
Nie chodzi nawet o fascynację laserami rodem z Gwiezdnych wojen, lecz o brutalnie prosty rachunek ekonomiczny. Wojsku nie opłaca się bowiem odpowiadać pociskiem wartym setki tysięcy złotych na drona, który powstał z silnika modelarskiego, elektroniki użytkowej i kilku kilogramów materiału wybuchowego. W praktyce im tańsza staje się broń atakującego, tym bardziej rozpaczliwie obrońca potrzebuje równie taniej odpowiedzi i właśnie w tym miejscu do globalnego wyścigu wchodzi Polska.
Polska opracuje swój bojowy laser. ASBL zacznie chronić niebo
Dowiedzieliśmy się, że Wojskowa Akademia Techniczna pokieruje pracami nad ASBL, czyli Autonomicznym Systemem Broni Laserowej przeznaczonym do ochrony obiektów wojskowych oraz infrastruktury krytycznej przed bezzałogowymi statkami powietrznymi. Projekt otrzymał 33 mln zł dofinansowania w ramach programu PERUN, a w konsorcjum znalazły się również Politechnika Warszawska, PIT-RADWAR oraz Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe TELESYSTEM-MESKO. Nie mówimy więc o samotnym eksperymencie w uczelnianym laboratorium, lecz o próbie połączenia polskiego zaplecza naukowego z firmami mającymi doświadczenie w radarach, optoelektronice, naprowadzaniu i systemach uzbrojenia.
Cel ASBL jest z pozoru prosty. System ma samodzielnie wykryć drona, rozpocząć jego śledzenie, skierować wiązkę na odpowiednio wrażliwy punkt i utrzymywać ją tam wystarczająco długo, żeby uszkodzić konstrukcję, napęd, elektronikę lub przenoszony ładunek. Innymi słowy, taki system uzbrojenia wymaga nie tylko potężnego źródła zasilania oraz generatora lasera, ale też skutecznego systemu namierzania, aby utrzymać wiązkę na konkretnej części drona. W przypadku niewielkich bezzałogowcach mówi się zwykle o kilku sekundach ciągłego oddziaływania. W tym czasie układ naprowadzania musi kompensować ruch celu, drgania stanowiska, podmuchy wiatru i zaburzenia atmosferyczne.
W przedstawionych założeniach pojawia się zasięg około 1,5 kilometra oraz zdolność neutralizowania różnych klas bezzałogowców, bo od niewielkich maszyn rozpoznawczych po amunicję krążącą. Chociaż nazwa ASBL sugeruje daleko posuniętą autonomię, to nie należy automatycznie interpretować jej jako zgody na samodzielne podejmowanie przez maszynę decyzji o otwarciu ognia. Na obecnym etapie oficjalnie potwierdzono przede wszystkim automatyzację wykrywania, śledzenia i neutralizacji, bez szczegółowego opisu roli operatora.
Kilkadziesiąt złotych zamiast rakiety za setki tysięcy
Najbardziej kusząca obietnica sprowadza się do kosztu pojedynczego użycia. Według założeń przedstawionych przy ASBL ma on wynosić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Nie oznacza to oczywiście, że cały system będzie tani. Radar, głowica optoelektroniczna, precyzyjna platforma, źródło lasera, układ zasilania, akumulatory, generatory i chłodzenie mogą kosztować fortunę. Tania jest dopiero kolejna próba zniszczenia celu, bo po naciśnięciu spustu nie znika pocisk, który trzeba później wyprodukować, przewieźć i umieścić w wyrzutni.
Zdjęcie poglądowe – test lasera DragonFire Wielka Brytania reklamuje DragonFire dokładnie tym samym argumentem. Brytyjskie Ministerstwo Obrony podaje koszt strzału na poziomie około 10 funtów, czyli mniej więcej 50 zł. System zestrzelił podczas ostatnich prób szybkie drony osiągające do 650 km/h, a kontrakt o wartości 316 mln funtów ma doprowadzić do instalacji pierwszych egzemplarzy na niszczycielach typu 45 od 2027 roku. Jest to ważne, bo DragonFire przestaje być wyłącznie poligonowym pokazem. Brytyjczycy chcą zamienić demonstrator w uzbrojenie przeznaczone do rzeczywistej służby.
