1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie

Więcej z sekcji rak muzgu

  • Przeczesali górę śmieci, żeby odszukać kawałek papieru. W grę wchodziła fortuna
  • Tragedia w Tatrach. Na Ewę spadł inny turysta i runęła w przepaść. Trwa zbiórka na ratowanie jej zdrowia
  • Widzowie pokochali Anielę z "1670". Martyna Byczkowska wyrasta na gwiazdę
  • Wstrząśnięty śmiercią Andrzeja Morozowskiego Piotr Kraśko żegna kolegę: "Klasy i elegancji, które w sobie miał, teraz po prostu już nie ma"
  • Półnaga Rihanna wpadła na karnawał na Barbadosie i POZAMIATAŁA w kryształowym kombinezonie. "Nasza królowa" (FOTO)
  • Jeżeli go nie widzisz, włącz monitor lub skonsultuj się z okulistą
  • Państwowe Gospodarstwo Rolne
  • John Ronald Reuel Tolkien (strona nie istnieje)
  • Hobbit, czyli tam i z powrotem
  • Bilbo Baggins (strona nie istnieje)
  • Eksperymenty czas zacząć…
  • Bilbo (pierwszy z lewej) z wielkim bólem serca pozostawiał swoje rodzinne strony
  • Okładka. Trochę samokrytyki nigdy nie zaszkodzi…
  • Johann Wolfgang von Goethe
  • Centrum Wartburga w Nowej Hucie
  • Najpierw ślub Brzozowskiego, a już takie wieści. To było do przewidzenia
  • Wiśniewska mówi wprost. "Oświadczenie mojego męża nie było przypadkowe"
  • Kuligowska o walce Morozowskiego z chorobą. Ujawniła, co działo się za kulisami
  • Bedoes mieszka w syfie jak Chylińska. Pokazał apartament. Partnerka zasłaniała, co tylko mogła
  • Grecka willa Gawlińskiego zachwyca rozmachem. Basen, gaj oliwny i nieziemskie widoki [ZDJĘCIA]
  • Understanding Old Gmail Accounts: Risks and Alternatives
  • 10 Best Websites to Verified Cash App Accounts Safely
  • Pomoc w wypełnieniu ankiety :))
  • Essential Guide to Old Gmail Accounts Safely
  • The Safest Websites to Verified Cash App Accounts
  • Uzbrojony mężczyzna czekał na Trumpa! Potem incydent ze śmigłowcem
  • Po "Love is Blind" ludzie zaczęli zaczepiać ją na ulicy. Zdradziła, co mówią jej prosto w twarz
  • Administracja w Białymstoku potrafi „usónąć” sople, a Ty?
  • Wyobrażenie Polaków o zagranicy
  • Przykład cenzury politycznej
    RAKGURUGURU
    Z garażu do domów na całym świecie - Grzegorz Pawłowski tworzy sztukę ze stali, której nie da się pomylić z niczym innym

    Z garażu do domów na całym świecie - Grzegorz Pawłowski tworzy sztukę ze stali, której nie da się pomylić z niczym innym

    0przeszczepów
    1986odsłon
    Mazowieckie

    Nie szkicuje projektów. Nie przygotowuje wizualizacji. Często sam do końca nie wie, jak będzie wyglądało dzieło, nad którym właśnie pracuje. Bierze do ręki stal, tysiące nakrętek, spawarkę i... pozwala, aby materiał sam opowiedział historię. Grzegorz Pawłowski, twórca Custom Art Garage, udowadnia, ż

    6

    Spis treści

    Nie szkicuje projektów. Nie przygotowuje wizualizacji. Często sam do końca nie wie, jak będzie wyglądało dzieło, nad którym właśnie pracuje. Bierze do ręki stal, tysiące nakrętek, spawarkę i... pozwala, aby materiał sam opowiedział historię. Grzegorz Pawłowski, twórca Custom Art Garage, udowadnia, że zwykły garaż może stać się pracownią, z której wyjeżdżają rzeźby, stoły i lampy trafiające do domów na całym świecie.

