1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie

Więcej z sekcji rak muzgu

  • Polski aktor żył w trójkącie. Pod jednym dachem kochanek i jego żona
  • „Za późno na zazdrość”. Tylko w VIVIE! Katarzyna Grochola zaskakuje wyznaniem o swoim małżeństwie. Mówi wprost, co najbardziej niszczy miłość
  • 20 lat temu Robert Kubica przeszedł do historii. „Ludzie śmiali się z tego, że pragnę się dostać do Formuły 1”
  • Dziewczyna, która walczy o swoje marzenia
  • Profesor ukrył w zadaniu biały tekst z poleceniem dla AI, aby w odpowiedzi umieściła słowo "Madagaskar". W ten sposób wyłapał studentów korzystających ze sztucznej inteligencji
  • Rosyjscy urzędnicy mogli wykorzystać zdjęcie gejowskiego aktora porno jako wzór do portretu rzekomego „bohatera wojennego”
  • Władimir Putin podpisał ustawę umożliwiającą osobom oskarżonym i skazanym za najcięższe przestępstwa kryminalne legalne zawieranie kontraktów z wojskiem
  • Syn księżnej Mette-Marit zamiast trafić do więzienia, odbywa karę w luksusowych warunkach. Zamiast celi basen i grill. Jest jednak jedno "ale"
  • Tak wyglądało baby shower Karoliny Pisarek. Był odlew ciążowego brzuszka i nie tylko
  • Kursy walut 6 sierpnia 2026 r. Co się dzieje ze złotym? Po ile jest frank, dolar i euro?
  • Flaga Timoru Wschodniego wiele tłumaczy
  • Dramat Goździalskiej w samolocie. "To było straszne"
  • Mieli pomagać zdobyć unijne dotacje. Klienci stracili 385 tys. zł
  • San Marino (miasto) (strona nie istnieje)
  • Imperium Rzymskie (strona nie istnieje)
  • Trzej dyżurni polscy wieszczowie
  • Aneta Zając przeszła spektakularną przemianę. Teraz mówi o zajadaniu stresu
  • Luksusowe baby shower Karoliny Pisarek. Pokazała kadry w sieci
  • Rafał Brzozowski zachwyca się żoną. Wyjawił, jaki był początek ich relacji
  • Akop Szostak miał odpocząć od związków. Nie wytrzymał długo
  • Plotki się potwierdziły. Pazura i Chotecka mają za sobą prawie 40 lat małżeństwa
  • Cichopek wskoczyła w obcisły kostium. Na pierwszym planie wielki dekolt. Kurzajewski oszalał
  • Jacek Poniedziałek w szczerych słowach o relacji z Bogiem. Zdradził, w co wierzy
  • Hiroshima: wspomnienia bez bezpośredniego odniesienia do głównego sprawcy t
  • Tak wygląda areszt domowy syna przyszłej królowej Norwegii. 100-metrowa posiadłość i prywatny basen to dopiero początek
  • Tajemnicze dane zabezpieczone przez Armię Czerwoną po zajęciu Berlina dotyczące projektu Nonsensopedia, który miał zapewnić Niemcom zwycięstwo w wojnie
  • Kiedy inni szukają wymówek, on przesuwa granice tego, co w ogóle jest możliwe
  • Julia Żugaj zatrzymała pociąg po fatalnej pomyłce. Nie do wiary, ile musiała później zapłacić
  • Reżyser "Rancza" wygadał się ws. nowych odcinków. Rozwiał wątpliwości
  • Najpiękniejsze stylizacje Marty Nawrockiej. Ma coś, czego jej poprzedniczki nie stosowały!
    RAKGURUGURU
    Spłonęła puszcza. Czy polskie państwo zauważyło?

    Spłonęła puszcza. Czy polskie państwo zauważyło?

    0przeszczepów
    Spłonęła puszcza. Czy polskie państwo zauważyło?

    Puszcza Solska to ogromny kompleks leśny na Równinie Biłgorajskiej i Roztoczu. Graniczy m.in. z Lasami Janowskimi. Dominują tu żyzne gleby lessowe, ale także ubogie gleby piaszczyste, co powoduje, że drzewostany są dość zróżnicowane. Na słabszych glebach rosną głównie sosny, na lepszych pojawia się dąb, jodła czy buk.

