
Dwadzieścia kilka województw zamiast obecnych szesnastu. Połączenia części obszarów dwóch jednostek terytorialnych w jedną i łączenie bliskich sobie – geograficznie i historycznie, choć rozdzielonych politycznie – miast w jeden region. Ponad ćwierć wieku po ostatniej reformie administracyjnej Instytut Sobieskiego proponuje kolejną korektę, która – zdaniem ekspertów -pozwoli lepiej wykorzystać potencjał miast, zwłaszcza średnich. Jedno województwo jest tutaj wskazywane jako kuriozum i – zdaniem IS – wymaga pilnej interwencji.
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak wyglądała ostatnia reforma administracyjna w Polsce.
Dlaczego Mazowsze uważane jest za niefunkcjonalną jednostkę.
Które warianty reformy administracyjnej proponuje Instytut Sobieskiego.
Co zakłada model wielobiegunowy w kontekście województw.
W styczniu minęło dokładnie 27 lat od ostatniej reformy administracyjnej w Polsce. 1 stycznia 1999 roku wszedł w życie nowy podział, znacząco zmniejszający liczbę województw z 49 do obecnych 16 oraz wprowadzający trójstopniową strukturę samorządu terytorialnego (gmina, powiat, województwa). I choć w ciągu minionego ćwierćwiecza dokonywano pewnych korekt (np. tworzono nowe powiaty bądź niektóre wsie „przenoszono” do innych województw), zasadnicza struktura nie uległa zmianie. W powszechnej opinii zmiany te oceniano najbardziej pozytywnie ze wszystkich reform, za które odpowiedzialny był wówczas rząd Jerzego Buzka (w przeciwieństwie choćby do reformy systemu oświaty czy służby zdrowia, o które do dziś eksperci i politycy toczą spory).
W ostatnich latach coraz częściej powraca jednak dyskusja, czy aktualny podział terytorialny jest funkcjonalny i czy może czas już na nową reformę administracyjną. Niedawno pisaliśmy o raporcie pt. „Stołeczne – metropolitalne – województwo warszawskie? Wzorce europejskie a polska przestrzeń. Kierunki zmian” Instytutu Sobieskiego. Jego autorzy przekonywali, że Mazowsze jako jednostka administracyjna – z gigantycznym, jak na europejskie standardy, regionem stołecznym - nie obecnie wyjątkowo niefunkcjonalną strukturą i wymaga pilnej interwencji w postaci podziału. Propozycja polegała na utworzeniu trzech odrębnych województw, w tym jednego regionu stołecznego. Eksperci z IS mają jednak w zanadrzu kolejny raport (choć formalnie przygotowany w 2023 roku), w którym proponują ogólnokrajową reformę administracyjną. O jej szczegółach opowiedział w rozmowie z RadioZET.pl autor publikacji i członek powyższego think tanku dr Łukasz Zaborowski.
Raport IS. Czy to czas na reformę administracyjną i nowy podział terytorialny?
„Obecny układ województw nie jest wynikiem żadnej spójnej koncepcji, lecz przypadkową hybrydą. Powstała ona w wyniku rozszerzenia modelu województw „dużych” o kilka „średnich”. Wskutek zakulisowych targów politycznych niektóre ośrodki zachowały regionalną samodzielność, a inne ją utraciły. W dodatkowych województwach rangę miast wojewódzkich utrzymały Kielce i Opole, Gorzów i Zielona Góra. Utraciły ją m.in. Częstochowa, Kalisz, Koszalin i Radom, choć mają nie mniejsze znaczenie w sieci osadniczej kraju. Takie nierówne traktowanie budzi poczucie krzywdy w kilku pominiętych ośrodkach” – czytamy w raporcie, którego pełna wersja jest dostępna na stronie Instytutu.
Nowa reforma administracyjna, o której pisze IS, zakłada przede wszystkim zwiększenie liczby województw (do poziomu powyżej 20, choć jedna z koncepcji - o czym niżej - zakłada też jej zmniejszenie). Miałoby to w zamierzeniu odciążyć główne ośrodki miejskie, odpowiadające w tym momencie za nadzór nad zbyt rozległymi obszarami, i scedować część kompetencji na inne miasta (a raczej – rozproszyć je między mniejsze jednostki). Zaborowski wyjściowo proponuje cztery warianty:
Wariant I „minimalny” – jak sama nazwa wskazuje jest to delikatna korekta obecnego stanu rzeczy. Nie powstają w nim nowe jednostki. Ma miejsce ograniczenie rozległości województw największych na rzecz mniejszych. Mazowsze zostaje podzielone na trzy części, z czego jego wschodnia część (okolice Siedlec) trafiają w poczet woj. lubelskiego. Z kolei np. podzielona zostałaby Małopolska, której wschodnia część (czyli Tarnów) znalazłaby się na tym samym obszarze, co Podkarpacie.
Wariant II „umiarkowany” - przewiduje uzupełnienie całościowego układu o województwa „brakujące” w świetle standardów obecnego podziału. Tu - podobnie, jak w wariancie I - mamy choćby przyłączenie Radomia do Ziemi Świętokrzyskiej, wyodrębnienie w woj. wielkopolskiego osobnego bytu o roboczej nazwie „woj. kalisko-ostrowskie” i wydzielenie Wrocławia z woj. dolnośląskiego, którego pozostała część opierałaby się przede wszystkim na zsumowanym potencjale Legnicy, Świdnicy i Wałbrzycha.
