
tworzy historie, które bawią i uczą najmłodszych. Teraz mieszkanka Pruszcza Gdańskiego Magdalena Bielicka wraca z trzecią częścią przygód Telepatka i Melepetka. W książce „Skarb Mennonitów” zabiera dzieci na Żuławy i Mierzeję Wiślaną, pokazując, że najciekawsze przygody często czekają tuż za rogiem.
Gratulacje z okazji premiery trzeciego tomu przygód Telepatka i Melepetka. Jakie emocje towarzyszą Pani przy wydaniu kolejnej książki?
Z pewnością radosne oczekiwanie na druk książki. Jestem ciekawa, czy będzie wyglądała tak dobrze, jak to sobie wyobrażam. Ale bez wątpienia również stres, bo tym razem nie tylko napisanie, ale i całą wydawniczą pracę wzięłam na siebie: redakcję i korektę, pozyskanie partnerów i patronów, sprawy związane z dystrybucją i promocją. Skąd wziął się pomysł na stworzenie sympatycznych myszek Telepatka iMelepetka? Czy mają one swoje pierwowzory?
Pierwowzorów nie mają, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, choć z pewnością nie są pierwszymi myszami w literaturze dziecięcej. Myszy „zrodziły się” przy okazji powieści „No i bajka!”, którą pisałam ponad dekadę temu. Bohaterkę tej książki uczyniłam piszącą do szuflady autorką bajek. Na potrzeby całej historii stworzyłam też bajkę, niejako spod pióra bohaterki. Dlaczego były to myszy? Chyba dlatego, że bohaterka była taką trochę „szarą myszką” i na zasadzie skojarzeń padło właśnie na gryzonie. Imiona wymyślaliśmy wspólnie z mężem, szukając czegoś dziecięcego i zabawnego. Wyszły trochę trudne w wymowie, przynajmniej dla dzieci, ale za to chyba niepodrabialne. Bajka była częścią powieści. Z recenzji, jakie miała ta książka, wniosek był jeden: bajka jako bonus do historii obyczajowej, miłosnej, jest super! Postanowiłam napisać cały tom przygód Telepatka i Melepetka. Wydałam go w wydawnictwie na zasadach selfpublishing-u. Drugi tom, zanim zdecydowałam się pokazać wydawnictwom, wysłałam na ogólnopolski konkurs literacki. Książka zajęła pierwsze miejsce i w nagrodę została wydana przez wydawnictwo „Jedność” z Kielc. To było dziewięć lat temu.
„Skarb Mennonitów” otwiera nowy cykl „Polskie Krainy”. Dlaczego właśnieŻuławy i Mierzeja Wiślana zostały wybrane na początek tej serii? Żuławy, przynajmniej Żuławy Gdańskie, zjeździłam podczas pracy zawodowej, zajmują się promocją jednej z gmin. Poznałam wówczas wielu ludzi i wiele miejsc. Jedno z takich miejsc znalazło się na kartkach książki. Wraz z niezwykłą osobą, która to miejsce stworzyła. Prywatnie od lat regularnie przemierzam Żuławy Gdańskei i Żuławy Wiślane, kierując się na Mierzeję Wiśliną, którą sobie ukochałam jako miejsce na odpoczynek, spacer po plaży, szukanie bursztynów po sztormie. Niejednokrotnie czytałam o Żuławach, o historii, architekturze, specyficznym ukształtowaniu terenu. Jest to region o którym z pewnością pisze i mówi wiele zacnych osób, ale nie spotkałam się dotąd z książką, która w sposób lekki, przygodowy, opowiedziałaby o tej części Polski dzieciom. A że poprzedni tom przygód Telepatka i Melepetka, ten nagrodzony, miał charakter edukacyjno – przygodowy, postanowiłam iść ze swoimi myszami w tym kierunku. Mam Żuławy i Mierzeję niejako „pod nosem”, a że jest to region z wielu względów fascynujący, wybór był dla mnie oczywisty.
Książka została wydana własnym sumptem. Jakie były największe wyzwaniazwiązane z samodzielnym wydaniem publikacji? Pozyskanie partnerów. A przynajmniej tak mi się na początku wydawało. Tymczasem władze miast i gmin podeszły do publikacji z dużą życzliwością. Zwrócili uwagę nie tylko na fabułę, ale też przemycone przy okazji wiadomości o regionie. Dla wielu z samorządowców istotna była podkreślona w treści tak istotna ochrona przeciwpowodziowa Żuław.
Jak ważna jest dla Pani taka współpraca przy realizacji kolejnych książek?
Taka współpraca, zwłaszcza gdy obie strony są usatysfakcjonowane, jest bezcenna. Mówię o tej satysfakcji nie bez powodu. Bo wydanie książki, czyli mój cel, to jedno. A produkt w postaci książki mocno osadzonej lokalnie, to z pewnością wartościowy „gadżet” dla każdego samorządu. A w mojej ocenie, każdy włodarz, jeśli ma wybór, woli podarować małemu mieszkańcowi wartościową książkę niż kolejny bidon czy worko-plecak. Czy uważa Pani, że literatura może zachęcić dzieci do odkrywania miejsc,które mają niemal na wyciągnięcie ręki?
Oczywiście, że tak. Literatura dziecięca, czytana samodzielnie przez dzieci lub czytana przez dorosłych na głos dzieciom, ma ogromny wpływ na rozwój wyobraźni, a co za tym idzie inspiruje do odkrywania nowych miejsc, także tych całkiem blisko, do których można pójść choćby zaraz.
Jakie wartości chciałaby Pani przekazać najmłodszym poprzez przygodyTelepatka i Melepetka?
W książkach o Telepatku i Melepetku podkreślam takie wartości jak przyjaźń, zgoda, empatia, niesienie pomocy innym. Myszki są ponadto ciekawe świata, otwarte na innych, nie zawsze odważne, ale zawsze dzielne. Jakie regiony Polski Telepatek i Melepetek odwiedzą w kolejnychczęściach cyklu „Polskie Krainy”?
Przymierzam się do Kaszub. W dalszych planach mam Kociewie i Powiśle. Ale jaki region ostatecznie będzie następny, to pewnie czas pokaże.
Dziękuję za rozmowę.
Co sądzisz na ten temat?
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.