
W sieci krąży nagranie, na którym widać i słychać, jak współpracownik firmy Grupa Stadnicki obraża mężczyznę z Ukrainy i każe mu "jechać na front". Padają brutalne, wulgarne wyzwiska, a w pewnym momencie dochodzi także do szarpaniny. Nagranie urywa się w chwili fizycznej eskalacji konfliktu. Sprawa szybko wywołała falę komentarzy w mediach społecznościowych. Internauci zwracali uwagę nie tylko na agresję słowną, ale też na antyukraiński charakter ataku.
Wyzwiska wobec Ukraińca z Grupy Stadnicki i fizyczna agresja
Na opublikowanym materiale słychać, jak mężczyzna kieruje pod adresem obywatela Ukrainy obraźliwe słowa i mówi, że "powinien trafić na front". Chwilę później dochodzi do naruszenia nietykalności cielesnej. To właśnie ten fragment najmocniej podgrzał emocje wokół całego incydentu.
W centrum krytyki znalazł się fakt, że agresywne zachowanie miało dotyczyć współpracownika firmy, co automatycznie postawiło pytania o reakcję samej spółki.
Grupa Stadnicki wydała oświadczenie po incydencie
W odpowiedzi Grupa Stadnicki opublikowała oficjalne stanowisko. Zarząd spółki podkreślił, że "stanowczo i bezwzględnie potępia wszelkie formy agresji oraz przemocy" i przypomniał o zasadzie zero tolerancji dla podobnych zachowań.
Firma zaznaczyła też, że przekroczenie granic nietykalności cielesnej i eskalacja konfliktu są całkowicie nieakceptowalne. W oświadczeniu podkreślono, że standardy etyczne, szacunek i bezpieczeństwo są fundamentem działania organizacji, a zachowanie widoczne na nagraniu stoi w sprzeczności z tymi wartościami.
Stadnicki odcina się od agresora
Grupa Stadnicki przekazała, że działanie mężczyzny miało charakter prywatny i samowolny. Jednocześnie poinformowano, że wobec tej osoby podjęto natychmiastowe działania i nie reprezentuje ona już firmy w żadnym zakresie. Zarząd wyraził też ubolewanie, że w wyniku zdarzenia ucierpiał przedstawiciel innej firmy. Spółka podkreśliła, że żadne emocje ani spory zawodowe nie mogą usprawiedliwiać przemocy fizycznej.
„W naszej organizacji obowiązuje absolutna zasada zero tolerancji dla jakichkolwiek zachowań agresywnych, niezależnie od ich podłoża, dynamiki czy wcześniejszego przebiegu sporu. Przekroczenie granic nietykalności cielesnej oraz eskalacja konfliktu są dla nas całkowicie nieakceptowalne” – napisała firma. „Standardy etyczne, szacunek i bezpieczeństwo to fundamenty, na których budujemy nasz zespół – wszelkie działania stojące w rażącej sprzeczności z tymi wartościami godzą bezpośrednio w dobre imię, reputację oraz stabilność naszej firmy. Jako organizacja czujemy się głęboko dotknięci faktem, że zostaliśmy wciągnięci w tę kryzysową sytuację, która w żaden sposób nie reprezentuje naszych standardów” – czytamy w oświadczeniu. Policja bierze się za sprawę ataku na Ukraińców
Jak ustaliła Wirtualna Polska, nagranie szybko trafiło do policji. Funkcjonariusze mieli dotrzeć do firmy po nazwie widocznej na kamizelce agresora, a potem ustalić, że jej pracownicy prowadzili w ostatnim czasie roboty budowlane w okolicach Skawiny. Z tego powodu sprawą zajmuje się Komenda Powiatowa Policji w Krakowie. Według wstępnych ustaleń do incydentu doszło w piątek, 24 lipca, a już następnego dnia zgłoszenie o groźbach karalnych złożyły dwie osoby pochodzenia ukraińskiego . Po analizie nagrania śledczy mają badać sprawę także pod kątem dyskryminacji na tle narodowościowym. Postępowanie jest na początkowym etapie, trwa ustalanie pełnego przebiegu zdarzenia, w tym tego, co działo się jeszcze przed rozpoczęciem nagrania. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.