
Podział PiS na dwie zwalczające się partie jest już faktem, chociaż formalnie mamy do czynienia z dziwaczną sytuacją, gdy jedna partia ma w Sejmie dwa kluby parlamentarne. To specyfika młodej, mimo wszystko, polskiej demokracji, która – delikatnie mówiąc – niestety nie jest modelowa.
W 1918 roku, po 123 latach niewoli, kilku nieudanych powstaniach, krwawych wojnach, zmaganiach i ofiarach poniesionych na rzecz wolności, pierwszy prezydent Polski został zamordowany przez fanatyka, drugi został obalony w wyniku krwawego zamachu stanu, a trzeci był marionetką wojskowego dyktatora. Polska stała się w efekcie autorytarnym państwem, skłóconym faktycznie z prawie wszystkimi sąsiadami. Wzięła także udział w hitlerowskiej agresji przeciwko demokratycznej Czechosłowacji, by ostatecznie, po zaledwie 21 latach, utracić niepodległość
Odzyskane po 45 latach – dzięki wielkiemu sukcesowi, jakim było powstanie NSZZ „Solidarność”, wykorzystaniu sprzyjającej koniunktury oraz wewnętrznemu porozumieniu – niepodległość, wolność i demokracja, mimo olbrzymich sukcesów w obszarze gospodarczym i geopolitycznym, są obecnie zagrożone przez coraz bardziej agresywną brunatną falę nacjonalizmu. Przez osiem lat nasz kraj był rządzony przez autorytarny i skorumpowany reżim.
Rozłam PiS-u na grupy Kaczyńskiego i Morawieckiego uruchomił dość typową w takiej sytuacji kłótnię oraz proces wzajemnych rozliczeń i ataków.
„Nie chodzi o moje stanowisko i osobiste ambicje. Premierem powinien zostać ten, komu Polacy powierzą odpowiedzialność za odbudowę państwa. Nie obiecujemy Wam łatwej drogi. Ale obiecujemy odwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. Obiecujemy, że Was nie zawiedziemy. Patriotyzm ma być busolą każdej decyzji, a jej podstawą – szacunek dla prezydenta wybranego przez naród. Prezydent Karol Nawrocki jest jedynym mężem stanu w Polsce, który ma za sobą tak silną wolę narodu. Prezydent jest dziś najważniejszą instytucjonalną przeciwwagą dla słabego rządu” – napisał w manifeście do swoich zwolenników Morawiecki, wymieniając także dziesięć filarów dla Polski ambitnej, sprawnej i nowoczesnej.
Te filary to zbiór niemal samych banałów i ogólników, m.in.: suwerenna i autonomiczna polityka migracyjna, uszczelnienie systemu podatkowego, budowa energetyki jądrowej czy wielkie inwestycje strategiczne. Trafnie podsumowała je – wraz z oceną ostatnich działań i wypowiedzi Kaczyńskiego – red. Agata Kondzińska w tekście „Zamiast rozprawy z Morawieckim będzie »kolejny etap«. W PiS zaczyna się gra na czas” („Gazeta Wyborcza”, 28 lipca 2026 r.).
W Polsce wielokrotnie dochodziło do sporów o przywództwo, które kończyły się rozłamami. W zasadzie niemal każda partia w pewnym momencie dzieliła się na dwie części z dwoma ambitnymi liderami. Mieliśmy dwie Partie Przyjaciół Piwa, dwa KPN-y, dwa UPR-y, dwa ROP-y, kilka formacji lewicowych i wiele innych. W obecnym Sejmie mamy dwie Konfederacje, dwie Lewice i teraz będziemy mieli dwa PiS-y.
Rozłam w PiS jest efektem słabnięcia przywództwa Kaczyńskiego, który słabnie pod każdym względem i nie jest już w stanie kontrolować sytuacji nie tylko po prawej stronie sceny politycznej, ale także w samym PiS. Jego największym problemem jest jednak brak przekonującego argumentu na rzecz utworzenia własnego stronnictwa. Faktycznym powodem jest to, co od dawna definiuje politykę – nie tylko zresztą w Polsce – czyli osobiste, urażone ambicje i mania wielkości.
Morawiecki poczuł się urażony tym, że Kaczyński nie mianował go najpierw kandydatem na prezydenta (to jeszcze jakoś przebolał), ale nie pogodził się już z nominacją Przemysława Czarnka na kandydata na premiera. Trudno jednak taki powód przedstawiać jako argument za rozłamem. Stąd cała ta dość zawiła i pokrętna argumentacja, że chodzi o poszerzenie bazy politycznej i elektoratu PiS oraz odwołanie się do wyborców bardziej umiarkowanych, o poglądach centrowych. Argumentacja ta siłą rzeczy naraża jednak Morawieckiego na pojawiające się już zarzuty, że jest agentem Tuska i działa na rzecz obozu liberalnego, nie jest patriotą i powiela wszystko to, co od dawna stanowi język nacjonalistów.
