1. RAK
  2. ›
  3. Pomorskie

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie

Więcej z sekcji Pomorskie

  • Zobowiązani do pamięci
  • We wrześniu ruszamy do Gietrzwałdu
  • Obelisk wołyński w Pogrodziu
  • Odkrycie brata Fortunata
  • • Czeczewo najpiękniejszą wsią w powiecie! Rozstrzygnięto konkurs
  • Żniwa - czas ciężkiej pracy i wielkiego ryzyka. Apel do rolników i kierowców
  • Powiat kartuski zaprasza na rodzinny rajd rowerowy z Kartuz do Żukowa
  • • Jonathan Milan zwycięzcą pierwszego etapu 83. Tour de Pologne
  • •17:25 Telepatek i Melepetek odkrywają Żuławy. Rozmowa z Magdaleną Bielicką
  • NOWE Na początek stabilne podłoże. Trwa budowa Nowej Opackiej
  • TYLKO U NAS Muzyczny weekend w Gdańsku. Przed nami Rockowizna Festiwal!
  • NOWE Profilaktyka raka szyjki macicy. Test HPV HR zamiast cytologii
  • Artykuł sponsorowany Pizzeria w szczycie weekendu: jak nowoczesna kasa fiskalna do pizzerii skraca czas
  • Weź udział w badaniu i oceń zdrowie swojego miasta
  • Gmina dofinansowała zakup samochodu dla sopockich strażaków
  • Trzy koprodukcje Gdańskiego Funduszu Filmowego na 51. FPFF w Gdyni
  • Ponad 4,7 mln zł dofinansowania na remonty kolejnych 43 mieszkań komunalnych
  • Z Polski do Maroka rowerem. Dla podopiecznych Cancer Fighters
  • Historia Gdyni, do której można zajrzeć
  • •13:25 Gmina Pszczółki: Dni Cysterskie w Skowarczu. Będzie się działo!
  • Sportowe emocje – siatkarska moc. W weekend na Ołowiance
  • •12:25 Pruszcz Gdański: Lanberry na scenie Faktorii Kultury
  • ORP „Iskra” z żaglem stulecia otworzyła się dla zwiedzających
  • „Mosty Kultur” - warsztaty teatralno-muzyczne w Sopocie
  • NOWE Most na Elżbietańskiej przebudowany. Otwarcie w połowie sierpnia
  • EDMUND DUŁAK (†
  • 65,5 proc. młodych Polaków wykorzystuje sztuczną inteligencję przy podejmowaniu decyzji zakupowych
  • Turystyczny Serwis Miasta
  • Wtorek "atrakcji worek" na Jarmarku św. Dominika
  • ALFONS MONDRY (†
    RAKGURUGURU
    STRAŻ ŁOWIECKA zamyka sprawę strażniczki. Myśliwi nie odpuszczają

    STRAŻ ŁOWIECKA zamyka sprawę strażniczki. Myśliwi nie odpuszczają

    RAK0RAK0przeszczepów
    3272 odsłon
    STRAŻ ŁOWIECKA zamyka sprawę strażniczki. Myśliwi nie odpuszczają

    Państwowa Straż Łowiecka nie potwierdziła zarzutów wobec strażniczki działającej w powiecie bytowskim, a Pomorski Urząd Wojewódzki po dochodzeniu nie znalazł podstaw do dalszych działań. Część myśliwych nie zgadza się z

    Dodaj komentarz

    Państwowa Straż Łowiecka nie potwierdziła zarzutów dotyczących strażniczki działającej na terenie powiatu bytowskiego. Pomorski Urząd Wojewódzki przeprowadził czynności wyjaśniające i nie znalazł podstaw do dalszych działań.

    ::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

    Część myśliwych nie zgadza się jednak z takim rozstrzygnięciem. Twierdzą , że posiadają dokumenty dotyczące przyjmowania tusz i zapowiadają przekazanie ich policji lub prokuraturze.

    ::event{"type":"vertical","item":"1085"}

    Aby zrozumieć, dlaczego odpowiedź urzędu nie uspokoiła sytuacji, trzeba wrócić do początku wojny, która od wielu miesięcy trwa w środowisku łowieckim w rejonie Jasienia i Żukówka . Zaczęło się od strzałów nad jeziorem, rannego psa i zarzutów o polowanie bez wymaganych wpisów.

    Później pojawiły się oskarżenia o wybiórcze kontrole, nocne polowania, fałszowanie ewidencji, próby usuwania niewygodnych członków oraz możliwy konflikt interesów związany z punktem skupu dziczyzny.

    Każda ze stron przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Jedni mówią o „prywatnym folwarku” i układzie chroniącym osoby posiadające wpływy.

    Drudzy odpowiadają, że najbardziej protestują ci, którzy sami mieli problemy z przestrzeganiem przepisów.

    STRZAŁY NAD JEZIOREM ŻUKÓWKO

    Jednym z najpoważniejszych wydarzeń, które zaogniły konflikt, był incydent nad jeziorem Żukówko . Według relacji Dariusza Michniewskiego , zastępcy rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej Polskiego Związku Łowieckiego w Gdańsku , podczas jego pobytu w terenie w obwodzie koła łowieckiego Odyniec Sopot inny myśliwy miał oddać strzały w jego kierunku.

    Michniewski twierdzi , że strzały padły z odległości około 20 –25 metrów, a śrut ranił jego psa.