    Pożar w Puszczy Solskiej na początku maja 2026 roku był największym pożarem lasu w Polsce od ponad 30 lat, a na Lubelszczyźnie – największym po II wojnie światowej. Objął ponad tysiąc sto hektarów. Spłonął m.in. las, który niebawem miał stać się rezerwatem przyrody Długie Bagno, z żyjącym tu głuszcem.

    By zdecydować, jak zadbać o puszczę po majowym pożarze, by miała szansę się odbudować, leśnicy z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowyc h w Lublinie pojechali do Kuźni Raciborskiej, gdzie w 1992 roku doszło do podobnej klęski. Na terenie nadleśnictw Rudy Raciborskie, Kędzierzyn i Rudziniec (było to wtedy województwo katowickie) wybuchł pożar, który objął ponad dziewięć tysięcy hektarów lasu. Żywioł rozprzestrzeniał się bardzo szybko, a warunki pogodowe, w tym wiatr i silne upały, utrudniały akcję gaśniczą.

    Dziś z tamtych doświadczeń sprzed lat chcą skorzystać leśnicy z Lubelszczyzny. Powstał specjalny 30-stronicowy dokument wytyczający kierunki działania. Pracowali nad nim pracownicy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych (RDLP) w Lublinie, ale też naukowcy, przyrodnicy i przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za ochronę środowiska.

    – Oczywiście, nie są to zasady sztywne, bo las to żywy organizm i wszystkiego nie przewidzimy. Ale wyznaczyliśmy sobie kierunki działań na najbliższe lata – mówi Mariusz Kiczyński, zastępca dyrektora do spraw gospodarki leśnej w RDLP. – Wiele osób cały czas do nas dzwoni, pisze, chce nam doradzać, zakładać powierzchnie doświadczalne. To wszystko jest o tyle ważne, że na terenie Polski i całej Europy coraz bardziej doskwiera nam susza i pożarów może być coraz więcej – dodaje.

    Bada to Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Śledztwo jest prowadzone „w sprawie” – na razie nikt nie usłyszał zarzutów. Jak przekazał mi prokurator Grzegorz Kryk, zastępca prokuratora okręgowego, śledczy wystąpili o opinię do biegłego z zakresu pożarnictwa. Ma być gotowa pod koniec sierpnia.

    Pod uwagę brane są dwie główne hipotezy – celowe podpalenie albo samozapłon. Wiadomo, że gdy doszło do pożaru, las był wysuszony, deszcz nie padał od wielu tygodni. Mieszkańcy opowiadali, że ściółka była sucha jak kartka papieru. To dlatego ogień tak szybko się rozprzestrzeniał. – Przesłuchaliśmy około 40 świadków – leśników, mieszkańców, strażaków. Zbieramy dokumentację. Ważnym dowodem są też nagrania z systemu leśnego monitoringu, ze specjalnych czujek, które są w lasach – mówi mi prokurator.

    Uberyzacja. O warunkach pracy kurierów

    Katarzyna Duda

    od 24,95 zł

    Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji

    Maria Janion

    od 38,34 zł

    Wznieciliśmy mrok. Historia mówiona polskiej sceny metalowej w latach 80. i 90.

    Marcin Lisiecki

    od 28,74 zł

    Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś

    Howard Zinn

    od 57,55 zł

    Jak uniknąć tragedii? William Szekspir a świat współczesny

    Maciej Gdula

    od 28,74 zł

    Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]

    Dominika Lasota

    od 19,14 zł

    Propagandysta, który przechytrzył Hitlera

    Peter Pomerantsev

    od 31,14 zł

    Muskizm. Świat według Elona Muska

    Ben Tarnoff, Quinn Slobodian

    od 33,54 zł

    Bez szacunku. Kryzys społeczny

    Byung-Chul Han

    od 23,94 zł

    Naród obcych. Jak odbudować wspólny dom w XXI wieku

    Ece Temelkuran

    od 28,74 zł

    Utracony kompas [o europejskiej lewicy]

    Artur Troost

    od 19,14 zł

    Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę

    Wiktoria Amelina

    od 29,95 zł

    Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna

    Andrzej Andrysiak, Janusz Kucharski

    od 23,94 zł

    Mała historia znikania. Opowieść o Rzece

    Daniel Petryczkiewicz

    od 28,74 zł

    Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]

    Piotr Wójcik

    od 19,14 zł

    Dać naturze szansę

    Leśnicy zdecydowali, że teren pożarzyska zostanie podzielony na trzy części – chodzi o to, by dostosować działania w poszczególnych strefach do kondycji drzewostanów.

    Pierwsza strefa to teren, na którym planowano rezerwat przyrody. W tym miejscu leśnicy chcą dać przyrodzie czas, by mogła się tam odbudować sama. Obszar ten został wyłączony z gospodarki leśnej i objęty tzw. ochroną bierną. – To będzie strefa, w której leśnicy ani nikt inny nie będzie prowadził żadnych czynności. Wspólnie z naukowcami i przyrodnikami będziemy tam obserwować procesy naturalne – opowiada dyrektor Kiczyński.

    W strefie pierwszej działania leśników mają się ograniczyć jedynie do wykonania zaleceń Straży Pożarnej. – Chodzi o budowę pasów przeciwpożarowych, by w razie pożaru łatwiej było w te miejsca dotrzeć – mówi zastępca nadleśniczego w Józefowie, Adam Kraczek.

    W drugiej strefie leśnicy chcą współpracować z naturą. Pozostawią wszystkie drzewa, które są w dobrej kondycji, a które mogą stanowić źródło nasion i naturalnych odnowień lasu jako całości. – Będzie to strefa działań hybrydowych, z wykorzystaniem wszystkich istniejących, żyjących fragmentów drzewostanu, które nie uległy spaleniu – dodaje Kraczek.

    To rzeczywiście bardzo rozległy obszar, który pozostanie bez jakichkolwiek działań ze strony leśników. Mają się tam toczyć tylko naturalne procesy. Leśnicy zapewniają, że w trudnych sytuacjach, gdy warunki nie będą sprzyjały samodzielnemu odnowieniu lasu, będą dosadzać poszczególne gatunki, by ten proces odnowienia wspierać. – Chcemy spróbować dać naturze szansę, chociaż nie mamy pewności, na ile to się uda – dodaje dyrektor Kiczyński.

    Leśnicy wydzielili też strefę trzecią, w której ogień narobił najwięcej szkód. Tu działania będą najbardziej intensywne – już się zresztą zaczęły. Na pożarzysku pracują harwestery i forwardery, czyli sprzęt do wycinania i usuwania z lasu spalonego drewna. Chodzi o drzewa, które na skutek pożaru obumarły i mogą stanowić zagrożenie dla ludzi i dla przyrody. .

    Po pozyskaniu tzw. grubizny, czyli drewna grubego, na powierzchni lasu pozostają oczywiście odpady, na przykład wierzchołki i gałęzie. – Będziemy je w przyszłości chcieli zmulczować, czyli zemleć odpowiednimi maszynami razem z wierzchnią warstwą gleby, aby w ten sposób wzmocnić te słabe po pożarze siedliska. Rzecz w tym, aby przy tych dużych powierzchniach wyrębów teren Puszczy Solskiej nie ulegał dalszej erozji – tłumaczy główny nadleśniczy z Józefowa, Urban Kolman.

    W strefie trzeciej, jak mówi zastępca nadleśniczego Adam Kraczek, pozostało około 20 proc. drzewostanu w dobrym stanie. – Mamy sporo pojedynczych drzew, które zachowują dobre parametry życiowe i których nikt nie będzie usuwać. Kraczek podkreśla, że w kolejnych latach w nowych nasadzeniach leśnicy będą się starali wprowadzić 20–30 proc. gatunków liściastych.

    Straty sentymentalne

    Ogień w Puszczy Solskiej objął nie tylko tereny Lasów Państwowych, ale również siedliska prywatne. Chodzi o blisko 200 działek leśnych o łącznej powierzchni ok. 280 hektarów, których właścicielami są lokalni mieszkańcy.

    Jedną z takich osób jest Arkadiusz Kozyra. – Mam tam działkę o powierzchni nieco mniejszej niż hektar. Wszystko spłonęło. Większość mieszkańców Łukowej ma tutaj takie działki. Chcielibyśmy wiedzieć, co dalej. Sprzątamy, wycinamy te drzewa, które nie mają w ogóle zielonych igieł. Niektórzy czekali, licząc, że drzewa odżyją, ale już teraz widać, jak jest. Zależy nam na tym, by ktoś nam pomógł w odnowieniu tego lasu, a na razie informacji w tym zakresie nie ma – mówi mój rozmówca.

    Zgodnie z Ustawą o lasach właściciel, który wytnie swój las, ma pięć lat, by go odnowić. – Tutaj potrzeba bardzo wielu sadzonek, bo przepisy mówią, że ma być około ośmiu tysięcy krzaków na hektar, co oznacza niemałe koszty. Niektórzy nie mają na to pieniędzy. Ale też chcemy wiedzieć, kto i w jakim zakresie nam pomoże – mówi pan Arkadiusz.

    Starosta biłgorajski Andrzej Szarlip mówi mi, że problem jest duży, dlatego napisał do wojewody i do wiceministra klimatu Mikołaja Dorożały apel o wsparcie finansowe dla właścicieli działek. – Wskazałem na problem, ale na razie nie dostaliśmy odpowiedzi. W mojej ocenie chodzi o poważne straty finansowe, ale też sentymentalne dla tych ludzi. Rozmawiałem m.in. z 80-letnim mieszkańcem Łukowej, który przez trzy dni nie jadł, gdy doszło do pożaru. Bo spłonęła jego ojcowizna, całe jego życie – miał tam cztery działki, dbał o drzewa, a dziś nie ma nic. Dlatego uważam, że powinien zostać uruchomiony jakiś rządowy program wsparcia dla tych osób – mówi starosta.

    Świerki zanikły w ciągu kilku lat

    Prof. Jarosław Socha jest przewodniczącym Komitetu Nauk Leśnych i Technologii Drewna PAN. Na co dzień pracuje na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, gdzie pełni funkcję dziekana. Jest też szefem Katedry Zarządzania Zasobami Leśnymi na tej uczelni.

    Profesor nie ma wątpliwości, że w dobie zmiany klimatu i coraz częściej występującej suszy państwo musi uaktualnić podejście do lasów i chociaż częściowo zmienić rodzaje drzew, które w nich sadzimy. Bo już dziś widać, że część gatunków wycofuje się, zamiera, i to na bardzo dużą skalę. Z każdym rokiem będzie prawdopodobnie coraz gorzej.

    Chodzi m.in. o świerk, którego na części obszarów już praktycznie nie ma. – Na Pomorzu Zachodnim świerk, który był głównym gatunkiem w lasach, w ciągu dosłownie kilku lat został niemal wyeliminowany przez suszę. Bo susza osłabia drzewa. Nie ma transpiracji (transpiracja to proces, w którym drzewa oddają wodę w postaci pary wodnej do atmosfery – przyp. red.), a bez niej drzewo się nie odżywia i nie może sobie tak po prostu trwać. Nie działają wtedy mechanizmy odpornościowe, nie ma siły się bronić. Wtedy też pojawiają się korniki jako szkodniki wtórne. One nie są pierwotną przyczyną tego zamierania, tylko na ogół atakują już osłabione drzewo – mówi profesor Socha.

    Podobnie dzieje się z jodłą i sosną, które również zamierają. – Teoretycznie sosna powinna być dość odporna na suszę, ale problem w tym, że coraz częściej pasożytuje na niej jemioła, która transpiruje wodę i osłabia drzewo – dodaje w rozmowie ze mną naukowiec z Krakowa.

    Ten tekst i wiele innych powstał dzięki naszym Darczyńcom.

    Regularne wpłaty od Was dają nam poczucie bezpieczeństwa. Dzięki nim możemy planować.

    Wspieraj nas

    Wsparcie miesięczne

    Płatność odnawialna. W każdym momencie możesz zrezygnować z płatności.

