
Pekin i Waszyngton dogadały się, żeby... pogadać. To niby niewiele, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej, to i tak postęp. Słuchajcie, powiedzmy sobie szczerze, nikt nie wierzył, że nagle Chiny i Stany Zjednoczone się pokochają. Wojna hand
Pekin i Waszyngton dogadały się, żeby... pogadać. To niby niewiele, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej, to i tak postęp.
Słuchajcie, powiedzmy sobie szczerze, nikt nie wierzył, że nagle Chiny i Stany Zjednoczone się pokochają. Wojna handlowa trwa w najlepsze, napięcia rosną. Ale! Po dwudniowym szczycie w Pekinie, doszli do wniosku, że może warto stworzyć jakieś kanały komunikacji. No bo co, mają się nawzajem zaskakiwać kolejnymi sankcjami i cłami? To bez sensu.
Powstać mają dwie grupy robocze: jedna od ekonomii i finansów, druga od handlu. Serio? No brzmi to trochę jak biurokracja, ale może akurat to wystarczy, żeby uniknąć jakiejś grubszej awantury. Ważne, że Amerykanie niby nie chcą się całkiem odcinać od chińskich łańcuchów dostaw. Tylko "ograniczać ryzyko". Bo całkowite odcięcie, to by był armagedon dla globalnej gospodarki. No i dobrze, bo przecież nikt tego nie chce. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Ale przynajmniej nie strzelają do siebie (jeszcze).
Na podst. materiałów źródłowych
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.