Grafika wygenerowana przez SI Podobny kierunek widać przy niemieckim systemie laserowym Rheinmetalla i MBDA , który przeszedł ponad sto prób na fregacie Sachsen. Pisałem też o HELIOS zamontowanym na niszczycielu USS Preble . Amerykańska konstrukcja zapewnia ponad 60 kW mocy, została połączona z systemem bojowym okrętu i może zarówno fizycznie niszczyć cele, jak i oślepiać ich czujniki. Polska nie próbuje więc stworzyć egzotycznej technologii, a wchodzi w obszar, na który największe armie świata wydają dziś poważne pieniądze. Różnica polega na skali. Amerykanie i Brytyjczycy myślą już o systemach okrętowych oraz mocach liczonych w dziesiątkach, a docelowo setkach kilowatów. ASBL ma początkowo pełnić rolę obrony punktowej na krótkim dystansie.
“Nieskończona amunicja” jest prawdą tylko częściowo
Broń laserowa nie potrzebuje magazynu rakiet. Każdy strzał zużywa energię, a samo wygenerowanie wiązki stanowi zaledwie część bilansu. Prąd pobierają sensory, komputery, napędy głowicy oraz potężny układ chłodzenia. Duża część energii elektrycznej nie zamienia się w użyteczne światło, lecz w ciepło, które trzeba szybko odprowadzić. Po serii strzałów ograniczeniem może stać się więc nie brak “amunicji”, lecz temperatura podzespołów, wydajność generatora albo czas potrzebny na ponowne naładowanie magazynu energii.
Problem ten dobrze widać przy systemach zasilania projektowanych dla myśliwców przyszłości . Laser bojowy wymaga w praktyce małej elektrowni i przemysłowego układu chłodzenia, które trzeba jeszcze zmieścić na mobilnej platformie. W przypadku ochrony stałego obiektu jest łatwiej, bo system można podłączyć do rozbudowanej infrastruktury energetycznej. Na pojeździe, okręcie albo samolocie każdy dodatkowy kilowat i kilogram zaczyna mieć znaczenie. Nieprzypadkowo amerykańska armia nadal traktuje 50-kilowatowe DE M-SHORAD na podwoziu Strykera jako uzupełnienie, a nie zamiennik klasycznej obrony przeciwlotniczej. Pociski pozostają bowiem potrzebne do zwalczania zagrożeń odpornych na działanie lasera albo pojawiających się w warunkach, w których wiązka traci skuteczność.
Mgła, deszcz, śnieg, pył, dym i turbulencje atmosferyczne rozpraszają energię oraz utrudniają utrzymanie jej na celu. Im większa odległość, tym poważniejszy staje się ten problem. Dlatego wspomniany w projekcie zasięg rzędu około 1,5 kilometra nie robi na papierze takiego wrażenia jak kilka czy kilkanaście kilometrów, ale może okazać się znacznie bardziej realistyczny dla pierwszego polskiego demonstratora.
Finalnie więc polski laser nie zastąpi całej obrony przeciwlotniczej. Stanie się jej kolejną warstwą, prawdopodobnie umieszczoną pomiędzy walką elektroniczną a działkami i pociskami rakietowymi. Przy dobrej pogodzie będzie mógł tanio niszczyć kolejne drony. Podczas ulewy jego zadanie przejmie inny efektor. W taki sposób buduje się odporny, wielowarstwowy system obronny, a nie przez stawianie wszystkiego na jedną technologię.
ASBL może być ważniejszy dla polskiego przemysłu niż dla samego wojska
Projekt ASBL ma doprowadzić do demonstratora technologii, a między demonstratorem a seryjnym systemem gotowym do całodobowej ochrony elektrowni, lotniska czy składu amunicji pozostaje długa droga. Nie oznacza to jednak, że projekt straci sens, jeśli pierwszy ASBL nie stanie od razu przy polskiej bazie wojskowej. Opracowanie precyzyjnej głowicy, algorytmów śledzenia, układów sterowania wiązką, zasilania i chłodzenia tworzy kompetencje, które można później wykorzystać w kolejnych generacjach uzbrojenia. W konsorcjum są zarówno uczelnie, jak i spółki przemysłowe, więc przynajmniej na poziomie organizacyjnym istnieje droga prowadząca od laboratorium do produktu.
Warto też pamiętać, że WAT uczestniczy również w europejskim programie TALOS-TWO, którego celem jest rozwinięcie do 2030 roku europejskich systemów laserowych o mocy do 100 kW dla długości fali około 1 mikrometra i 10 kW dla promieniowania o długości około 2 mikrometrów. Prace obejmują światłowodowe źródła laserowe oraz łączenie wielu wiązek. ASBL powstaje więc obok szerszego europejskiego wysiłku zmierzającego do uniezależnienia się od amerykańskich i izraelskich technologii.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.