tym świadczeniu
  • Połowa Polaków nie wie, do czego służy ta komora w pralce. Mało kto z niej korzysta, a to może być błąd
  • Jasnowidz Jackowski ujrzał pogodę w Polsce. Plany urlopowe do wymiany. Jest konkret
  • Anna Czartoryska z gracją kąpie się w Bałtyku. Niczym miss!
  • Polityka na bok. Gajewska w salonie: rzęsy, paznokcie i sushi na raz!
  • Serowska nie planowała ślubu z Hakielem, a jednak go weźmie? Zabrała głos
  • Nonźródła:Ogłoszenia drobne
  • Miroslav Filipović-Majstorović
  • Dramat za zamkniętymi drzwiami. To dlatego Bartosiewicz zniknęła na 22 lata
  • Fragment statystyk z 2006 roku
  • Dla wyrównania szans nowym graczom organizuje się stanowiska, na których mogą kupić potrzebny w zabawie sprzęt
  • Aerodynamiczne koło zapewni twojemu rowerowi niezrównaną chyżość
  • Herb – jastrząb unoszący w pocie czoła górnicze narzędzia
  • Teoria filmowej rzeczywistości
  • Piotr Skarga ostrzega chrześcijańską Polskę przed złym wpływem zachodniego ziemniaka, 1593
  • Filozofie orientalne (strona nie istnieje)
  • Wyścig szczurów (strona nie istnieje)
  • Ogólna teoria względności (strona nie istnieje)
  • MinisTeR FinansÓw, FUnDUszY i PoLiTYKi ReGionaLneJ to bardzo poważna posada w rządzie
  • USS Eldridge przygotowuje się do wejścia w nadprzestrzeń
  • Nonźródła:Historia bośniackiego dziecka
  • Reprezentacja Andory w piłce nożnej
    RAKGURUGURU
    Książka kosztuje prawie 60 zł, a autor dostaje niecałe 3 zł. Rynek ma problem

    Książka kosztuje prawie 60 zł, a autor dostaje niecałe 3 zł. Rynek ma problem

    RAK0RAK0przeszczepów
    1849 odsłon
    Książka kosztuje prawie 60 zł, a autor dostaje niecałe 3 zł. Rynek ma problem