    Wsparcie jednorazowe

    Prawo nie nadąża za zmianą klimatu

    W jego ocenie dzisiaj, dostosowując się do zmian klimatu, na wystarczająco żyznych leśnych siedliskach można byłoby sadzić na przykład dąb bezszypułkowy, grab, klony lub lipę. Pod uwagę należałoby brać również gatunki obce takie jak sosna czarna czy daglezja – tyle że obowiązujące w Polsce przepisy na to nie pozwalają, bo naturalny zasięg występowania takich gatunków nie obejmuje obszaru Polski.

    – Rozmawiamy też o tym, by próbować postawić na gatunki z południa Europy, tak jak już robią to Niemcy, którzy dyskutują choćby o kasztanie jadalnym. Chodzi o drzewa, które dobrze radzą sobie w cieplejszym klimacie. Tyle że na dziś polskie prawo daje nam bardzo ograniczone możliwości. I to na pewno wymaga zmian.

    Nie ma co oczekiwać, że nowe gatunki same do nas przyjdą z południa Europy. – One nie przemieszczają się na takie odległości. Niemcy doskonale to wiedzą i już działają. A my? U nas często jest tak, że osoby, które otwarcie mówią o zmianie klimatu, jednocześnie jakby zaprzeczają temu, z czym mamy do czynienia w lasach. Trzymają się kurczowo tych „starych zasięgów” drzewostanu. I nie ma zgody na sadzenie nowych gatunków – mówi prof. Socha.

    Podkreśla też, że w Polsce w grę mogłyby wchodzić także nasadzenia bardziej wytrzymałych na wysokie temperatury powietrza klonów czy jarząbów. – Chociaż muszę podkreślić, że np. w Puszczy Solskiej, gdzie doszło do pożaru, gleby są generalnie raczej słabe i tam te wskazywane przeze mnie gatunki prawdopodobnie nie zechcą rosnąć. Ale oczywiście w żyźniejszych miejscach warto próbować. Podobnie jest z grabem, on zresztą już w części lasów zwiększył swój udział i bardzo dobrze mu służyło to, co się działo z klimatem i siedliskami przez ostatnie dziesięciolecia. Grab jest względnie odporny na suszę. Ale już np. buk w znacznej części uboższych siedlisk nie znajduje warunków do rozwoju. Dlatego to trzeba głębiej przemyśleć, bo wprowadzenie takich drzew na nowym terenie wymaga ogromnego nakładu sił i środków, a potem niewiele z tego wynika. Ale bez wątpienia potrzebujemy zmian. Nie możemy wychodzić z założenia „Jest jak jest i przy tym zostańmy” – słyszę od profesora.

    Naukowiec nie ma wątpliwości, że lasy trzeba adaptować do zmiany klimatu . Warto je m.in. zróżnicować pod względem struktury pionowej – by rosły w nich drzewa w różnym wieku, a co za tym idzie – o różnej wysokości.

    Kolejna kwestia zdaniem Jarosława Sochy to wzięcie pod uwagę konieczności przerzedzania drzewostanów. – Wiem, że to nie jest popularna opinia, że może ekolodzy się oburzą, ale taka jest rzeczywistość. Gdy drzewa rosną w silnym zagęszczeniu, nie sprzyja to rozwojowi systemów korzeniowych i jednocześnie przyspiesza wzrost na wysokości. A w czasie suszy zwiększa stres związany z brakiem wody.

    Profesor opowiada o badaniach korzeni sosen prowadzonych przy użyciu georadaru. – Georadar nam te korzenie skanuje. I wiemy już, że młode sosny mają o wiele dłuższy system korzeniowy niż te 80-letnie, co potwierdza występowanie adaptacji młodszych generacji drzew do pogłębiającej się suszy. Ale patrząc szerzej, musimy zmienić myślenie o lasach, o zasięgach poszczególnych gatunków, o zmieniającym się klimacie. Mam poczucie, że ministrowie i urzędnicy częściowo to rozumieją, odbywają się jakieś spotkania, pewne działania są inicjowane. Ale rozwiązań systemowych, myślenia o przyszłości, a nie tylko o tym, co tu i teraz, jest na dziś stanowczo za mało – podsumowuje Jarosław Socha.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Krytyka Polityczna

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA