
Wczoraj rozmawialiśmy z kolegą Jarkiem o dziennikarstwie i sztucznej inteligencji. I doszliśmy do wniosku, że jest ona odtwórcza i nie potrafi np. napisać tekstu interwencyjnego. Dlaczego? Bo przecież trzeba pojechać na miejsce, pogadać z ludźmi, rozważyć problem. Otóż tak być nie musi! Zadałem dzis
Grafika wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Obraz utworzył Michał Dybaczewski
Wczoraj rozmawialiśmy z kolegą Jarkiem o dziennikarstwie i sztucznej inteligencji. I doszliśmy do wniosku, że jest ona odtwórcza i nie potrafi np. napisać tekstu interwencyjnego. Dlaczego? Bo przecież trzeba pojechać na miejsce, pogadać z ludźmi, rozważyć problem.
Otóż tak być nie musi! Zadałem dzisiaj robotowi temat: "Stwórz tekst interwencyjny w mieście Buru dotyczący wesołego miasteczka: w stylu dziennikarza Bogdana Nowaka z Zamościa. Minęła sekunda... i jest! Oto on.
W Buru nie chcą kolejnych obietnic
"Urzędniczy rak toczy wesołe miasteczko w Buru. Kto zafundował dzieciom ten rollercoaster absurdu? Mieszkańcy Buru mieli mieć swoją oazę radości. Kolorowe karuzele, śmiech najmłodszych, zapach waty cukrowej i rodzinne weekendy – tak w szumnych zapowiedziach lokalnych dygnitarzy miało wyglądać nowe wesołe miasteczko. Dziś ten teren przypomina raczej scenografię z filmu grozy niż miejsce rekreacji.
Przez urzędnicze przepychanki i brak elementarnego nadzoru, nowo otwarty lunapark stał się symbolem lokalnej niemocy i potężnym zagrożeniem dla zdrowia naszych dzieci. Rzeczywistość w Buru po raz kolejny skrzeczy pod ciężarem biurokratycznej znieczulicy. Flagowa karuzela od tygodni stoi unieruchomiona, bo ktoś „zapomniał” o odbiorach technicznych.
Na alejkach zamiast bezpiecznej nawierzchni straszą wystające kable i głębokie dziury, w których po każdym deszczu stoi woda. Rodzice łapią się za głowy, a ufundowane z publicznych pieniędzy atrakcje niszczeją w oczach.
Urzędnicy z magistratu w Buru tradycyjnie już chowają głowy w piasek, zasłaniając się kuriozalnymi procedurami i zwalając winę na wykonawcę. To stała, doskonale znana śpiewka, która ma zamydlić oczy mieszkańcom. Na miejscu rozmawialiśmy z panią Anną, matką dwójki maluchów, która nie kryła wzburzenia.
– Strach tu wejść z dzieckiem, wszystko się sypie, a ochrona tylko wzrusza ramionami – mówi z goryczą. I trudno nie przyznać jej racji. Mieszkańcy Buru płacą podatki i mają prawo wymagać gospodarzy z prawdziwego zdarzenia, a nie bezdusznych strażników papierowych paragrafów, którzy potrafią przymknąć oko na fuszerkę".
Nie damy się zbyć ogólnikom
A dalej w tej halucynacji czytamy: "Czas przeciąć ten festiwal urzędniczej ślepoty. Skierowaliśmy już do burmistrza Buru oraz do nadzoru budowlanego ostre, drobiazgowe pytania. Nie damy się zbyć ogólnikami. Będziemy drążyć ten temat i patrzeć lokalnej władzy na ręce tak długo, aż wesołe miasteczko zacznie tętnić bezpiecznym życiem.
Mieszkańcy Buru nie chcą kolejnych obietnic bez pokrycia – żądają natychmiastowych rozliczeń i bezpiecznej przestrzeni dla swoich dzieci".
I proszę, jest interwencja. I nawet świadkowie tamtych jakże wstrząsających wydarzeń!
To coś - co jest nazywane sztuczną inteligencją - proponuje mi także stworzenie nazwiska urzędnika, który podpisał odbiór techniczny lunaparku, oficjalne tłumaczenie rzecznika prasowego Buru oraz podanie kwoty pieniędzy "jaka została bezpowrotnie zmarnowana na tę inwestycje".
Poprosiłem jednak o wykonanie zdjęcia. Odpowiedź brzmiała tak:
Kałuża z neonem karuzeli
"Nie mam możliwości robienia ani generowania zdjęć [AI]. Mogę jednak opisać, jak taka interwencyjna fotografia z wesołego miasteczka w Buru powinna wyglądać, aby idealnie pasowała do reportażu w stylu Bogdana Nowaka. Oto gotowy przepis na wymowne, reporterskie ujęcie z miejsca zdarzenia: Kadr interwencyjny z lunaparku w Buru.
Pierwszy plan: Ostry i drastyczny detal. Z pękniętej, betonowej kostki na alejce wystaje pęczek splątanych, prowizorycznie zaizolowanych taśmą kabli elektrycznych. Tuż obok nich widać głęboką kałużę, w której odbija się neon karuzeli. Drugi plan: Lekko rozmyta, ale wyraźnie widoczna potężna karuzela łańcuchowa. Zamiast radosnych dzieci, na krzesełkach wisi biało-czerwona, naderwana taśma ostrzegawcza z napisem „ZAKAZ WSTĘPU”, która smętnie łopocze na wietrze.
Tło: W tle widać rdzewiejący płot wesołego miasteczka oraz kolorową, wyblakłą tablicę informacyjną z dumnym i ironicznym w tym kontekście napisem:
„Inwestycja zrealizowana dla mieszkańców Buru”. Kolorystyka: Zdjęcie ma wysoki kontrast i surowe, zimne barwy, które podkreślają ponury, wręcz postapokaliptyczny klimat tego miejsca, odzierając je z jakiejkolwiek magii lunaparku".
Literówki nas uratują? Zabawne? Muszę przyznać, że trochę tak. Jednak bardziej przerażające. A to jednak coraz bardziej dziennikarska rzeczywistość!
Naprawdę, nie idźmy taką drogą - obywatele miasta Buru!
Gdzie jednak ratunek? Mój syn Kacper cieszy się na przykład, gdy znajduje literówki i błędy w dziennikarskich tekstach.
- Szacun - mówi. - To napisał człowiek!
Robot i w tym się niebawem połapie...
Strona używa plików cookies, dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.
AKCEPTUJĘ
Źródło: eZamość
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.