    Ile zarabiają autorzy książek? Według raportu Polskiej Sieci Ekonomii z 2025 r. średnio za jeden sprzedany egzemplarz dostają 2,87 zł, mimo że średnia cena detaliczna oscyluje wokół 58,50 zł . Unia Literacka walczy o ustawowe minimum na poziomie 10 proc. ceny okładkowej. Spór o wynagrodzenia autorów wraca od lat, ale liczby pokazują, dlaczego środowisko tak mocno naciska na regulacje. Według raportu Katarzyny Boni dla Unii Literackiej z 2022 r. co trzeci uznany polski autor nie osiąga nawet postulowanego progu 10 proc. od ceny okładkowej. Problem tkwi też w konstrukcji umów. Tylko 16 proc. kontraktów wydawniczych opiera się na cenie okładkowej. Pozostałe bazują na cenie faktycznej, czyli tej po rabatach, promocjach i rozliczeniach dystrybucyjnych. Dla autora taka podstawa bywa trudna do samodzielnego sprawdzenia. Z tego powodu część autorów przerzuca się na self-publishing, czyli samodzielne wydanie książki. W tym modelu mogą zachować nawet 70 proc. przychodu z każdego egzemplarza. Książka za 60 zł, honorarium od niższej kwoty Standardowe honorarium autora w polskim wydawnictwie wynosi zwykle 8-12 proc. Taka stawka na papierze może wyglądać uczciwie, dopóki nie pojawi się pytanie: od jakiej kwoty jest liczona? Książka z ceną okładkową 60 zł często trafia do sprzedaży po rabatach za 35-40 zł. Jeśli umowa liczy wynagrodzenie od niższej ceny, autor dostaje procent nie od kwoty widocznej na okładce, lecz od ceny faktycznej. To znacząco zmniejsza jego zarobek z egzemplarza. Do tego dochodzi brak bieżącego wglądu w sprzedaż. Autor zwykle dostaje rozliczenie raz na pół roku albo raz w roku. Prawa do tytułu mogą być zablokowane na lata, nawet jeśli książka przestaje być aktywnie promowana albo znika z głównego obiegu sprzedażowego. – Polski rynek książki od lat działa na zasadach, które autorzy akceptują z konieczności, a środowisko czeka na regulację od blisko 30 lat. Dobrze, że Unia Literacka ten temat nagłaśnia, choć realizacja jej postulatów może zająć kolejną dekadę. Dlatego część autorów wchodzi w rolę przedsiębiorcy i wybiera drogę self-publishingu, wymagającą, ale też bardziej opłacalną – zauważa Krzysztof Bartnik, prezes i założyciel Imker, autor książki „Rok Twórcy – 102 porady, które zmienią Twój biznes online”. Self-publishing pokazuje inną matematykę Self-publishing oznacza, że autor wydaje książkę samodzielnie, bez tradycyjnego wydawnictwa. Sam odpowiada za proces, ale też przejmuje większą część pieniędzy ze sprzedaży. Nie dzieli marży z wydawcą i tradycyjną dystrybucją w takim samym układzie jak przy klasycznej umowie. Najgłośniejszym polskim przykładem tego modelu jest Michał Szafrański, autor „Finansowego Ninja” , jednej z najlepiej sprzedających się książek o finansach osobistych w Polsce. W maju 2026 r., podczas konferencji Influencers Live Wrocław, pokazał dane po niemal 10 latach sprzedaży: 130 tys. egzemplarzy, 11 mln zł przychodu brutto i 7,5 mln zł dochodu przed opodatkowaniem. To daje marżę na poziomie 73 proc. Szafrański zestawił ten wynik z hipotetycznym scenariuszem u tradycyjnego wydawcy. Przy sprzedaży tych samych 130 tys. egzemplarzy, stawce 10 proc. ceny netto i maksymalnej cenie okładkowej 49,90 zł brutto, którą zaproponował wydawca, honorarium wyniosłoby 4,75 zł od egzemplarza przed opodatkowaniem. Łącznie dałoby to 617 tys. zł. Różnica jest ogromna. Samodzielne wydanie przyniosło autorowi ponad 12 razy więcej niż model wydawniczy z tego wyliczenia. Żeby u wydawcy zarobić tyle, ile Szafrański zarobił w self-publishingu, sprzedaż musiałaby sięgnąć 1,6 mln egzemplarzy. – Marża 73 proc. to skutek tego, że między mną a czytelnikiem nie ma nikogo – powiedział Szafrański podczas panelu na Influencers Live. Bez pośrednika zostaje więcej pieniędzy Szacunki Imker, firmy wspierającej autorów, którzy wybierają self-publishing, pokazują podobną logikę. Autor sprzedający książkę bez wydawcy i bez tradycyjnej dystrybucji może zachować do 70 proc. przychodu z każdego egzemplarza. Jeśli w łańcuchu pojawia się zewnętrzny dystrybutor, ale nadal bez wydawcy, udział autora spada do około 40 proc. To wciąż znacznie więcej niż standardowe honorarium w klasycznym modelu, choć porównanie nie jest całkiem proste. Dlaczego? W tradycyjnym wydawnictwie część kosztów i obowiązków przejmuje wydawca. Wnosi redakcję, korektę, projekt graficzny, skład, dystrybucję do księgarń, kontakty medialne i doświadczenie w prowadzeniu książki przez rynek. Dla autora bez własnej społeczności, zaplecza sprzedażowego i budżetu może to być wartość. Tyle że klasyczny model ma słaby punkt. Gdy o końcowej cenie decyduje dystrybucja, autor traci kontrolę nad podstawą własnego wynagrodzenia. Może wiedzieć, ile wynosi cena okładkowa. Niekoniecznie widzi na bieżąco, po jakiej cenie książka faktycznie się sprzedaje i jak to przekłada się na jego rozliczenie. Wyższa marża ma swoją cenę Sprzedaż bezpośrednia zmienia układ sił, ale nie jest prostą drogą dla każdego. Autor przejmuje obowiązki, które w tradycyjnym modelu wykonuje wydawnictwo albo firmy współpracujące. Musi dopilnować redakcji, projektu, przygotowania plików, druku, marketingu, płatności, obsługi zamówień, wysyłki i zwrotów. Każdy z tych elementów kosztuje. Czasem pieniądze, czasem czas, często jedno i drugie. Self-publishing bez planu, budżetu i dostępu do odbiorców może być droższy i bardziej ryzykowny niż klasyczna umowa wydawnicza. Najlepszy start mają autorzy, którzy już posiadają własną publiczność: newsletter, kanał na YouTubie, blog, podcast albo aktywną społeczność w mediach społecznościowych. Wtedy nie muszą zaczynać od zera. Mają komu opowiedzieć o książce i mogą budować sprzedaż bez pośredników. – Ustawa o 10 proc. od ceny okładkowej ma szansę zmienić strukturę całego rynku wydawniczego i kibicuję temu, żeby weszła w życie. Ale jedno drugiego nie wyklucza: autorzy mają dziś alternatywę w postaci własnego kanału sprzedaży, publiczności i danych o odbiorcach – mówi Krzysztof Bartnik. – Przykład Michała Szafrańskiego jest spektakularny, ale mechanizm, który stoi za jego sukcesem, da się zastosować do innych autorów, jedynie na mniejszą skalę. Wynika on z tego, że pomiędzy autorem a czytelnikiem nie ma żadnego pośrednika, a to przekłada się na marżę. Autor staje się przedsiębiorcą W self-publishingu pisanie książki jest tylko jednym z etapów. Autor musi myśleć jak wydawca, sprzedawca i właściciel małego biznesu. Musi znać koszty, przewidywać nakład, zaplanować kampanię, sprawdzić marżę i zdecydować, czy sam obsłuży logistykę, czy powierzy ją zewnętrznej firmie. Imker deklaruje, że obsługuje fulfillment, logistykę i sprzedaż bezpośrednią dla ponad 300 autorów. Fulfillment oznacza zaplecze sprzedaży internetowej: magazynowanie, pakowanie i wysyłkę zamówień. Z takiego wsparcia korzystają zarówno twórcy, którzy wcześniej wydawali tradycyjnie, jak i autorzy nisz zbyt wąskich dla dużych wydawnictw. Bartnik przekonuje, że przed wyborem ścieżki wydawniczej autor powinien policzyć oba scenariusze. Nie chodzi o automatyczne uznanie self-publishingu za lepszy model, lecz o rzetelną analizę: ile wyniosą koszty, jaka może być sprzedaż, jak wygląda marża i kto ma dostęp do danych o czytelnikach. – Nikogo nie przekonujemy, że self-publishing jest domyślnie lepszy. Zachęcamy, żeby przed każdą decyzją wydawniczą, przeprowadzić rzetelną analizę na liczbach, a nie polegać na złudnej nadziei, że tym razem umowa z wydawcą będzie lepsza. Realia pokazują, że to drugie to mrzonka i na książce nadal zarabiają przede wszystkim pośrednicy i wydawca, a nie autor – dodaje Krzysztof Bartnik. Rynek książki czeka na ustawę, autorzy szukają wyjścia Postulat Unii Literackiej jest prosty: autor powinien mieć zagwarantowane minimum 10 proc. od ceny okładkowej. Taka zmiana przesunęłaby część pieniędzy w stronę twórców i ograniczyła sytuacje, w których wynagrodzenie liczone jest od kwoty trudnej do zweryfikowania. Nie wiadomo jednak, jak szybko taka regulacja mogłaby wejść w życie i w jakim kształcie. Rynek książki jest złożony, a każdy ruch dotyczący wynagrodzeń autorów wpływa też na wydawców, księgarnie, dystrybutorów i ceny dla czytelników. Dlatego część twórców sprawdza drugi tor. Self-publishing daje większą kontrolę nad ceną, sprzedażą, danymi i relacją z czytelnikiem. W zamian wymaga kompetencji, których tradycyjnie od pisarza nie oczekiwano: marketingu, analityki, obsługi sprzedaży i gotowości do ponoszenia ryzyka. Dla jednych autorów wydawnictwo nadal będzie najlepszą drogą. Dla innych samodzielne wydanie może oznaczać większą niezależność i znacznie wyższy udział w przychodach. Jedno jest pewne: przy średnim wynagrodzeniu 2,87 zł za sprzedany egzemplarz coraz więcej twórców będzie pytać nie tylko o to, kto wyda ich książkę, ale też kto naprawdę na niej zarabia.

    Czytaj cały artykuł u źródła — 300Gospodarka

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.