
Katedra w Chartres ustępuje we Francji znaczeniem jedynie paryskiej Notre-Dame. Cudem ocalała podczas rewolucji francuskiej i II wojny światowej. Średniowieczną tradycję pielgrzymek do jej progów wskrzesił nawrócony ateista, zdumiewający myśliciel katolicki.
Misterne detale kamiennych elewacji sprawiają wrażenie, że katedra płonie – dlatego mówi się, że katedra w Chartres to klasyczny przykład tzw. gotyku płomienistego. Gdy jednak wejdzie się do wnętrza świątyni, błękit monumentalnych witraży koi skołatane pielgrzymie serca. Świątynia zbudowana w XIII w. uchodzi za szczytowe osiągnięcie francuskiej architektury tego okresu. Jest prawdopodobnie szóstym kościołem wzniesionym w tym miejscu. Konsekrowano go w 1260 r. Liczy 130 m długości. Jego nawa główna ma 16,4 m szerokości i 37 m wysokości. Wieże sięgają 105 i 113 metrów wysokości. Kompleks zdobi ponad 10 tysięcy rzeźb oraz 160 kolorowych witraży. To jeden z najbardziej kompletnych i najlepiej zachowanych średniowiecznych zespołów witrażowych. Ma łącznie powierzchnię ponad 2600 m²!
Szata Maryi
Katedra dedykowana jest Najświętszej Maryi Pannie (Notre-Dame). Nic więc dziwnego, że na witrażach dominuje tzw. błękit z Chartres – intensywny odcień koloru niebieskiego, który kojarzony jest – także w liturgii – z Maryją.
W jednej z kaplic apsydy wystawiona jest relikwia szaty Matki Bożej (Sancta Camisa). Trudno oczywiście potwierdzić jej autentyczność, ale wiadomo, że była ona darem dla (wcześniejszej) katedry w Chartres od cesarza Karola II Łysego (823–877).
Nie mniejszą czcią – jak mogłem przekonać się niedawno – cieszy się słynąca łaskami figura Matki Bożej na Kolumnie, znajdująca się w sąsiedniej kaplicy. To XVI-wieczna, polichromowana rzeźba z drewna gruszowego, ukoronowana koronami papieskimi w 1855 r. za pontyfikatu papieża Piusa IX.
Nietypowy labirynt
Ciekawość zwiedzających przyciąga labirynt ułożony z białych i czarnych kamieni w posadzce głównej nawy świątyni. Ma on kształt koła o promieniu nieco ponad 6 m. Wejście do niego znajduje się od strony bramy głównej katedry, a punkt docelowy – w środku tego koła. Różni się on jednak istotnie od labiryntu, który znamy z greckiej mitologii: nie ma w nim ślepych uliczek. Prowadząca przez niego ścieżka – kręta i długa (liczy 261,5 m!) – zawsze doprowadzi do celu. Można to zinterpretować jako metaforę drogi, jaką Opatrzność Boża prowadzi chrześcijanina – jest to droga skomplikowana i pełna zakrętów, ale niezawodnie prowadząca do Boga. Obecnie labirynt jest słabo wyeksponowany – przysłaniają go rzędy ustawionych na nim krzeseł. Może to i dobrze, bo bywa on interpretowany w kluczu magicznym, a więc bynajmniej nie chrześcijańskim. Tymczasem był on w średniowieczu swego rodzaju pomocą dla pątników, w pewnym sensie: drogą na skróty. Pokonując go na kolanach, doświadczali w ciągu pół godziny tego samego, co pielgrzymi całymi miesiącami zdążający Jerozolimy. Podczas rewolucji francuskiej agresywni bojówkarze zaczęli niszczyć rzeźby na północnej elewacji świątyni, ale zostali powstrzymani przez przeważające siły mieszczan. Lokalny komitet rewolucyjny postanowił jednak wysadzić katedrę w powietrze. Architekt wezwany, by wskazać miejsca, w których najlepiej byłoby podłożyć ładunki wybuchowe, uratował perłę gotyku, mówiąc, że ilość gruzu byłaby tak ogromna, że zablokowałaby okoliczne ulice na miesiące, jeśli nie lata, a jego uprzątnięcie kosztowałoby krocie. Katedrę zgodnie z rewolucyjnym trendem przemianowano więc w 1793 r. na Świątynię Rozumu, a potem – Świątynię Istoty Najwyższej. Jednak już po dwóch latach zwrócono ją katolikom.
