Mateusz Morawiecki i członkowie stowarzyszenia Rozwój Plus wciąż pozostają w szeregach Prawa i Sprawiedliwości. Rafał Bochenek wyjaśniał po komitecie, że władze nie mogły jeszcze podjąć ostatecznej decyzji. Tymczasem z przepisów zawartych w statucie PiS wynika co innego, a współpracownicy byłego premiera wietrzą spisek w walce o pieniądze z Sejmu.
Najważniejsze informacje:
Mimo zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, posłowie ze stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego nie zostali wykluczeni z PiS we wtorek.
Rzecznik partii Rafał Bochenek tłumaczy przesunięcie spraw do rzecznika dyscypliny przepisami. Dziennikarze Onetu wskazują, że według statutu komitet mógł podjąć decyzję z marszu.
Współpracownicy byłego premiera uważają, że władzom PiS zależy na zgarnięciu składek i sejmowych funduszy, zanim doprowadzą do faktycznego wyrzucenia rozłamowców.
DLA CIEBIENie ma wątpliwości ws. Lewandowskiego. "Parę kroków wstecz"
Szeroko zapowiadany, oficjalny rozłam w Prawie i Sprawiedliwości został przełożony w czasie. We wtorek odbyło się długo wyczekiwane, ostateczne posiedzenie Komitetu Politycznego, który miał sformalizować decyzję o wygaśnięciu członkostwa w partii m.in. dla Mateusza Morawieckiego i członków stowarzyszenia "Rozwój Plus". Jak przekazano podczas konferencji po obradach, zamiast twardego usunięcia, władze ugrupowania podjęły decyzję o skierowaniu wniosków i list spornych działaczy do Karola Karskiego - czyli rzecznika dyscypliny partyjnej (dając mu de facto wolną rękę na indywidualne zbadanie każdego z posłów).
Dziennikarze pytali rzecznika partii Rafała Bochenka, dlaczego polityków ze stowarzyszenia po prostu oficjalnie nie wykluczono, skoro w piątek twardą wolę w tej sprawie wyraził sam prezes Jarosław Kaczyński.
Bochenek podczas konferencji argumentował, że Komitet Polityczny formalnie nie miał możliwości kategorycznego wykluczenia stronników byłego premiera i – zgodnie z procedurami – musiał przekazać to uprawnienie rzecznikowi dyscyplinarnemu. Tłumaczenia Bochenka zrodziły jednak wątpliwości.
Dziennikarze portalu Onet przeanalizowali bezpośrednio zapisy statutu Prawa i Sprawiedliwości. Okazuje się, że zgodnie z art. 41 tego dokumentu to właśnie Komitet Polityczny posiada nadrzędne uprawnienia i "może wykluczyć dowolnego członka partii w przypadku rażącego naruszenia zasad statutowych i obowiązków członka PiS uniemożliwiającego lub zagrażającego realizacji celów programowych lub linii politycznej PiS". Z zapisów wynika także to, że sam rzecznik dyscyplinarny nie może ostatecznie usunąć nikogo z partii – aby to zrobić, musi zebrać dokumentację i... przesłać wniosek do Komitetu Politycznego lub sądu partyjnego.
"Lojalki" i kruczki prawne. Pieniądze w tle
Skąd zatem takie wstrzymanie decyzji? Sytuację komplikują m.in. "lojalki", które władze PiS narzuciły posłom w odpowiedzi na rosnące w partii podziały i zakładanie konkurencyjnych inicjatyw. Komitet zatwierdził listę obejmującą nie tylko zadeklarowanych ludzi Morawieckiego (którzy odmówili podpisania dokumentu wyrzekającego się działalności m.in. w stowarzyszeniu Rozwój Plus), ale łącznie grupę 44 polityków. W tym zestawieniu znaleźli się m.in. tacy politycy jak Mariusz Kamiński czy Maciej Wąsik, którzy rzekomo zgłosili swoje "lojalki", lecz wykorzystali do tego wadliwe formularze. Przekazanie całości tego zamieszania do rzecznika dyscyplinarnego ma ujednolicić stanowiska.
Zupełnie inny cel we wstrzymywaniu usunięcia rozłamowców ze struktur Prawa i Sprawiedliwości widzą sami współpracownicy byłego szefa rządu.
Ponadto eksperci dostrzegają w tym jeszcze dwie ważne kwestie. Przedłużenie rozpatrywania całej procedury dyscyplinarnej daje czas Jarosławowi Kaczyńskiemu na indywidualne odciąganie od obozu Morawieckiego najsłabszych ogniw, które w obawie przed relegacją z partii, porzucą inicjatywę byłego premiera. Druga ważna kwestia to bezpośrednia walka wizerunkowa. Kaczyński zamierza obciążyć pełną winą za rozłam obóz byłego premiera przed konserwatywnym, żelaznym elektoratem partii – prezesowi ma rzekomo zależeć na tym, aby to wyizolowany po przesłuchaniach Morawiecki i jego zausznicy sami musieli publicznie obwieścić odejście z PiS, zamiast czynić z nich ofiary wykluczone podczas pokazowego, grupowego wyrzucenia.
Dziennikarka Wirtualnej Polski. Absolwentka dziennikarstwa na Collegium Civitas, obecnie studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Z mediami związana już od czasów liceum. Sądeczanka na emigracji w Warszawie.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.