
Jarosław Kaczyński ogłosił, że grupa Mateusza Morawieckiego - łącznie 40 posłów, którzy nie podpisali tzw. lojalek - znajdzie się poza PiS . Ich przewiną było to, że, jak stwierdził Kaczyński, "chcieli podzielić partię", i że propozycja ta "padła ze strony osoby wiarygodnej, bardzo istotnej w naszej partii i była powtarzana w co najmniej trzech długich rozmowach".
Nazwisko Morawiecki nie chciało wyraźnie zgnębionemu Kaczyńskiemu przejść przez gardło.
Mateusz Morawiecki rzucił wyzwanie modelowi zarządzania PiS, dający jedynowładztwo prezesowi partii i założył własne autonomiczne stowarzyszenie, omijając statut zabraniający działalności frakcyjnej.
W ten sposób, budując struktury poziome, jak niegdyś Tadeusz Fiszbach w PZPR, naruszał formalną strukturę zarządzania całkowicie uzależnioną od dobrej woli Kaczyńskiego i wzmacniał własną pozycję, niby prowadząc działalność w ramach stowarzyszenia, ale de facto wzmacniając się politycznie w ramach PiS.
Starego PiS już nie ma. Jest tania podróbka MAGA
Kalkulacja Morawieckiego była prosta. W momencie gdy Kaczyński dał go w odstawkę, musiał powalczyć o swoją pozycję lub obudzić się w partii, w której główny przekaz ustawiony jest pod Przemysława Czarnka i ziobrystów - czyli partii, w której dla konserwatywnego modernizatora, na jakiego kreuje się Morawiecki, po prostu nie ma miejsca.
Morawiecki w ramach PiS-u stał się hamulcowym. Usiłując bronić własnego dorobku, próbował zatrzymać partię na pozycjach racjonalnie konserwatywnych, a nie radykalnie nacjonalistycznych.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.