A large linden tree unexpectedly fell very close to a house. Local residents expressed immense relief, stating it was a miracle that no one was injured or killed in the incident.
O krok od tragedii. Mieszkańcy ostrzegali przez lata. Potężna lipa runęła na dom i drogę.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Kilkudziesięcioletnia lipa rosnąca na terenie zabytkowego pałacu w Wierzchowicach (gmina Gaworzyce) runęła późnym wieczorem (29.07.) na drogę, a następnie przewróciła się na posesję, na której stoi dom jednorodzinny. Zerwane zostały linie energetyczne, pół wsi było bez prądu. Mieszkańcy są przekonani, że można było tego uniknąć. Jak twierdzą, od lat alarmowali o niebezpieczeństwie.
::addons{"type":"youtube","url":"https://www.youtube.com/watch?v=mvHxpB4jsjg"}
Noc, która mogła zakończyć się tragedią
Było około godziny 23. W większości domów mieszkańcy szykowali się już do snu. W jednym z nich rozległ się jednak huk, którego domownicy długo nie zapomną.
Usłyszałam potężny hałas na dachu, jakby coś na niego spadło. Chwilę później zgasło światło. Moje dzieci zaczęły piszczeć ze strachu. Wybiegłam na zewnątrz i zobaczyłam, że ogromna lipa przewróciła się na drogę i naszą posesję – opowiada Wioleta Bulczyńska, mieszkanka Wierzchowic.
W domu przebywała cała rodzina – ona z mężem, dwoje nastoletnich dzieci oraz starszy ojciec.
Najpierw sprawdziłam, czy drzewo nie uszkodziło domu. Kiedy zobaczyłam poprzerywane kable, od razu zadzwoniłam pod numer alarmowy 112. To stanowiło realne zagrożenie dla nas wszystkich – wspomina kobieta.
Na miejsce błyskawicznie skierowano straż pożarną.
Od dawna baliśmy się, że kiedyś do tego dojdzie
Mieszkańcy Wierzchowic są w szoku. Ale dla nich – to, co się stało – twierdzą, że od lat obserwowali, jak ogromna lipa coraz bardziej pochyla się w stronę drogi i pobliskich posesji.
Z dnia na dzień było widać, że drzewo się przechyla. Kiedy usłyszałam, że runęło, pierwszą myślą było to, że najważniejsze, iż nikogo nie zabiło. Dom sąsiadów ocalał dosłownie o włos – mówi pani Ewa, sąsiadka poszkodowanej rodziny.
Jak opowiada, codzienne przechodzenie tą drogą.
Zawsze szłam skrajem jezdni, bo nad drogą wisiały ogromne, suche konary. Każdy z nich mógł w każdej chwili spaść na człowieka. To była kwestia sekund i ogromnego szczęścia, że nikogo tam wtedy nie było – podkreśla.
Co najbardziej zaskakuje mieszkańców, w chwili zdarzenia nie było ani wichury, ani burzy. A drzewo i tak runęło.
Tydzień wcześniej przeszły potężne ulewy i wtedy siedzieliśmy z mężem na tarasie, patrząc, jak to drzewo trzeszczy i coraz bardziej się pochyla. Zastanawialiśmy się tylko, na kogo kiedyś spadnie. Na szczęście tym razem nikomu nic się nie stało – dodaje pani Ewa.
Pisma od blisko dekady. Alarmowaliśmy wszystkich
Jak relacjonują, pierwsze pisma dotyczące niebezpiecznej lipy były kierowane już w 2017 roku. Później temat wielokrotnie wracał podczas zebrań wiejskich.
Od wielu lat prosiliśmy, żeby ktoś zajął się tym drzewem. Przechylało się w stronę naszej posesji i linii energetycznych. Pisma były wysyłane przez lata, ale nie doczekaliśmy się rozwiązania problemu – mówi Wioleta Bulczyńska.
Podobnie sprawę pamięta pani Ewa. – Mieszkańcy wielokrotnie przypominali o tym władzom podczas zebrań. Prosiliśmy, żeby zrobić cokolwiek, zanim wydarzy się nieszczęście – dodaje.
Niektórzy nie kryją także rozgoryczenia. – To drzewo było często fotografowane i pokazywane jako wizytówka Wierzchowic. Szkoda tylko, że nie udało się zrobić wszystkiego, by było przede wszystkim bezpieczne. Ostatecznie runęło samo, zanim zapadły jakiekolwiek decyzje – mówi nam inny mieszkaniec Krzysztof Garliński.
Gmina: nasze możliwości były ograniczone
Do sprawy odniosły się również władze gminy Gaworzyce. Jak zapewnia sekretarz gminy i zastępca wójta Beata Taczyńska-Pietruś, samorząd nie pozostawał bierny.
My również interweniowaliśmy. Wyczerpaliśmy wszystkie dostępne nam możliwości. To teren prywatny, więc zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Wysyłaliśmy do właściciela pisma i pouczenia dotyczące tego, jakie działania powinien podjąć. Jeszcze dziś z nim rozmawiałam. Tłumaczył, że wystąpił z pismem do konserwatora zabytków, ponieważ drzewo rosło na terenie objętym ochroną konserwatorską – tłumaczy.
Formalności okazały się wolniejsze od natury. Lipa przewróciła się, zanim wydano ostateczne decyzje. Najważniejsze jest to, że w chwili, gdy kilkudziesięcioletnie drzewo runęło z ogromnym hukiem, drogą nie szedł żaden pieszy, nie przejeżdżał żaden samochód.
::addons{"type":"youtube","url":"https://www.youtube.com/watch?v=mvHxpB4jsjg"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: MyGlogow.pl
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.