
Dla każdego tyle, ile potrafi wchłonąć tu i teraz.
Mam przed sobą ranking miejsc, do których najczęściej zmierzają polscy pielgrzymi. Na pierwszym miejscu oczywiście Jasna Góra. Na drugim Licheń. Jak to było, kiedy przed laty - po przemierzeniu rowerami wielkopolskiego Szlaku Piastowskiego - odskoczyliśmy na dzień do Lichenia? Jeden z młodszych uczestników tej wyprawy - wbrew opinii starszych i przemądrzałych – rzucił: „No, nareszcie coś pięknego, a nie same stare kamienie.”
Na trzecim miejscu Kalwaria Zebrzydowska. Ucieszyłam się, kiedy po pierwszej komunii świętej moja wnuczka pojechała z grupą dzieci i rodziców właśnie tam. Częstochowa i Piekary są blisko, a Kalwaria jakby bardziej na uboczu, przynajmniej ze śląskiej perspektywy… Czwarty w rankingu jest Gietrzwałd, dalej właśnie Piekary Śląskie, Święta Lipka, na końcu trzy sanktuaria już poza granicami naszego kraju.
Weekend w samym środku lata. Może na tradycyjne, coroczne spotkanie w Częstochowie z koleżanką trzeba było wybrać dni w środku tygodnia i jakiś chłodniejszy miesiąc? Ale tak wypadło. Postarzałyśmy się o rok i jedzenie w naszym ulubionym barze trochę się skiepściło, ale u sióstr wszystko jak zwykle. Poszczekujący piesek, zieleń i nasz baraczek, o którym dopiero teraz dowiedziałyśmy się, że nie został wybudowany z myślą o noclegach dla pielgrzymów. Kiedyś mieściła się tu wytwórnia lalek. Czy nie miło pomyśleć o tych wszystkich zabawkach, którymi cieszyły się dzieci odchodzące z rodzicami od kramów częstochowskich czy odpustowych?
Jasna Góra. O jej obronie pisał Henryk Sienkiewicz, o pielgrzymowaniu na nią Władysław Reymont. Jasną Górę opisywała w swojej powieści „Wiśnie” niemiecka pisarka Leonie Ossowski. Co prawda jej spojrzenie na to miejsce jeden w krytyków literackich ocenił jako „typisch westdeutsch...”
Wchodzimy w tłum. Apel to już na pewno na zewnątrz, do środka nie ma się co pchać. Moja koleżanka rozgląda się wokół krytycznym wzrokiem. „Popatrz, Maria, ludzi pełno, ale prawie sami turyści. Prawdziwych pielgrzymów mało. Porozglądać się, odhaczyć, że się tu było, zaliczyło apel.” Wzruszam ramionami. Nie wiem. Nie wiem nawet czy my jesteśmy prawdziwymi pielgrzymami. Przyjeżdżamy się tu spotkać, a przy tym obowiązkowo msza święta, apel, czasem różaniec. Przy tym jakoś odrzuca mnie ten prosty podział. Każdy dostaje tu to, co jest mu potrzebne i na co jest gotowy.
Pamiętam jak to było, kiedy przyjechałam tu ze znajomą i jej dziećmi. Wszyscy na duży dystans od kościoła. Dzieciakom oczy się zaświeciły, kiedy zobaczyły wota w tak niesamowitej ilości, nieco przeraziły widokiem krucyfiksu w bocznej nawie kaplicy. Chłopcy byli absolutnie zachwyceni murami obronnymi, a młodszy z nich, Michałek, nie mógł się nadziwić, że anioł rozprawiający się z brzydkim diabłem przy wejściu od strony parkingu to jego imiennik. Potem plac zabaw w parku Staszica. I tyle. Dla każdego tyle, ile potrafi wchłonąć tu i teraz.
Różaniec w Kaplicy Cudownego Obrazu. Jedni się modlą, trzymając w rękach różańce, inni wchodzą na dłuższą chwilę modlitwy czy zadumy i wychodzą, ktoś wpada na moment z telefonem, żeby zrobić ujęcie, potwierdzić, że był na Jasnej Górze. Jakaś kobieta obok mnie leży krzyżem; muszę uważać, żeby nie nastąpić na jej wyciągniętą rękę.
Na wałach jakaś zorganizowana grupa odprawia nabożeństwo drogi krzyżowej. W pewnej odległości do nich przesuwa się pielgrzym, który przebywa tę Drogę samotnie. Są i dzieci z rodzicami. Pielgrzymi? Turyści, którzy wpadli tu przejazdem? To było parę lat temu… Jakiś chłopaczek idący z rodzicami odczytuje napis na ostatniej stacji: „Złożenie do grobu.” To już koniec, cieszy się, teraz lody i jakieś stragany czy sklepiki z pamiątkami…
Przez bazylikę przechodzą grupy, którym trzeba w ich językach wytłumaczyć wszystko co trzeba. Rozglądam się. Tak długo tu się już rozglądam, a za każdym razem wśród barokowych rzeźb dostrzegam jakiś inny szczegół. Jak mogłam tego do tej pory nie widzieć?
Turyści czy pielgrzymi? Może pielgrzym – zmęczony długą wędrówką czy jazdą – odlicza godziny i minuty do zakończenia pobytu w tym miejscu, a turysta spojrzał w oblicze Czarnej Madonny i zaczął ufnie powierzać jej swoje życie, swoje problemy? A może w każdym z nas tutaj jest – w różnych proporcjach - coś z turysty i coś z pielgrzyma?
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Przeczytaj jeszcze
Galerie
Maria Sołowiej
Andrzej Macura
ks. Włodzimierz Lewandowski
Autoreklama
Źródło: Gość Gdański
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.