
Katarzyna Dybińska — Rząd szuka wpływów do budżetu, bo stan finansów publicznych jest zły. W tym celu planuje podniesienie kilku podatków. Trwają prace nad podwyżką akcyzy na alkohol oraz zmianami dotyczącymi opłaty cukrowej i tzw. małpek. Ekonomista mówi wprost: takie działania są w tej sytuacji nat
Rząd szuka wpływów do budżetu, bo stan finansów publicznych jest zły. W tym celu planuje podniesienie kilku podatków. Trwają prace nad podwyżką akcyzy na alkohol oraz zmianami dotyczącymi opłaty cukrowej i tzw. małpek. Ekonomista mówi wprost: takie działania są w tej sytuacji naturalne, ale nie tu leży problem. Wskazuje, co trzeba zrobić.
Rząd szykuje korekty w podatkach, chce m.in. zwiększyć opłatę cukrową (fot. Paweł Supernak / PAP)
Rząd nie owija już w bawełnę. – Pracujemy nad propozycją podwyżki akcyzy na alkohol oraz zmianami dotyczącymi opłaty cukrowej i tzw. małpek (małych butelek alkoholu – red.) – mówił w czasie Kongresu Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, Jarosław Neneman.
Neneman wprost zwrócił uwagę na trudną sytuację finansów publicznych. Przyznał, że w 2027 r. Polska może odnotować najwyższy deficyt budżetowy w Unii Europejskiej.
Zgodnie z najnowszymi unijnymi prognozami gospodarczymi deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w Polsce w 2026 r. wyniesie 6,5 proc. PKB. Będzie to rzeczywiście najgorszy wynik we Wspólnocie, nie mówiąc już o tym, że coraz bardziej oddalamy się od unijnego limitu dla deficytu, który w traktacie z Maastricht określony został na 3 proc. PKB (Polska jest zresztą objęta procedurą nadmiernego deficytu).
– Kondycja budżetu jest niewątpliwie zła – potwierdza w rozmowie z portalem Zero.pl Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. – Deficyt przekracza 7 proc. PKB (poziom ten został sforsowany w ub. r. – red.) i to w okresie dobrej koniunktury. Gdybyśmy byli w okresie spowolnienia, jeszcze można byłoby to jakoś próbować tłumaczyć. Na tle UE wyróżnia nas nie tylko wzrost gospodarczy; wyróżnia nas też wysokość deficytu i skala przyrostu długu publicznego.
[
Francja Jordana Bardelli. „Chcemy odzyskać kontrolę nad własnym losem” [WYWIAD]](/news/francja-jordana-bardelli-chcemy-odzyskac-kontrole-nad-wlasnym-losem-wywiad)
[
Szybka ścieżka do badań i salonik dla VIP-ów. Tak polityków KO przyjmował SOR Dawida Kacprzyka](/news/specjalne-traktowanie-politykow-koalicji-obywatelskiej-w-szpitalu-poludniowym-tak-dzialal-sor-dawida-kacprzyka)
[
Afera SOR Kacprzyka uderza w KO. Partia elit i ludzi „z innej rzeczywistości”](/news/gdy-sor-staje-sie-politycznym-problemem-donalda-tuska-szpital-poludniowy-problemem-ko)
Skoro już o deficycie mowa, to zajrzyjmy jeszcze do najnowszych danych o wykonaniu budżetu państwa. Wynika z nich, że deficyt po maju (liczony według metodologii krajowej) wyniósł 108,2 mld zł, co stanowi prawie 40 proc. kwoty zaplanowanej na cały 2026 r. Według tegorocznej ustawy budżetowej dochody ogółem mają wynieść 647,2 mld zł, wydatki – 918,94 mld zł, a deficyt nie może okazać się na koniec roku większy niż 271,74 mld zł.
Skoro wydatki są większe niż dochody, trzeba szukać źródeł zasilania budżetu. To właśnie robi rząd. Do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów dodano niedawno wpisy dotyczące nowych planów resortu finansów. Są to:
Zmiany w opłacie cukrowej zakładają, że 96,5 proc. wpływów z tej daniny będzie trafiać bezpośrednio do Narodowego Funduszu Zdrowia. W nim też zionie dziura. Portal Rynek Zdrowia informował niedawno, że NFZ może zakończyć 2026 r. z luką sięgającą 16 mld zł. W przyszłym roku budżet też się nie zepnie – może zabraknąć ok. 21 mld zł.
Dlaczego kondycja finansów publicznych się pogarsza, brakuje pieniędzy (w tym na tak istotny obszar jak ochrona zdrowia), a deficyt i dług rosną?
– Niekorzystny obraz finansów publicznych wynika w dużej mierze z silnego wzrostu wydatków w ostatnich latach – tłumaczy Grzegorz Maliszewski. – W pewnym zakresie odpowiadają za to wyższe nakłady na zbrojenia po wybuchu wojny w Ukrainie, ale to tylko część problemu. Nie możemy zapominać bowiem o rozbudowanych transferach społecznych, które budżet musi finansować. Część z nich w ostatnich latach nawet wzrosła. W efekcie udział wydatków w PKB bardzo wzrósł w Polsce, do poziomu średniej UE.
Ekonomista ma tutaj na myśli świadczenia takie jak 800 plus, babciowe czy 13. i 14. emeryturę. Są to wydatki sztywne, stałe. Z dnia na dzień nie można z nich zrezygnować.
– Tymczasem po stronie dochodowej niewiele się działo – zauważa nasz rozmówca. – Kolejne rządy prowadzą politykę prospołeczną, co wymaga zwiększania wydatków. Możliwości utrzymania tego rodzaju polityki są jednak na wyczerpaniu. Agencje ratingowe zwracają uwagę na zły stan finansów publicznych Polski i zmieniają perspektywę ratingu. Potrzeby pożyczkowe są bardzo wysokie, a koszty obsługi zadłużenia rosną. Trzeba więc podejmować działania naprawcze.
Ale pole manewru nie jest zbyt duże. Zbliżają się wybory, co utrudnia podejmowanie niepopularnych decyzji.
– Po stronie wydatkowej może być trudno o skuteczne działania zacieśniające – przyznaje główny ekonomista Banku Millennium. – Wydatki na obronność będą ponoszone. Może też brakować woli politycznej, by rezygnować z wydatków społecznych – szczególnie w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych. Można wprawdzie obcinać inwestycje publiczne, to najmniejszy polityczny koszt. Pytanie, czy tego chcemy. W obliczu wyborów parlamentarnych istnieje też ryzyko dodatkowych propozycji działań prospołecznych.
Przekładając język ekonomii na język polityki, można szykować się na festiwal obietnic przedwyborczych. Dodatkowo nie należy spodziewać się, że rząd akurat teraz zacznie zaciskać pasa – nikt nie chce ryzykować gniewu wyborców.
– Rząd szuka zatem dodatkowych dochodów – wskazuje Grzegorz Maliszewski. – Propozycje korekt w podatkach to działania naturalne w obecnej sytuacji. Akcyza na alkohol, wyroby tytoniowe, czy opłata cukrowa to podwyżki podatków, które mogą być wprowadzone relatywnie mniejszym kosztem politycznym, bo wspierają też aspekty zdrowotne. Korporacje również łatwiej opodatkować, to nie jest taki bezpośredni elektorat.
Efekt „prozdrowotny” podwyżki podatków podkreśla też premier Donald Tusk.
– Mnie by nie przeszkadzało opodatkowanie małpek, (...) ja bym nie miał nic przeciwko temu, żeby – jeśli mamy gdzieś ściągać pieniądze – to z alkoholu i z cukru. Bo to powinno przynieść też korzyści zdrowotne – mówił szef rządu na środowej (17 czerwca) konferencji prasowej.
Pozostaje pytanie, czy planowane podwyżki podatków osłodzą gorzki bilans finansów państwa. Grzegorz Maliszewski ma wątpliwości. – Czy te działania będą wystarczające? W mojej ocenie nie. Konieczne są też działania po stronie wydatków, w tym również działania racjonalizujące wydatki społeczne, bo to one są bardzo dużym obciążeniem budżetu.
Kolejne pytanie dotyczy postawy prezydenta Karola Nawrockiego. Sukces planów Ministerstwa Finansów zależy od jego decyzji. Głowa państwa konsekwentnie blokuje ustawy zwiększające podatki, wywiązując się z obietnic złożonych jeszcze podczas kampanii wyborczej. Jedynym odstępstwem od tej reguły był podpis Nawrockiego na ustawie podnoszącej podatek CIT dla banków.
„Dzień dobry, Polsko”. Sześć ustaw z podpisem prezydenta
Kiedy Karol Nawrocki zawetował pod koniec ubiegłego roku podwyższenie opłaty cukrowej i akcyzy na alkohol, powiedział, że gdyby rząd faktycznie chciał zwiększyć środki na zdrowie poprzez wyższe daniny, napisałby to wprost w projekcie ustawy. Zasugerował, że on też miałby wówczas do tego projektu inny stosunek. Wydaje się, że rząd mówi teraz prezydentowi: sprawdzam.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.