
Jakub Żulczyk — Spór o dopłaty do ZUS dla artystów błyskawicznie zamienił się w społeczną nagonkę. Wystarczyło kilka politycznych i medialnych narracji, by artyści stali się wrogiem publicznym. Ludzie współtworzący sektor wart miliardy złotych zostali nazwani hobbystami i darmozjadami. Ta reakcj
Ten tekst wynika z głębokiej niezgody. Jako pisarz i scenarzysta, a także współwłaściciel platformy wydawniczej reprezentuję polski sektor kreatywny, który generuje ok. 4 proc. polskiego PKB. To dwa razy więcej niż górnictwo węgla kamiennego, do którego państwo polskie od 1990 r. dopłaciło 150 mld zł. 150 mld zł pokrywałoby dopłaty do ZUS polskich słabiej zarabiających artystów przez następne 500 lat, a mimo to opinia publiczna zareagowała na tego typu propozycję niespotykaną agresją i oburzeniem.
Czytaj też: Emerytury artystów z budżetu. Kto zyska, kto straci?
Z szaf powyłaziło pełno trupów, a tym najbardziej zaśmiardłym jest chyba prawdziwe społeczne postrzeganie zawodu artystycznego. Tymczasem nie jesteśmy niepotrzebnymi darmozjadami, roszczeniowymi hobbystami, a naszej grupy zawodowej nie tworzą jedynie odklejeni celebryci. Sam jestem osobą zarabiającą na swoim talencie godnie. Robię w kulturze popularnej, a nie misyjnej (to rozróżnienie bardzo nam się przyda na przestrzeni tego tekstu). Osobiście nie potrzebuję żadnej pomocy państwa, chociaż tę gwarantuje mi przede wszystkim Konstytucja RP, która stanowi, że KAŻDY ma prawo do powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.
Piszę ten tekst na łamach medium, które przyjęło w tej niesprawiedliwej ofensywie pozycję środkowego napastnika. Dziękuję Ci, Krzysiek, za zaproszenie na łamy. Pisanie tego tekstu na portalu Zero.pl uważam za dużo bardziej sensowne niż przekonywanie przekonanych w mediach, nazwijmy to, bardziej przyjaznych obecnemu resortowi kultury.
Jednym z najczęściej popełnianych przez ludzi błędów poznawczych jest założenie, że jeśli nie wiem o istnieniu jakiegoś zjawiska, oznacza to, że dane zjawisko nie istnieje. Wariantem tego błędu jest przekonanie, że jeśli z czegoś nie korzystam, czegoś nie potrzebuję, to najprawdopodobniej to coś nie jest potrzebne tak naprawdę nikomu – no chyba że w ramach ekscentrycznej fanaberii. Bardzo często widać to w internecie – pod każdym postem o jakiejś znanej osobie jest chociaż jeden komentarz: „A kto to? Bo nie znam”. Nawet jeśli chodzi o Muska, Trumpa czy Taylor Swift.
Piszący taki komentarz stwierdza: skoro nigdy nie słyszałem o takiej osobie, oznacza to, że nie jest to tak naprawdę nikt istotny. Myślałem o tym błędzie poznawczym, oglądając wideo Krzysztofa Stanowskiego na Kanale Zero. W materiale Stanowski grillował – ze wszystkich stron i na najmocniejszym ogniu – ustawę o statusie artysty i propozycję dopłat z budżetu do ZUS najbiedniejszych pracowników tzw. sektora kreatywnego.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.