Musiałem to zrobić
Wskrzeszenie średniowiecznej tradycji pielgrzymkowej w Chartres kojarzone jest z nazwiskiem Charlesa Péguy (1873–1914). Był on zdeklarowanym ateistą, bezkompromisowym działaczem politycznym i publicystą socjalistycznym. Przed I wojną światową powrócił do wiary katolickiej. Jego teksty są świadectwem zdumiewającej głębi duchowej. Wielki teolog Hans Urs von Balthasar stwierdził nawet, że nikt nigdy nie pisał po chrześcijańsku tak, jak Péguy. W 1912 r. jego 9-letni wówczas syn Pierre zachorował na dur brzuszny. „Musiałem to zrobić. Idę prosić Matkę Bożą o zdrowie dla naszego syna i łaskę wiary dla Ciebie” – kartkę tej treści Charles zostawił żonie, wychodząc nocą na trzydniową samotną pielgrzymkę pieszą z Paryża do katedry w Chartres. „Matka Boża uratowała mnie przed rozpaczą. (…) Tak wiele wycierpiałem i tak bardzo się modliłem... Ale mam skarby łaski, nadmiar niewyobrażalnych łask” – pisał potem Péguy. (Nie udało mi się znaleźć szczegółów, ale wiadomo, że syn, w którego intencji ojciec pielgrzymował do Chartres, dożył roku 1941). Sam Charles Péguy zginął na początku I wojny światowej jako oficer armii francuskiej, a krótko po tym jego żona i dzieci przyjęli chrzest.
Do tej historii odwołują się pozostający w łączności z papieżem tradycjonaliści katoliccy ze stowarzyszenia Notre-Dame de Chrétienté, którzy 44 lata temu zainicjowali piesze pielgrzymki z Paryża do Chartres. Nie ukrywali przy tym, że inspirowali się m.in. polskimi marszami pątników na Jasną Górę. Tegoroczną pielgrzymkę, która zgromadziła około 20 tysięcy w większości młodych ludzi (średnia wieku – 22 lata!) opisywaliśmy w jednym z czerwcowych numerów „Gościa Niedzielnego” (23/2026).
Rozkaz: zniszczyć wieże!
Dramatyczny moment w historii katedry miał miejsce 16 sierpnia 1944 r. Dowódcy amerykańskich wojsk byli przekonani, że Niemcy wykorzystują górujące nad okolicą wieże katedry jako stanowiska obserwacyjne artylerii. Padł już rozkaz ich ostrzelania. Otrzymał go 43-letni pułkownik Welborn Barton Griffith Jr. Zanim jednak nakazał skierowanie luf w stronę bezcennego zabytku, amerykański oficer wraz z żołnierzem ochotnikiem zaryzykowali wypad do katedry, by sprawdzić, czy obsadzili ją niemieccy obserwatorzy. Okazało się, że nikogo tam nie było. Amerykanie rozkołysali więc dzwony świątyni. Na ten sygnał rozkaz ataku został odwołany. Niestety, sam płk Griffith zginął tego samego dnia podczas walk w mieście Lèves, niedaleko Chartres.
Kto ustanowił Niemców sędziami narodów?
Zanim najważniejszym ośrodkiem teologicznym we Francji stała się paryska Sorbona, podobną rolę spełniała słynna szkoła przykatedralna w Chartres. Był z nią związany m.in. angielski uczony Jan z Salisbury – uczeń Piotra Abelarda i sekretarz św. Tomasza Becketa, który stanął po jego stronie przeciw królowi Henrykowi II. Po męczeńskiej śmierci abp. Becketa przed ołtarzem katedry w Canterbury Jan z Salisbury uciekł do Francji. W 1176 r. został biskupem Chartres. Nadał on chrześcijańską interpretację ideałom humanizmu. W tym kontekście mówi się dziś o XII-wiecznym renesansie. Jan z Salisbury znany jest też jako autor powtarzanego potem wielokrotnie retorycznego pytania: „Kto ustanowił Niemców sędziami narodów?”
Dzisiejsze Chartres to niespełna 40-tysięczne miasto w departamencie Eure-et-Loir. Warto je odwiedzić podczas wycieczki do Paryża – to tylko niecałe 100 km na południowy zachód od stolicy Francji.
Jarosław Dudała Dziennikarz, prawnik, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Były korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Katowicach. Współpracował m.in. z Radiem Watykańskim i Telewizją Polską. Od roku 2006 pracuje w „Gościu”.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.