The mayor of Świętajno, identifying herself as a "farmer's daughter," expresses a preference for pork and discusses local issues concerning wild boars, tourism, and the unique character ("taste") of her commune.
Dożynki nie pasowały do miejsca, w którym po zboże na wieniec trzeba było jechać do sąsiedniej gminy. Świętajno postawiło więc na lasy, koła łowieckie, kuchnię i rywalizację sołectw. Po dziewięciu edycjach Biesiada Myśliwska „Dzik kontra Świnia” stała się jednym z wydarzeń, pod które turyści planują pobyt na Mazurach. O pomyśle na promocję gminy, sukcesie imprezy i własnych smakach rozmawiamy z Alicją Kołakowską, wójt gminy Świętajno.
„Jako córka chłopa wybieram wieprzowinę”. Wójt Świętajna o dziku, turystach i smaku gminy.
Data: Piątek, 2026-07-31 08:58:08
Za nami dziewiąta edycja Biesiady Myśliwskiej „Dzik kontra Świnia”. Skąd wziął się pomysł na takie święto?
Wcześniej organizowaliśmy dożynki, ale z czasem coraz trudniej było zachować ich sens. Co roku wracał problem wieńca dożynkowego. Przygotowywała go pani Barbara Dyspolska albo pracownicy Gminnego Ośrodka Kultury i biblioteki. Doszło nawet do tego, że zboże trzeba było sprowadzać z gminy Dźwierzuty. Uznaliśmy, że nie możemy budować święta na tradycji, która coraz mniej odpowiada temu, czym dziś jest nasza gmina.
Czyli Świętajno nie jest już gminą rolniczą?
Nie da się jej opisać jednym słowem. Południowa część nadal ma rolniczy charakter. Na północy są jednak miejscowości, w których nie ma ani jednego rolnika albo działa ich dwóch czy trzech. Coraz większe znaczenie mają lasy, jeziora i turystyka. Jesteśmy dziś bardziej gminą turystyczną i leśną niż typowo rolniczą.
Kto zaproponował, żeby dożynki zastąpić wydarzeniem myśliwskim?
Pomysł wyszedł od Małgorzaty Walas, poprzedniej dyrektor GOK-u. To był dobry kierunek, bo wyrastał z tego, co rzeczywiście mamy. Na terenie gminy działają koła łowieckie, mamy dużo lasów, a mieszkańcy interesują się kuchnią. Nie trzeba było tworzyć sztucznej opowieści. Wystarczyło wykorzystać miejscowy potencjał.
Skąd w nazwie pojedynek dzika ze świnią?
Rywalizacja daje emocje i uruchamia sołectwa. Mamy ich piętnaście i zwykle przynajmniej połowa chce wystartować w konkursie kulinarnym. Jedni przygotowują dania z dziczyzny, drudzy z wieprzowiny. Każda grupa chce pokazać własny pomysł, smak i sposób podania.
To jeszcze święto tradycji czy już narzędzie promocji gminy?
Jedno i drugie. Mieszkańcy spotykają się, gotują i rywalizują, ale wydarzenie przyciąga też ludzi spoza gminy. Pokazujemy Świętajno przez kuchnię, las i wspólnotę. Taka promocja działa lepiej niż hasło na plakacie, bo gość przyjeżdża, próbuje potraw, rozmawia z ludźmi i zapamiętuje miejsce.
Turyści rzeczywiście planują urlop pod termin biesiady?
Tak. Na początku bardzo nas to zaskakiwało. Dziś wiemy, że część osób sprawdza datę wydarzenia i pod nią ustala pobyt na Mazurach. Wracają do nas i przywożą znajomych. Słyszymy też, że to jedna z najlepszych imprez, na jakich byli. Takich opinii oczywiście nie będziemy podważać (śmiech).
Co ich przyciąga najmocniej: jedzenie, program czy atmosfera?
Myślę, że połączenie tych elementów. Sam konkurs kulinarny nie wystarczyłby bez ludzi, którzy chcą się spotkać. Z kolei koncert czy występ można zobaczyć w wielu miejscach. U nas dochodzi lokalny charakter, zapach gotowanych potraw, rywalizacja sołectw i obecność kół łowieckich. Gość nie stoi wyłącznie pod sceną. Wchodzi w środek wydarzenia.
Czy podczas oceny potraw dzik i świnia mają równe szanse?
Zdecydowanie. Mamy zespół sędziów, który zna się na kuchni i ocenia potrawy, a nie własne upodobania. Jeżeli ma wygrać dziczyzna, wygra dziczyzna. Jeśli lepsza okaże się wieprzowina, wynik będzie taki sam. Tu nie ma miejsca na podpowiedzi ze strony wójta.
A prywatnie pani wójt – dzik czy świnia?
Jako córka chłopa chyba powinnam powiedzieć: wieprzowina. Ale mówię to po cichu, żeby nikt nie próbował wpływać na jury.
Ma pani danie, dla którego łatwo porzucić dietę?
Lubię placek po cygańsku, czyli placek ziemniaczany z mięsem i sosem. To konkretne jedzenie, bez udawania. W ogóle jestem mięsożerna, więc podczas takiej imprezy nie muszę długo szukać czegoś dla siebie.
Dziczyzna nie ma więc szans w pani prywatnym rankingu?
Ma, jeżeli ktoś dobrze ją przygotuje. Dziczyznę łatwo przesuszyć albo zdominować przyprawami. Kiedy kucharz zna produkt, potrafi wydobyć z niego smak. Na biesiadzie nieraz pojawiają się dania, które przekonują także osoby przekonane, że dziczyzny nie lubią.
Po dziewięciu edycjach wydarzenie może się jeszcze rozwijać?
Musi. Nie można co roku odtwarzać tego samego programu i liczyć, że ludzie zawsze przyjadą. Trzeba pilnować poziomu konkursu, angażować sołectwa, koła łowieckie i mieszkańców, a jednocześnie szukać nowych pomysłów. Najważniejsze, żeby nie zgubić tego, od czego zaczęliśmy.
Czyli czego?
Prawdy o gminie. Nie jesteśmy miejscem, które musi udawać wielkie centrum. Mamy lasy, jeziora, ludzi, którzy potrafią gotować, i społeczność, która chce działać. „Dzik kontra Świnia” wyrósł właśnie z tego. Dlatego przyjął się lepiej niż święto przeniesione z gminy o zupełnie innym charakterze.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.