
Piotr Rodzik — Chińskie koncerny motoryzacyjne wzięły szturmem polski rynek, ale zrobiły to przy pomocy tanich, spalinowych aut. Tymczasem w segmencie, w którym mają podobno gigantyczną przewagę, czyli aut elektrycznych, sytuacja wygląda zgoła inaczej. Te auta najczęściej nie są ani tańsze od z
W ostatnich miesiącach jeździłem całkiem pokaźną liczbą chińskich aut, o których można powiedzieć, że każdy z nich ma być tzw. Tesla killerem. Dlaczego akurat Tesla? Bo auta Elona Muska, czego by nie sądzić o tej firmie oraz o nim samym, ciągle są punktem odniesienia dla całej branży.
To zdecydowana różnica w porównaniu do aut spalinowych, gdzie rynek jest znacznie bardziej rozproszony. W segmencie aut elektrycznych wszyscy porównują się do Tesli. I to całkowicie zrozumiałe. Tesla na dobrą sprawę wypromowała samą koncept aut elektrycznych. Auta tej marki dalej – mimo spadków sprzedaży – pozostają światowym fenomenem, a Model Y w 2024 r. był najchętniej kupowanym autem na świecie.
Podkreślę – autem, nie autem elektrycznym. Model Y, który sprzedał się wtedy globalnie w liczbie ponad miliona egzemplarzy, przebił nawet szalenie popularne modele Toyoty – RAV4 i Corollę.
2025 r. co prawda nie był już aż tak różowy, ale każdy producent aut elektrycznych chciałby mieć takie sukcesy, jakie Tesla ma problemy. Oczywiście Model Y jest też najpopularniejszym „elektrykiem” w Polsce. Było tak choćby w minionym roku.
Tak więc wszyscy się z tą Teslą biją i robią to również Chińczycy. Samochodów z Państwa Środka, które łatwo do niej porównać, nawet w Polsce jest od groma. To choćby Xpeng G6 (który jest w ogóle łudząco podobny do Modelu Y), GAC Hyptec HT, BYD Sealion 7 czy nieco większy od pozostałych modeli Leapmotor C10.
Absolutnie każdy z tych samochodów można porównać do jakiejś wersji Modelu Y. Bo nawet ich gamy modelowe są tworzone na wzór Tesli. Wspomniany Xpeng G6 jest oferowany w wersjach Long Range i Performance, dziwnym trafem oferują one podobne osiągi jak Tesla Model Y Long Range i Performance.
I tak dalej, i tak dalej.
Raczej nie napiszę testu chińskiego samochodu. Egzamin na dziennikarza jest zbyt trudny
Tak się też składa, że jeździłem każdym z wymienionych wyżej aut i mam o każdym z nich mocno wyrobione zdanie. Otóż żadne z tych aut nie jest lepsze od tej przysłowiowej wręcz Tesli. Po prostu nie.
Jednocześnie tylko jedno z nich – Leapmotor C10 – jest odczuwalnie tańsze od porównywalnej Tesli.
I tutaj mam największy zgrzyt. Może zajrzyjmy do cenników.
I teraz dla porównania:
Widzicie to? Te samochody nie są tańsze. Właściwie poza Leapmotorem one wszystkie kosztują podobnie do Tesli. Leapmotor C10 rzeczywiście jest tańszy, ale z całego tego grona to „najbardziej prymitywne” auto. Najprostsze, bez wielu opcji, z kiepska nawigacją itd. Możecie zresztą zobaczyć ten samochód na tle Tesli Model Y w moim i Tymona Grabowskiego materiale na Kanale Zero:
Nie uwzględniłem w tym porównaniu rozmiarów baterii, ale w tej kwestii wszyscy producenci również oferują w miarę podobne wartości, natomiast ręczę, że Tesla Model Y zużywa najmniej prądu na 100 km. Jej układy są najbardziej wydajne, przekonałem się o tym wielokrotnie.
I jeszcze ważne: podałem w porównaniu tylko samochody, którymi po prostu jeździłem. Bo są i inne – w Polsce można kupić np. Geely EX5. I to będzie całkiem podobna historia.
Oczywiście rozumiem też, że są w Polsce inne, tańsze, chińskie auta elektryczne, np. malutki BYD Dolpin Surf. Chodziło mi jednak o porównanie aut z tego samego segmentu. SUV do SUV-a.
Szczerze – nie wiem. Wychodzi na to, że polski rynek mają podbić auta gorsze od odpowiednika Tesli, wcale nie wycenione lepiej, a do tego problematyczny może być serwis. Ten, który w przypadku Tesli praktycznie nie istnieje, bo to w zasadzie auta bezobsługowe, a z którymi dodatkowo polskie warsztaty i tak się już zapoznały.
Ale serio – te auta są po prostu gorsze. Nie oferują lepszego ekosystemu (ładowarki Tesli, czyli Superchargery), mają uboższe systemy multimedialne, a jazda? Wszystkie elektryki jeżdżą podobnie, więc to nieistotne.
Bez tego człowieka nie kupisz w Polsce nowego Ferrari. Walizka pieniędzy to za mało
Taktyka wejścia na nasz rynek jest więc po prostu dziwna. Bo o ile cała zagrywka z tanimi spalinowymi autami to precyzyjnie zaplanowana akcja, o tyle auta elektryczne zostały tu po prostu wrzucone na wariata.
Szczerze to jedyne, co mi przychodzi do głowy, to próba wskoczenia na trend przy okazji programu „NaszEauto”. Chińczycy ze swoimi autami elektrycznymi (pomijając te najmniejsze) nie przebili się jednak, kiedy dopłaty rzeczywiście były, a teraz – po zakończeniu programu – będzie im o to jeszcze trudniej.
Oczywiście w grę wchodzą jeszcze obniżki cen. Zobaczymy, kto i ile zejdzie z ceny. Póki co... robi to Tesla. Tuż przed świętami przeceniono w Polsce Model 3.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.