
Debiut Roberta Lewandowskiego w Major League Soccer od początku budził ogromne emocje. Kibice Chicago Fire długo czekali na pierwszy występ polskiego napastnika, a jego inauguracja przypadła na jedno z najciekawszych spotkań kolejki. Rywalem był Inter Miami, w którego składzie zabrakło co prawda Lionela Messiego, ale widowiska nie brakowało. Mecz przyniósł pięć bramek, zwroty akcji i pierwsze odpowiedzi na pytanie, jak Lewandowski odnajduje się w nowym zespole. Wyczekiwany debiut wreszcie stał się faktem Pierwszy występ Roberta Lewandowskiego w nowych barwach miał nastąpić kilka dni wcześniej. Spotkanie z Vancouver Whitecaps zostało jednak przełożone po tym, jak nad Chicago i inne miasta Stanów Zjednoczonych dotarła chmura toksycznego dymu wywołanego pożarami lasów w Kanadzie. Ostatecznie debiut przypadł na wyjazdowe spotkanie z Interem Miami. Lewandowski od razu znalazł się w podstawowym składzie i już w 13. minucie pokazał, że nie zamierza długo czekać na swoją pierwszą okazję. Oddał groźny strzał, ale piłkę zdołał jeszcze musnąć jeden z obrońców gospodarzy. Kilka minut później Chicago Fire objęło prowadzenie w dość niecodziennych okolicznościach. Ian Fray zagrał piłkę do Rocco Riosa, a bramkarz Interu Miami nie trafił w futbolówkę, która wpadła do własnej bramki. Luis Suarez odpowiedział. W Miami nie brakowało emocji Radość gości nie trwała długo. W 27. minucie Luis Suarez pewnie wykorzystał rzut karny i doprowadził do wyrównania. Po przerwie Urugwajczyk ponownie znalazł drogę do siatki po składnej akcji z Germanem Berterame, potwierdzając, że wciąż potrafi przesądzać o losach najważniejszych spotkań. Lewandowski zakończył swój występ w 63. minucie. Niedługo później Chicago Fire wróciło do gry za sprawą gola Puso Dithejane i wydawało się, że wyjazd do Miami zakończy się zdobyciem punktu. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. Trzy minuty przed końcem podstawowego czasu Preston Plambeck wykorzystał dobitkę po interwencji Chrisa Brady'ego i zapewnił Interowi Miami zwycięstwo 3:2. Co ciekawe, zespół z Florydy musiał radzić sobie bez Lionela Messiego i Rodrigo de Paula, którzy po występie w finale piłkarskich mistrzostw świata otrzymali czas na odpoczynek. Lewandowski: „Potrzeba jeszcze czasu” Po meczu Robert Lewandowski nie ukrywał rozczarowania wynikiem, ale jednocześnie zachował spokój. Jak podkreślił, pierwszy występ w nowym klubie trudno traktować jako wyznacznik tego, jak będzie wyglądała dalsza część sezonu. – „To był pierwszy mecz, więc spokojnie. Wszystko po kolei” – powiedział napastnik. 37-latek zaznaczył, że potrzebuje jeszcze czasu, by dojść do optymalnej dyspozycji i lepiej zrozumieć sposób gry nowych partnerów. – „Potrzeba jeszcze czasu, żeby się wkomponować” – przyznał. Jak wyjaśnił, dopiero mecze pokazują, jak poszczególni zawodnicy poruszają się po boisku i jakich rozwiązań szukają w konkretnych sytuacjach. Nie tylko rywale. Zaskoczyły również warunki Po spotkaniu sporo mówiło się także o pogodzie. Lewandowski zwrócił uwagę, że warunki w Miami były wyjątkowo wymagające. – „Wilgotność była tak duża, że tego nie da się porównać. W takich warunkach rzadko kiedy się gra” – przyznał. Mimo porażki kapitan reprezentacji Polski patrzy jednak w przyszłość z dużym spokojem. Podkreślił, że drużyna potrzebuje kolejnych wspólnych występów, aby lepiej się rozumieć, a on sam z każdym meczem powinien odzyskiwać świeżość po intensywnym okresie przygotowań. – „To jest w piłce nożnej praktycznie niemożliwe” – stwierdził, odnosząc się do oczekiwań, że po kilku treningach wszystko będzie funkcjonowało idealnie.
Źródła: sport.interia.pl, sport.fakt.pl
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.