
wikimedia.commons Anna Łukasik, była prezesem Szpitala Południowego w Warszawie po kilku tygodniach od wybuchu afery zdecydowała się zabrać głos, bo - jak stwierdziła - "wielu ludzi oskarża mnie o nieprawidłowości". - Wiem, za co ponoszę odpowiedzialność. I nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności za błędy innych - mówiła.
Pracę jako prezes Szpitala Południowego Anna Łukasik rozpoczęła 1 kwietnia ubiegłego roku. Jak relacjonowała, pierwszego dnia jej pracy usłyszała od Dawida Kacprzyka, że "pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego" . Zdanie początkowo odebrała jako żart.
Afera w Szpitalu Południowym. Była prezes o zarobkach Dawida Kacprzyka
Kacprzyk związany był z tą placówką od 2023 roku, na początku jako stażysta. Jak przekazała Łukasik, wiedziała, że młody lekarz ma wyższą stawkę niż inni lekarze, bo "pełnił dodatkowo funkcję koordynatora SOR-u ". W ramach ostatniej umowy miał pobierać 330 zł za godzinę . Jak przyznała - to dużo, ale na rynku są stawki wyższe.
Byłą prezes dopytywano, czy nie była zaniepokojona wysokością stawki dla tak młodego lekarza i jego pozycją na SOR. - Rozumiem społeczne emocje, ale trzeba spojrzeć na realia rynku. Zatrudnienie lekarzy na SOR-ach jest bardzo trudne, a stawki kontraktowe są dziś wysokie . Zastałam go już na tym stanowisku, z zespołem i obsadzonymi grafikami. To był pierwszy szpital, w którym nie musiałam szukać w ostatniej chwili lekarzy, by zamknąć braki w dyżurach - mówiła.
Odnosząc się jeszcze do zarobków Kacprzyka stwierdziła, że " problem pojawia się, gdy wynagrodzenie jest naliczane za pracę, której faktycznie nie wykonano ". Zaznaczyła, że ta kwestia powinna zostać wyjaśniona w trakcie audytu oraz przez prokuraturę. Sama zapewniała, że nie zauważyła nieobcności Kacprzyka, mimo wystawianych przez niego faktur. - Kiedy dzwoniłam do szpitala, zwykle był na miejscu - zapewniła i tłumaczyła, że nie zatwierdzała jego grafiku.
O nieobecności Kacprzyka miała dowiedzieć się od dziennikarzy i już po pierwszym mailu otrzymanym w tej sprawie poprosiła młodego lekarza o wyjaśnienia. Ten miał powiedzieć, że dwa razy wychodził ze szpitala za zgodną przełożonych. - A później przelał na konto szpitala pół miliona złotych jako "wyrównanie wynagrodzenia" . Wtedy zrozumiałam, że sprawa jest poważna i złożyłam na niego zawiadomienie do prokuratury - opowiadała.
"Salonik VIP". Anna Łukasik: Nie podejmowałby takiego ryzyka
Łukasik pytana o "salonik VIP" powiedziała, że to pomieszczenie znajdowało się w komercyjnej części szpitala, a dostępu do niego udzielił Kacprzykowi poprzedni prezes Artur Krawczyk . - W mojej ocenie nie była przez Kacprzyka wykorzystywana jako pomieszczenie dla zaprzyjaźnionych z nim pacjentów. Powód jest bardzo prosty: nie podejmowałby takiego ryzyka - stwierdziła.
Zaznaczyła, że w tym pokoju nie było podstawowego sprzętu i przyjmowanie tam pacjentów wiązałoby się z ryzykiem. - Nie widziałam tam polityków. Ale zgadzam się, być może powinnam była wcześniej sprawdzić, na jakiej zasadzie dostał ten pokój - przyznała. Jednocześnie tłumaczyła, że w tamtym czasie "gasiła pożary i walczyła o pieniądze".
Łukasik przekazała, że od wspomnianej dyrektor medycznej i poprzedniego prezesa "lekarze dostawali zdumiewające umowy" . Polegały one m.in. na premiach za wyniki finansowe ich oddziałów.
Konflikt Dawid Kacprzyk - Emil Jędrzejewski. "Pojawił się z wiceminister zdrowia"
Zdaniem byłej prezes Szpitala Południowego Kacprzyk i ordynator chirurgii dr Emil Jędrzejewski byli mocno skonfliktowani już w momencie, kiedy objęła swoje stanowisko. Powodem miało być m.in. oczekiwanie ze strony Kacprzyka szybszych konsultacji chirurgicznych na SOR. Z kolei lekarze tej specjalizacji mieli czuć się traktowani przez niego obcesowo.
Łukasik powiedziała, że sama miała "problemy z Jędrzejewskim" . - Pamiętam taką sytuację: gdy zaplanowałam zmianę lokalizacji oddziałów chirurgii i interny , pracownicy zaczęli mi sygnalizować, że Jędrzejewski bardzo emocjonalnie reaguje na ten plan i że mi grozi. Pewnego dnia pojawił się w moim gabinecie z wiceminister zdrowia Katarzyną Kacperczyk . Nie było to wcześniej umówione spotkanie. Pani minister powiedziała, że zna doktora od dzieciństwa, posiedziała kilka minut i wyszła. Odebrałam to jako pokaz siły oraz próbę wzmocnienia jego pozycji w szpitalu - mówiła.
Była też dopytywana o powody, dla których rozwiązania umowę z Jędrzejewskim i - jak zaznaczyła - było ich kilka. - Opóźnienia w rozliczaniu świadczeń z NFZ, niezamknięte historie chorób i niewłaściwie przechowywana dokumentacja. Doszła do tego sprawa kradzieży z depozytu pacjenta na jego oddziale. No i atak na Kacprzyka - wymieniała.
Z relacji jaką otrzymała od samego Kacprzyka, ordynator chirurgii miał go "popchnąć i wyzywać". - Sprawdziłam monitoring i rzeczywiście doszło do takiego wydarzenia - mówiła.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.