    Są miejsca, które pachną drewnem. Jego pachnie stalą. Nie ma tu białych ścian galerii, ciszy ani eleganckich fartuchów. Jest za to spawarka, szlifierka, kawałki stali i tysiące metalowych elementów, które dla większości z nas są po prostu złomem. Dla Grzegorza Pawłowskiego są początkiem czegoś zupełnie nowego. To właśnie stąd wzięła się nazwa Custom Art Garage.

    Lubię rzeczy niestandardowe. „Custom”, bo wszystko jest inne niż seryjne, „Art”, bo traktuję to jak sztukę, a „Garage”, bo właśnie tutaj powstaje - w garażu. To taki prosty zlepek słów, ale dobrze oddaje to, czym się zajmuję Reklama

    • mówi.

    I rzeczywiście - trudno znaleźć drugą pracownię, z której wyjeżdżają stoły przypominające drzewa, dwumetrowe rzeźby Jokera, feniksy z metalu czy lampy wyglądające jak macki Krakena.

    Fot. Custom Art Garage

    Wszystko zaczęło się... przypadkiem

    Choć dziś stal jest jego znakiem rozpoznawczym, wcale nie była miłością od pierwszego wejrzenia. Owszem, w szkole nauczył się spawać, ale później przez wiele lat nie miał z tym nic wspólnego. Dopiero po czasie pojawiła się potrzeba stworzenia czegoś dla siebie.

    • Chciałem zrobić coś niestandardowego. I jakoś tak samo z siebie poszło. Reklama Z czasem odkrył, że właśnie stal daje mu największą swobodę. Nie próbuje jej ukrywać pod grubą warstwą farby. Wręcz przeciwnie.

    • Podoba mi się jej surowość i charakter. Im mniej ją zakrywam, tym jest ciekawsza. To chyba najlepiej opisuje jego styl. Nie walczy z materiałem. Pozwala mu mówić.

    To nie są meble. To są historie

    Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że robi stoły. Albo stoliki. Albo lampy. Ale po chwili człowiek orientuje się, że to nie do końca prawda. Każdy z tych przedmiotów wygląda tak, jakby miał własny charakter. Nogi stołu przypominają korzenie starego drzewa. Lampa nie jest lampą. Jest macką potwora wynurzającą się z głębin. Rzeźba nie przedstawia człowieka. Przedstawia emocje.

    • Jeśli robię stół, to oczywiście musi spełniać swoją funkcję. Ale nie chcę, żeby był zwykłym meblem. Chcę, żeby ktoś najpierw się zatrzymał i zastanowił, co to właściwie jest. Dopiero później zobaczył, że można przy nim wypić kawę. To właśnie ten moment zaskoczenia jest dla niego najważniejszy. Efekt „wow". Ale taki, który nie mija po pięciu minutach.

    Fot. Custom Art Garage

    Bez projektu. Bez planu. Bez gwarancji

    Większość projektantów zaczyna od kartki papieru. Grzegorza... nie. Nie tworzy wizualizacji. Nie przygotowuje rysunków technicznych. Nie pokazuje klientowi gotowego projektu. To ryzykowne. Bo klient kupuje coś, czego jeszcze nie ma. A autor często sam nie wie, jak dokładnie będzie wyglądał efekt końcowy.

    • Tworzę wszystko z ręki. To ryzyko również dla mnie, bo nigdy do końca nie wiem, jak dana rzecz będzie wyglądała. Paradoksalnie właśnie to sprawia, że każda realizacja jest jedyna w swoim rodzaju. Drugiej takiej po prostu nie będzie.

    Największy stres? Nie przy powracających klientach

    Kilka tygodni temu na jego profilach społecznościowych pojawił się niezwykły stół inspirowany drzewem. Niedługo później klient wrócił po... stolik kawowy w tym samym stylu. Czy wtedy pojawia się presja?

    • Wręcz przeciwnie. Skoro ktoś wraca, to znaczy, że pierwszy projekt zdał egzamin. Największa presja jest przy pierwszym zamówieniu. Wtedy klient jeszcze nie wie, czego się spodziewać. Reklama I trudno się dziwić. Skoro nie ma projektu. Nie ma wizualizacji. Jest tylko zaufanie.

    Garaż to tylko przystanek

    Jest jednak moment, który Grzegorz lubi najbardziej. Nie wtedy, gdy kończy spawać. Nie wtedy, gdy ostatnia nakrętka trafia na swoje miejsce. Nie wtedy, gdy gaśnie szlifierka. Największą satysfakcję daje mu chwila, kiedy jego prace trafiają do nowych właścicieli.

    • U mnie w garażu to jest po prostu przedmiot. Dopiero kiedy stoi w czyimś domu, staje się częścią czyjegoś życia. Ludzie jedzą przy tym stole, piją kawę, spotykają się z rodziną. Wtedy ten przedmiot nabiera zupełnie innego znaczenia. Reklama Są realizacje, które dopiero w nowych wnętrzach pokazały swój pełny potencjał. Najbardziej zapadły mu w pamięć trzy. Ogromny stół. Dwumetrowa rzeźba Jokera. I równie imponujący Feniks.

    • W garażu nie było możliwości pokazać ich tak, jak wyglądały później u klientów. Dopiero tam nabrały charakteru. Tysiące nakrętek i ani razu: "Po co ja się na to zgodziłem?"

    Patrząc na jego prace, trudno uwierzyć, ile cierpliwości wymagają. Niektóre powstają z dziesiątek tysięcy nakrętek. Każda musi zostać odpowiednio ustawiona i przyspawana. Można by pomyśleć, że w połowie pracy pojawia się pytanie: "Po co mi to było?". Nie u niego.

    • Nigdy. Lubię to. Siadam, dokładam kolejne nakrętki i nagle z dziesięciu, stu czy tysiąca elementów zaczyna wyłaniać się całość. To jest przyjemność.

    Fot. Custom Art Garage

    Jedne projekty powstają trzy dni. Inne dwa tygodnie. Największe nawet miesiąc. Tak było z pierwszym dużym zleceniem - monumentalnym Jokerem. To właśnie ta realizacja do dziś pozostaje dla niego najważniejsza.

    • To była wysoko zawieszona poprzeczka.

    Fot. Custom Art Garage

    Nie wszystko da się zrobić

    Choć wydaje się, że w jego pracowni wszystko jest możliwe, zdarzyło mu się odmówić. Tylko dwa razy. Nie dlatego, że projekt był zły. Po prostu uważał wtedy, że nie jest jeszcze gotowy.

    • Bałem się, że mnie pokona. Nie chciałem oddać czegoś, z czego sam nie byłbym zadowolony. To chyba najlepszy dowód na to, że największym krytykiem jego prac jest... on sam.

    Internet zmienił wszystko

    Czy da się dziś żyć z tworzenia stalowych rzeźb? Jeszcze kilka lat temu odpowiedź byłaby zupełnie inna.

    • Teraz jest łatwiej. W dużej mierze dzięki internetowi. Około 90 procent moich prac sprzedaję właśnie tam. Gdyby nie internet, na samym lokalnym rynku byłoby bardzo trudno się z tego utrzymać. Bo nie każdy marzy o lampie przypominającej Krakena. Nie każdy chce mieć Feniksa ze stali. Ale gdzieś w Polsce zawsze znajdzie się ktoś, kto właśnie tego szuka.

    Są dzieła, z którymi trudno się rozstać

    Zapytany, czy istnieje praca, której nie chciał sprzedać, uśmiecha się. Jeszcze do niedawna odpowiedź brzmiała: tak. Przez rok w jego garażu stała niemal dwumetrowa rzeźba wykonana z nakrętek. Nazwał ją Gort.

    – Tak się do niej przywiązałem, że stwierdziłem, że jej nie sprzedam... aż w końcu sprzedałem. I chyba właśnie tak wygląda życie twórcy. Trzeba pozwolić swoim dziełom odejść. Bo tylko wtedy mogą zacząć żyć własnym życiem.

    I może właśnie dlatego Custom Art Garage to coś więcej niż marka. To opowieść o człowieku, który kilka lat temu wszedł do garażu z pomysłem zrobienia czegoś "dla siebie". Dziś z tego samego garażu wyjeżdżają dzieła, które trafiają do domów na całym świecie i każdego dnia przypominają swoim właścicielom, że nawet zimna stal może mieć duszę.

    Obserwuj nas na Google News

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA