
Sławomir Dębski — Trzy dekady po podpisaniu traktatu o dobrym sąsiedztwie polsko‑niemieckie pojednanie coraz bardziej przypomina pusty rytuał. Symbole i rocznice zastąpiły realną politykę, a większość Polaków wciąż uważa, że Niemcy nie rozliczyły się ani z historią, ani z odpowiedzialnością za woj
W tym roku przypada 35. rocznica zawarcia Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, podpisanego w Bonn 17 czerwca 1991 r. Uroczystym celebracjom z udziałem zawodowych halabardników pojednania zapewne nie będzie końca.
Pierwsza z nich odbyła się już 30 marca 2026 r. w Krzyżowej, gdzie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wspólnie ze swoim niemieckim odpowiednikiem Johannem Wadephulem wziął udział w polityczno-dyplomatycznej rekonstrukcji historycznej: świeckiej liturgii pojednania.
Czytaj też: Nowy polski algorytm strategiczny. Fragment książki Rajmunda Andrzejczaka i Sławomira Dębskiego
Ta dyplomatyczna tradycja narodziła się w Krzyżowej w niedzielę 12 listopada 1989 r., w dawnej posiadłości rodziny von Moltke, gdzie w czasie II wojny światowej spotykali się członkowie antyhitlerowskiego „Kręgu z Krzyżowej”. Podczas mszy świętej odprawianej przez biskupa opolskiego Alfonsa Nossola Tadeusz Mazowiecki – pierwszy niekomunistyczny szef polskiego rządu po II wojnie światowej – wymienił znak pokoju z kanclerzem Niemiec Helmutem Kohlem. Z tego gestu zbudowano później jeden z najważniejszych mitów założycielskich stosunków polsko-niemieckich po 1989 r.
Traktatu pokojowego kończącego wojnę między Niemcami i Polską, wywołaną przez kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera 1 września 1939 r., nigdy nie było. Po zjednoczeniu Niemiec zastąpił go pakiet politycznych umów z lat 1990–1991: najpierw traktat graniczny, a następnie traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Polityczne warunki „zakończenia wojny” między Niemcami i Polską można streścić następująco: w zamian za de facto rezygnację Polski z aktywnego dochodzenia odszkodowań i reparacji od Niemiec oraz przyznanie niemieckiej mniejszości w Polsce szczególnego statusu, Polska otrzymywała ostateczne potwierdzenie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej oraz niemieckie poparcie dla polskich aspiracji do członkostwa we Wspólnotach Europejskich. Później dołączono do tego również poparcie dla członkostwa Polski w NATO.
[
Niemcy zwrócą Polsce pierścień Jagiellonów. Po latach negocjacji](/news/niemcy-zwroca-polsce-pierscien-jagiellonow-i-cenne-rekopisy-brak-przelomu-w-odszkodowaniach)
[
Nowa francuska doktryna nuklearna – i jej polska, prowincjonalna recepcja](/news/francuski-parasol-atomowy-nad-polska-nie-ma-takiego-pomyslu)
[
Członkostwo w NATO i UE rozleniwiło polskie elity polityczne](/news/nowy-polski-algorytm-strategiczny-fragment-ksiazki-rajmunda-andrzejczaka-i-slawomira-debskiego)
Dla niemieckiej dyplomacji Krzyżowa stała się więc symbolem „pokoju z Polską”, zawartego na warunkach bardzo korzystnych dla Niemiec. Berlin potwierdzał przebieg granicy ustalonej przez zwycięskie mocarstwa – granicy, której samodzielnie nie był już w stanie zakwestionować – a w zamian uzyskiwał polityczne zamknięcie rachunków z ofiarą niemieckiej agresji: państwem zrujnowanym wojną, przez czterdzieści lat trzymanym pod sowiecką dominacją, potrzebującym niemieckiej pomocy w reintegracji z gospodarką światową i przezwyciężaniu rozwojowego zapóźnienia.
Nic dziwnego, że wśród niemieckich dyplomatów warunki „pokoju” z Polską uchodzą za majstersztyk dyplomacji. Udało się doprowadzić do zjednoczenia Niemiec, uzyskać stabilizację granicy wschodniej i uniknąć realnego rozliczenia materialnych skutków niemieckiej agresji wobec Polski.
Minister Wadephul sprzedawał więc w Krzyżowej solidny produkt niemieckiej dyplomacji. „Nic nigdy nie będzie w stanie cofnąć niewyobrażalnych cierpień, które my Niemcy sprowadziliśmy na Polskę za sprawą wojny i okupacji” – mówił – dodając, że Niemcy „przejęły odpowiedzialność, by ten najstraszliwszy rozdział nie stał się nigdy ostatnim słowem naszej bardzo ściśle powiązanej historii”. Brzmiało to pięknie. Problem w tym, że była to odpowiedzialność dość tania.
Dla polskich dyplomatów obsługujących relacje z Niemcami Krzyżowa stała się z kolei poprawną politycznie, lecz coraz bardziej pustą w treści okazją do powtarzania formuł, które Berlin lubi słyszeć. Minister Sikorski podkreślał więc, że Krzyżowa to „instytucja-symbol w relacjach polsko-niemieckich”, a Msza Pojednania „była nie tylko wydarzeniem religijnym, ale też mocnym symbolem nowej, jednoczącej się Europy”, pokazującym, że „nawet w najtrudniejszych doświadczeniach historii narody mogą budować wspólną przyszłość, opartą na wzajemnym szacunku i europejskiej solidarności”.
To koniunkturalna interpretacja, sformułowana po to, „aby było miło”. Msza w Krzyżowej była wydarzeniem polityczno-religijnym, ale jej późniejsza mitologizacja znacznie przekroczyła realne znaczenie tamtego dnia. Dla strony niemieckiej ważniejsza od symboliki pojednania była wówczas możliwość spotkania kanclerza z niemiecką mniejszością i „Ślązakami”. W dodatku wszystko odbywało się w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach. Kohl myślami był już w Berlinie, gdzie właśnie walił się mur.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.