Nie szkicuje projektów. Nie przygotowuje wizualizacji. Często sam do końca nie wie, jak będzie wyglądało dzieło, nad którym właśnie pracuje. Bierze do ręki stal, tysiące nakrętek, spawarkę i... pozwala, aby materiał sam opowiedział historię. Grzegorz Pawłowski, twórca Custom Art Garage, udowadnia, ż
6
Spis treści
Nie szkicuje projektów. Nie przygotowuje wizualizacji. Często sam do końca nie wie, jak będzie wyglądało dzieło, nad którym właśnie pracuje. Bierze do ręki stal, tysiące nakrętek, spawarkę i... pozwala, aby materiał sam opowiedział historię. Grzegorz Pawłowski, twórca Custom Art Garage, udowadnia, że zwykły garaż może stać się pracownią, z której wyjeżdżają rzeźby, stoły i lampy trafiające do domów na całym świecie.
Są miejsca, które pachną drewnem. Jego pachnie stalą. Nie ma tu białych ścian galerii, ciszy ani eleganckich fartuchów. Jest za to spawarka, szlifierka, kawałki stali i tysiące metalowych elementów, które dla większości z nas są po prostu złomem. Dla Grzegorza Pawłowskiego są początkiem czegoś zupełnie nowego. To właśnie stąd wzięła się nazwa Custom Art Garage.
Lubię rzeczy niestandardowe. „Custom”, bo wszystko jest inne niż seryjne, „Art”, bo traktuję to jak sztukę, a „Garage”, bo właśnie tutaj powstaje - w garażu. To taki prosty zlepek słów, ale dobrze oddaje to, czym się zajmuję Reklama
I rzeczywiście - trudno znaleźć drugą pracownię, z której wyjeżdżają stoły przypominające drzewa, dwumetrowe rzeźby Jokera, feniksy z metalu czy lampy wyglądające jak macki Krakena.
Fot. Custom Art Garage
Wszystko zaczęło się... przypadkiem
Choć dziś stal jest jego znakiem rozpoznawczym, wcale nie była miłością od pierwszego wejrzenia. Owszem, w szkole nauczył się spawać, ale później przez wiele lat nie miał z tym nic wspólnego. Dopiero po czasie pojawiła się potrzeba stworzenia czegoś dla siebie.
Chciałem zrobić coś niestandardowego. I jakoś tak samo z siebie poszło. Reklama Z czasem odkrył, że właśnie stal daje mu największą swobodę. Nie próbuje jej ukrywać pod grubą warstwą farby. Wręcz przeciwnie.
Podoba mi się jej surowość i charakter. Im mniej ją zakrywam, tym jest ciekawsza. To chyba najlepiej opisuje jego styl. Nie walczy z materiałem. Pozwala mu mówić.
To nie są meble. To są historie
Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że robi stoły. Albo stoliki. Albo lampy. Ale po chwili człowiek orientuje się, że to nie do końca prawda. Każdy z tych przedmiotów wygląda tak, jakby miał własny charakter. Nogi stołu przypominają korzenie starego drzewa. Lampa nie jest lampą. Jest macką potwora wynurzającą się z głębin. Rzeźba nie przedstawia człowieka. Przedstawia emocje.
Fot. Custom Art Garage
Bez projektu. Bez planu. Bez gwarancji
Większość projektantów zaczyna od kartki papieru. Grzegorza... nie. Nie tworzy wizualizacji. Nie przygotowuje rysunków technicznych. Nie pokazuje klientowi gotowego projektu. To ryzykowne. Bo klient kupuje coś, czego jeszcze nie ma. A autor często sam nie wie, jak dokładnie będzie wyglądał efekt końcowy.
Największy stres? Nie przy powracających klientach
Kilka tygodni temu na jego profilach społecznościowych pojawił się niezwykły stół inspirowany drzewem. Niedługo później klient wrócił po... stolik kawowy w tym samym stylu. Czy wtedy pojawia się presja?
Garaż to tylko przystanek
Jest jednak moment, który Grzegorz lubi najbardziej. Nie wtedy, gdy kończy spawać. Nie wtedy, gdy ostatnia nakrętka trafia na swoje miejsce. Nie wtedy, gdy gaśnie szlifierka. Największą satysfakcję daje mu chwila, kiedy jego prace trafiają do nowych właścicieli.
U mnie w garażu to jest po prostu przedmiot. Dopiero kiedy stoi w czyimś domu, staje się częścią czyjegoś życia. Ludzie jedzą przy tym stole, piją kawę, spotykają się z rodziną. Wtedy ten przedmiot nabiera zupełnie innego znaczenia. Reklama Są realizacje, które dopiero w nowych wnętrzach pokazały swój pełny potencjał. Najbardziej zapadły mu w pamięć trzy. Ogromny stół. Dwumetrowa rzeźba Jokera. I równie imponujący Feniks.
W garażu nie było możliwości pokazać ich tak, jak wyglądały później u klientów. Dopiero tam nabrały charakteru. Tysiące nakrętek i ani razu: "Po co ja się na to zgodziłem?"
Patrząc na jego prace, trudno uwierzyć, ile cierpliwości wymagają. Niektóre powstają z dziesiątek tysięcy nakrętek. Każda musi zostać odpowiednio ustawiona i przyspawana. Można by pomyśleć, że w połowie pracy pojawia się pytanie: "Po co mi to było?". Nie u niego.
Fot. Custom Art Garage
Jedne projekty powstają trzy dni. Inne dwa tygodnie. Największe nawet miesiąc. Tak było z pierwszym dużym zleceniem - monumentalnym Jokerem. To właśnie ta realizacja do dziś pozostaje dla niego najważniejsza.
Fot. Custom Art Garage
Nie wszystko da się zrobić
Choć wydaje się, że w jego pracowni wszystko jest możliwe, zdarzyło mu się odmówić. Tylko dwa razy. Nie dlatego, że projekt był zły. Po prostu uważał wtedy, że nie jest jeszcze gotowy.
Internet zmienił wszystko
Czy da się dziś żyć z tworzenia stalowych rzeźb? Jeszcze kilka lat temu odpowiedź byłaby zupełnie inna.
Są dzieła, z którymi trudno się rozstać
Zapytany, czy istnieje praca, której nie chciał sprzedać, uśmiecha się. Jeszcze do niedawna odpowiedź brzmiała: tak. Przez rok w jego garażu stała niemal dwumetrowa rzeźba wykonana z nakrętek. Nazwał ją Gort.
– Tak się do niej przywiązałem, że stwierdziłem, że jej nie sprzedam... aż w końcu sprzedałem. I chyba właśnie tak wygląda życie twórcy. Trzeba pozwolić swoim dziełom odejść. Bo tylko wtedy mogą zacząć żyć własnym życiem.
I może właśnie dlatego Custom Art Garage to coś więcej niż marka. To opowieść o człowieku, który kilka lat temu wszedł do garażu z pomysłem zrobienia czegoś "dla siebie". Dziś z tego samego garażu wyjeżdżają dzieła, które trafiają do domów na całym świecie i każdego dnia przypominają swoim właścicielom, że nawet zimna stal może mieć duszę.
Obserwuj nas na Google News
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.