Wariant III „równoważący” . Idące nieco dalej ograniczenie powierzchni województw jako obszarów z ośrodkami metropolitalnymi na rzecz policentrycznch województw „pozametropolitalnych”. W tym wariancie jednostki terytorialne są mniejsze, powstają często z połączenia obszarów dwóch odrębnych obecnie województw i mają za zadanie wykorzystać synergię między dwoma (lub większą liczbą) miast, które są sobie bliskie geograficznie i kulturowo (jak np. Włocławek i Płock, Kielce i Radom, czy Koszalin i Piła) , ale zostały przed laty odseparowane od siebie na mocy decyzji politycznych.
Wariant IV „makroregionalny”. Najbardziej innowacyjny, odwracający koncepcje z trzech poprzednich, bo jedyny, który zakłada zmniejszenie liczby województw (z 16 do 12). Poszerzenie jednostek samorządowych pozwoliłoby na stworzenie tzw. makroregionów, opartych o wielkoskalowe układy osadnicze, przede wszystkim ośrodki metropolitalne. „Zamysłem powołania dużych województw nie jest jednak wzmacnianie metropolii kosztem ośrodków drugorzędnych. Zachowaniu wieloośrodkowych struktur służy odebranie największym miastom funkcji administracyjnych szczebla wojewódzkiego". I tak np. w makroregionie środkowopolskim ośrodkiem metropolitarnym byłaby Łódź, a miastami wojewódzkimi, niższego szczebla, ale z zapewnionymi kompetencjami urzędniczo-administracyjnymi byłyby w tym przypadku Kalisz, Ostrów Wielkopolski i Piotrków Trybunalski.
Jego zdaniem model wielobiegunowy (zwany także policentrycznym) pozwala na zrównoważony rozwój i wzajemną synergię między kilkoma ośrodkami miejskimi, w ramach których funkcje społeczne i publiczne – uniwersytet, sądy, urzędu – rozparcelowane są w miarę równomiernie, a nie skupione w jednej stolicy województwa. Analityk z IS zaznacza jednocześnie, że zaprezentowane przez niego warianty nie są jedyne i ostateczne. - Tych wariantów czy koncepcji może być nieskończenie wiele. Nie chodzi o to, żeby się przywiązywać do tych map. Najważniejsza jest argumentacja, dlaczego powinniśmy zmienić podział terytorialny i w jakim kierunku należałoby to zrobić – mówi Zaborowski. Przyznaje jednocześnie, że osobiście bliski jest mu wariant nr. 3, zwany „równoważącym”.
Wspólne cele, interesy i historia
Wariant nr 3, o którym mowa, zakłada m.in. połączenia obszarów dwóch odrębnych obecnie województw i mają za zadanie wykorzystać synergię między dwoma (lub większą liczbą) miast, które są sobie bliskie geograficznie i kulturowo (jak np. Włocławek i Płock, Kielce i Radom czy Koszalin i Piła), ale zostały przed laty odseparowane od siebie na mocy decyzji politycznych. - Chodzi o taką wizję województwa, które jednoczyłoby regiony o - w miarę możliwości - wspólnych celach rozwoju, wspólnych interesach, ale też właśnie historii. Dużo łatwiej znaleźć jakąś wspólnotę, jeśli chodzi o cele czy interesy rozwojowe między Częstochową a Piotrkowem Trybunalskim niż między Częstochową a konurbacją Śląsko-Dąbrowską, która jest po prostu ogromnym bytem, żyjącym swoimi sprawa. I ta Częstochowa, na północy woj. śląskiego, jest takim „przyczepionym” miastem, niekoniecznie w tej całej strukturze potrzebnym. Tak samo Kielce i Radom, tworzące region historyczny. A gdzie mamy jakąkolwiek wspólnotę interesów między Radomiem a Warszawą? Radom w ogóle się dla stolicy nie liczy – mówi Zaborowski.
Jego zdaniem w w ramach synergii kielecko-radomskiej można wzmacniać wzajemne potencjały, a każde z miast może dopełniać się w ramach funkcji, których nie realizuje drugi z ośrodków. - Korzystajmy wzajemnie ze swojej infrastruktury, wzmacniajmy region wewnątrz, a nie pozwalajmy na odpływ zasobów, czy też na to, że mieszkańcy będą musieli korzystać z pewnych funkcji np. w Warszawie czy Krakowie. To wzmocnienie tych regionów, które mają oczywiście dużo mniejsze potencjały niż te obszary metropolitalne, ale kiedy są one połączone w większy, policentryczny twór, wtedy one się wzajemnie – twierdzi.
„W pierwszej kolejności zajmijmy się Mazowszem”
Czy pomysły Instytutu Sobieskiego mają szansę na realizację? To już kwestia woli politycznej, a ta nie zależy od ekspertów, którzy przyznają jednak, że 27 lat wystarczający czas, by znów na poważnie zabrać się za reformę administracyjną. Zwłaszcza, że – jak przypomina Zaborowski – w w Polsce i tak co ćwierć wieku mają miejsce takie zmiany. - W wielu krajach, jeśli obowiązuje konkretny podział terytorialny, to zwykle opiera się na historii, ma wartość samą w sobie. Mówi się wtedy: „od zawsze tak było, może tego nie zmieniajmy, bo to jest już uświęcone tradycją, rodzą wielowiekowe więzi czasami więzi i nie zrywajmy tego”. A w Polsce obecny podział terytorialny wymyślono dwadzieścia kilka lat temu, wcześniej mieliśmy 49 województw, a przed 1975 rokiem 17. Ale obecne 16 to tylko częściowe nawiązanie do tych 17 sprzed pół wieku - przekonuje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.