
Jan Mazurek
Dzisiaj, 08:45
Wojciech Wołoch, wicewojewoda lubelski, członek partii Unia Centrum: - Ani nie otwieram popcornu, ani nie czuję jakiejś satysfakcji. To naturalna rzeczywistość polityczna. Kiedy dochodzi do przesilenia w partiach typowo wodzowskich, zawsze pojawiają się liderzy chcący wybić się na niepodległość. Wodzowski styl zarządzania w pewnym momencie dochodzi do ściany i staje w obliczu rozłamu. Przyglądam się więc temu, co dzieje się w PiS, bez emocji, dostrzegając w tym żelazną logikę. Wolę skupiać się na naszym działaniu. I tym, co sami budujemy.
Czy mechanizm rozpadu PiS w jakikolwiek sposób przypomina rozbicie Polski2050, z której odszedł pan na początku 2026 roku?
Nie chciałbym budować bezpośrednich analogii. Na pewno w Polsce 2050 zaistniały wewnętrzne podziały. Nie śledzę już jednak szczegółowo ich wewnętrznych spraw. Dla mnie to historia. Zawsze wolę patrzeć do przodu. Nie żyć przeszłością. Uważam zresztą, że podstawowym błędem polskiej debaty jest bazowanie na historii partii sprzed lat, a nie na tym, co będzie. Pamiętajmy jednak, że wciąż jesteśmy razem w koalicji rządzącej i współtworzymy obecną rzeczywistość.
Pytany przeze mnie w lutym o powody odejścia z Polski 2050, wspominał pan o zmęczeniu nieustannymi kłótniami. Po prostu miał pan dość?
Dokładnie tak. Miałem już zwyczajnie dość.
W Unii Centrum panuje zdrowsza atmosfera? Czym różnicie się od Polski 2050, skoro trzon kadrowy stanowią politycy, którzy jeszcze niedawno należeli do ugrupowania założonego przez Szymona Hołownię?
Różni nas przede wszystkim sposób myślenia o realizacji celów. Większość partii mówi to samo: wszyscy chcą lepszej, zamożniejszej i bezpieczniejszej Polski. Pytanie brzmi: czy kończy się na retoryce, czy idą za tym konkretne pomysły? W Unii Centrum stawiamy na radykalizm działań, zwłaszcza w obszarze gospodarki i klimatu. Są to dwie dziedziny nierozerwalnie ze sobą połączone.
Wielu Polaków absolutnie alergicznie reaguje na słowo „klimat”. Rodacy politykę klimatyczną Unii Europejskiej uważają za zagrożenie. Czy stawianie na klimat w programie Unii Centrum nie jest zbyt ryzykowne politycznie?
Błędem obecnej debaty jest wprowadzanie kwestii klimatu do sfery ideologicznej. Patrzymy na klimat tak, jakby był fanaberią, a nie czynnikiem wpływającym na każdy sektor gospodarki. Powodzie czy nawałnice niszczą przecież sieci przesyłowe, energetykę, infrastrukturę. Potrzebujemy pragmatycznego podejścia. Nie chodzi o górnolotne „ratowanie świata”, ale o ratowanie własnej gospodarki i obywateli.
Jakie konkretne rozwiązania proponujecie?
Szczegóły programu i nasz manifest przedstawimy na konwencji programowej we wrześniu. Nasze hasło to „Gospodarka i klimat”, ale też „Klimat dla gospodarki”. W sensie stwarzania jak najlepszych warunków do jej rozwoju. Warto też przypomnieć, że to minister Paulina Hennig-Kloska wynegocjowała kluczowe korekty w tak zwanym Zielonym Ładzie, między innymi wydłużając okres darmowych uprawnień ETS dla polskich producentów.
W obecnym kształcie jest pan zwolennikiem Zielonego Ładu wynegocjowanego przez minister Hennig-Kloskę?
To dopiero pierwszy krok. Samo pojęcia „Zielony Ład” czy „Polski Ład” źle się kojarzą, bo u naszych poprzedników z Prawa i Sprawiedliwości wszystko miało być „ładem”, a wyszedł z tego bezład. My chcemy działać inaczej. Kluczem jest prewencja, a nie tylko wypłacanie rekompensat po fakcie, gdy wystąpi gradobicie czy podtopienia.
W jaki sposób finansować działania prewencyjne bez nakładania na Polaków nowych podatków?
Musimy budować większość na forum unijnym, stworzyć mechanizmy finansowe angażujące podmioty z krajów trzecich, spoza Unii Europejskiej. Jeśli chcą handlować na naszym rynku, muszą współuczestniczyć w kosztach transformacji. Klimat nie ma granic, towar wyprodukowany poza UE bez zachowania norm i tak wpływa na nasz klimat. Zamiast prostych ceł, chcemy utworzenia funduszu ze środków firm zagranicznych, z którego finansowane byłyby nowatorskie systemy nawodnień, zraszaczy czy osłon prewencyjnych dla rolników i przemysłu.
Mówi pan o „klimacie dla pracy”. Jak wasz program odnosi się do małych i średnich przedsiębiorców, którzy zazwyczaj mają centrowe poglądy?
Gospodarka ma służyć państwu i obywatelom. Program musi być uszyty na miarę i doceniać każdy obszar. Wielkie koncerny i korporacje poradzą sobie same, bo mają elastyczność finansową. Wsparcie dedykowane ze strony państwa musi trafiać przede wszystkim do sektorów małych i średnich przedsiębiorstw oraz gospodarstw rolnych. Państwo nie ma własnych pieniędzy. Dysponuje wyłącznie środkami z podatków obywateli. Dlatego musimy inwestować je odpowiedzialnie. Obywatele i pracownicy są w centrum naszej oferty gospodarczej. Musimy też pamiętać o starzejącym się społeczeństwie. Nie chcemy likwidować przywilejów emerytalnych, ale musimy mądrze zagospodarować potencjał emerytów. Jeśli osoba na emeryturze chce i czuje siłę, by dalej pracować i dzielić się doświadczeniem w biznesie czy administracji, stwórzmy do tego odpowiedni klimat. Przy obecnej demografii brakuje nam rąk do pracy.
Jak ważną częścią programu Unii Centrum jest przeprowadzenie transformacji energetycznej?
Spójrzmy na jeden fakt: w ostatnich trzech latach jedna trzecia światowych inwestycji w OZE pochodziła z Chin. Przeznaczają na ten cel od 600 do 900 miliardów dolarów rocznie, podczas gdy na sektory tradycyjne wydają jedynie 250 miliardów. Chiny patrzą długofalowo. Węglowodory będą coraz droższe, bo ich zasoby się kurczą, a koszty wydobycia rosną.
Czy to oznacza, że powinniśmy całkowicie zrezygnować z węgla?
Nie. Nasz węgiel, ropa i gaz są dzisiaj potrzebne. To podstawa obecnego miksu energetycznego. Nie stać nas na nagłe zamykanie kopalń. Musimy jednak bardzo agresywnie i dynamicznie rozwijać odnawialne źródła energii. Słońce, wiatr czy woda nie mają swojej cieśniny Ormuz, nikt nie nałoży na nie ceł ani nie zablokuje ich przesyłania. Służą niezależności geopolitycznej. Trzeba wykorzystywać tradycyjne surowce tu i teraz, ale bezwzględnie budować nowoczesną politykę przyszłości.
Na polskiej scenie politycznej panuje coraz większy tłok. O centrowych wyborców bić będą się Koalicja Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Rozwój Plus, ale też PSL, Polska 2050 i wy jako Unia Centrum.
Pełna zgoda, nasycenie sceny politycznej jest duże. Jednak historia pokazuje, że to normalne. Różne formacje tworzą się w klimacie niepewności i pytań o to, czy dadzą radę. Naszym głównym celem jest przygotowanie się do samodzielnego startu i budowanie wyrazistej narracji. Nie wykluczamy jednak późniejszego budowania większych bloków w procesie rządzenia czy tworzenia większości parlamentarnej.
III Rzeczpospolita pokazuje, że sukces jako alternatywa dla duopolu KO-PiS odnoszą głównie partie z bardzo charakterystycznymi liderami: Januszem Palikotem, Ryszardem Petru, Pawłem Kukizem, Szymonem Hołownią, Sławomirem Mentzenem. Czy Paulina Hennig-Kloska jest wystarczająco wyrazistą liderką, żeby im dorównać?
Stoimy przed trudnym zadaniem: nie budujemy partii wodzowskiej. Paulina Hennig-Kloska jest naszą liderką, ale kierujemy partyjnym zespołem. Wszystkie partie w Polsce, w tym PiS czy Koalicja Obywatelska, są partyjnymi projektami wodzowskimi, a ich żywot bywa krótki. My chcemy uniknąć stawiania na jednego „wymalowanego przywódcę”. Chcemy zaoferować merytorykę i konkretne pomysły zamiast populistycznego kopania się po kostkach.
Dobicie do 5-procentowego progu wyborczego w nadchodzących wyborach to dla Unii Centrum cel nadrzędny? Czy to w ogóle możliwe?
Nie myślimy o 5 procentach, mierzymy wyżej. Przypomnę rok 2023 i Trzecią Drogę. Dawano nam w sondażach 3-5 procent, a osiągnęliśmy ponad 14 procent. Jest ogromna grupa wyborców merytorycznych, którzy mają dość populistów i demagogów, a przez to przestają chodzić na wybory. Chcemy odbudować dla nich ofertę i pokazać alternatywę opartą na konkretach.
Jesteście w stanie jakkolwiek przekonać do siebie także wyborców Konfederacji Korony Polskiej?
Przekaz Konfederacji Korony Polskiej to typowy populizm i demagoga. Tam nie ma żadnych propozycji. Jest tylko straszenie, wskazywanie wrogów, zastępowanie merytorycznej oferty poczuciem zagrożenia. To prosty mechanizm psychologiczny. My natomiast będziemy mówić otwarcie o bezpieczeństwie i obronności, ale opierając to na faktach, a nie na wywoływaniu paniki. A żyjemy w najbardziej niebezpiecznym świecie od czasów transformacji i wojen na Bałkanach. Okres stabilizacji się skończył. Wkroczyliśmy w rzeczywistość wojen celnych, energetycznych i hybrydowych oraz konwencjonalnego konfliktu na Ukrainie. Silna gospodarka jest fundamentem odpornego państwa i silnej armii. Należy budować przemysł zbrojeniowy zdolny do natychmiastowego przestawienia na produkcję wojenną, tak zwany dual-use. Bezpieczeństwo i rozwój musimy budować równolegle.
ROZMAWIAŁ JAN MAZUREK
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.