Morawiecki znalazł się więc w swoistym potrzasku. Jeśli będzie odwoływał się do mitycznego centrum, czyli wyborców PO, PSL oraz różnych środowisk, które nie identyfikują się jawnie z nacjonalizmem, narazi się nacjonalistycznej części własnego obozu, zwłaszcza tej reprezentującej brunatną falę, posługującą się agresywną retoryką i odwołującą się do rzekomych wartości narodowych, katolickich i patriotycznych. Jeżeli natomiast będzie używał symboli i języka typowego dla religijnych fanatyków, podkreślał swój patriotyzm oraz wrogość wobec Unii Europejskiej i Ukrainy, nie będzie się niczym różnił od Kaczyńskiego czy Brauna. Wówczas bardzo trudno będzie mu wyjaśnić, dlaczego nie pozostał w PiS albo nie działa w jednej z Konfederacji.
Nieprzypadkowo we wszystkich, w zasadzie najważniejszych, głosowaniach nowy klub Morawieckiego głosował identycznie jak PiS i obie Konfederacje. Obóz nacjonalistyczny ma bowiem jeden absolutnie nadrzędny cel – przejąć władzę. Na drodze do jego realizacji najpoważniejszą, a właściwie jedyną realną przeszkodą pozostaje rząd Donalda Tuska. Obalenie tego rządu jest podstawowym celem nacjonalistów.
Morawieckiemu wydaje się, że jest jednym z najpoważniejszych pretendentów do przywództwa i ma świadomość trudności związanych z rywalizacją z innymi nacjonalistami, z którymi nie jest w stanie konkurować o to, kto okaże się bardziej radykalny i bardziej autentyczny. Dlatego, mówiąc o powodach założenia stowarzyszenia Rozwój Plus, wskazał na niebezpieczeństwo, że PiS Kaczyńskiego coraz bardziej upodabnia się do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.
Nie ma przy tym większego znaczenia, że Morawieckiemu nie przeszkadzały działania Ziobry i jego ludzi polegające na niszczeniu praworządności, korupcji, zburzeniu kompromisu aborcyjnego, szykanowaniu kobiet domagających się prawa do aborcji, antyunijnej retoryce czy uczynieniu z dużej części PiS zorganizowanej grupy przestępczej. Wszystkie te działania firmował jako jeden z najważniejszych polityków obozu władzy.
Nie przeszkadzało mu również to, że patologie, których symbolem jest Ziobro i jego środowisko, dotyczyły całego kierownictwa PiS, do którego sam należał. Kierownictwa, które o wszystkim wiedziało, wszystko akceptowało i popierało, a dziś broni się przed odpowiedzialnością polityczną i karną. Morawiecki usiłuje przekonać opinię publiczną, że jest lepszy od Ziobry i Kaczyńskiego oraz że nie odpowiada za ich „wyczyny”. Jeśli chce przekonać społeczeństwo, że jest uczciwy, sprawiedliwy i wiarygodny, wydaje mi się, że stoi przed zadaniem z góry skazanym na niepowodzenie.
Pierwsze sondaże dają partii Morawieckiego – której nazwa nie jest jeszcze ostatecznie przesądzona, choć najprawdopodobniej pozostanie nią Rozwój Plus – około 7 proc. poparcia. Zrozumiałe jest więc pytanie zadawane przez polityków i komentatorów o dalszy rozwój tego ugrupowania. Natychmiast o około 5–7 punktów procentowych spadło poparcie dla PiS Kaczyńskiego, czyli dokładnie o tyle, ile obecnie wynosi poparcie dla Morawieckiego. W najmniejszym stopniu nie zmniejszyło się natomiast poparcie dla KO. Oznacza to, że odpływ elektoratu do mitycznego centrum, którego nowy lider właśnie się objawił, nie nastąpił. I – w moim przekonaniu – nie nastąpi. Nie zmieniło się również poparcie dla obu Konfederacji, a zwłaszcza dla tej, która uchodzi za najsilniejszą i przygotowuje się do przejęcia władzy – Konfederacji Brauna. Pomysł odbierania Braunowi wyborców poprzez realizowanie jego programu i głoszenie podobnych haseł okazał się mało skuteczny. Oryginał zwykle okazuje się lepszy od imitacji, a Czarnek i Kaczyński w roli głównej siły prorosyjskiego, antysemickiego, agresywnego i wrogiego Zachodowi nacjonalizmu nie mają większych szans.
Morawiecki jest skazany na wegetację, przyciąganie marginalnych grupek i sfrustrowanych ludzi w rodzaju Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, obrażonej na Tuska, że nie została wicepremierem, Wadim Tyszkiewicz, Marek Jurek, który również znajduje się dziś w obozie Nawrockiego, Janina Goss, której główną polityczną kwalifikacją była przyjaźń z matką Kaczyńskiego, albo na pozyskiwanie ludzi skonfliktowanych z Kaczyńskim, którym coś obiecał i nie dotrzymał słowa – zawiedzionych ambitnych działaczy, lokalnych samorządowców i tym podobnych. Skazany będzie także na dramatyczne dla wielu ugrupowań w historii III RP pytanie: czy uda się samodzielnie przekroczyć próg wyborczy, czy też lepiej zawrzeć z kimś koalicję i wejść do Sejmu. Bo właśnie to wydaje się głównym programem i celem działania wielu ludzi nazywanych politykami.
Źródło: TEMI – Twoje Media Informacyjne
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.