    – To właśnie ja byłem bezpośrednim celem tych strzałów, a mój pies został ranny, dostając obcierkę śrutem. Sprawca strzelał dwukrotnie, oddając po 2 strzały wzdłuż linii trzcin, dokładnie w miejscu, w którym się znajdowałem.

    Jako człowiek od ponad 20 lat pracujący z bronią, instruktor i sędzia strzelectwa, doskonale odróżniam przypadkowy huk od wystrzału w kierunku człowieka – mówił Dariusz Michniewski .

    Według jego relacji myśliwy z sąsiedniego koła Trop miał polować bez wymaganych uprawnień lub wpisów w ewidencji. Michniewski uważa, że wydarzenie powinno zostać ocenione nie tylko przez organy łowieckie, ale również przez organy ścigania jako sytuacja realnego zagrożenia życia i zdrowia.

    Odmienne stanowisko przedstawiał Eugeniusz Wiatrowski , rzecznik dyscyplinarny PZŁ w Słupsku . Wskazywał , że sprawa została zbadana, trafiła do prokuratury oraz sądu łowieckiego, a myśliwy został ukarany dyscyplinarnie karą zawieszenia.

    Zdaniem Michniewskiego kara była niewspółmiernie łagodna do zagrożenia, jakie – według jego relacji – powstało nad jeziorem.

    WIATROWSKI KONTRA MICHNIEWSKI

    Sprawa doprowadziła także do otwartego sporu pomiędzy przedstawicielami struktur dyscyplinarnych Polskiego Związku Łowieckiego .

    Dariusz Michniewski zarzucał Eugeniuszowi Wiatrowskiemu bagatelizowanie wydarzeń i brak bezstronności wynikający z jego przynależności do lokalnego środowiska łowieckiego. Wiatrowski odpowiadał, że postępowanie przeprowadzono zgodnie z obowiązującymi przepisami, a sprawa została niepotrzebnie rozdmuchana w ramach personalnego konfliktu.

    W tle pojawiały się również zarzuty dotyczące polowań na jelenie po zmroku i możliwych niezgodności pomiędzy wpisami w ewidencji a rzeczywistym przebiegiem polowań. Jeden z rozmówców redakcji deklarował, że posiada informacje o takich przypadkach, ale obawia się konsekwencji ujawnienia swojego nazwiska.

    Eugeniusz Wiatrowski zapowiedział, że jeśli świadek zgłosi się oficjalnie i podtrzyma swoją relację, przyjmie od niego zawiadomienie.

    – Jeżeli ten człowiek faktycznie jest świadkiem takiego zdarzenia, niech umówi się ze mną na spotkanie. Osobiście przyjmę od niego zawiadomienie.

    Jeśli potwierdzi się, że ktoś strzelał do jeleni po zmroku, powinien ponieść odpowiedzialność – deklarował rzecznik .

    Zarzuty dotyczące nocnych polowań i ewentualnego fałszowania ewidencji nie zostały dotąd potwierdzone prawomocnymi rozstrzygnięciami. Pozostają relacjami przedstawianymi przez jedną ze stron konfliktu.

    SKARGI NA STRAŻNICZKĘ

    Konflikt nad jeziorem szybko rozszerzył się na sposób funkcjonowania całego środowiska łowieckiego. Do redakcji zaczęły docierać skargi na działania strażniczki Państwowej Straży Łowieckiej związanej jednocześnie z kołem Odyniec .

    Część myśliwych zarzucała jej prowadzenie wybiórczych kontroli i podejmowanie działań przede wszystkim wobec osób krytycznych wobec zarządu. Rozmówcy twierdzili, że próbowano w ten sposób zrobić z nich kłusowników, pozbawić uprawnień albo doprowadzić do usunięcia z koła.

    Najpoważniejsze wątpliwości dotyczyły punktu skupu dziczyzny. Myśliwi twierdzili, że strażniczka jest faktycznie związana z miejscem, do którego trafiają tusze pozyskiwane podczas polowań.

    Ich zdaniem mogło to prowadzić do konfliktu interesów, ponieważ ta sama osoba miała wykonywać czynności kontrolne, a jednocześnie pozostawać w bliskiej relacji z działalnością dotyczącą przyjmowania i rozliczania zwierzyny. Punkt skupu formalnie prowadzi jej córka.

    Strażniczka nie udzieliła wówczas redakcji szczegółowej odpowiedzi. Odesłała dziennikarzy do Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego , wskazując, że ewentualne wypowiedzi musi skonsultować z prawnikiem.

    PREZES KOŁA: „TO TOTALNA BZDURA”

    Zarzuty zdecydowanie odrzucał Waldemar Syldatk , prezes koła łowieckiego Odyniec . Informował , że strażniczka od końca stycznia nie pełni funkcji w zarządzie koła, a uchwała w tej sprawie została przekazana wszystkim członkom.

    – Od końca stycznia ta pani nie pełni żadnej roli w zarządzie ani nie sprawuje funkcji do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy przez odpowiednie organy. Uchwała została przesłana do wszystkich członków koła.

    Jeżeli ktoś twierdzi, że o tym nie wie, to mówi nieprawdę – przekonywał Waldemar Syldatk .

    Prezes twierdził również, że umowa dotycząca prowadzenia punktu skupu dziczyzny nie została zawarta ze strażniczką, lecz z jej córką.

    – Z dokumentów, które analizowałem, wynika jednoznacznie, że punktu nie prowadzi strażniczka. Umowa nie jest wystawiona na nią.

    Nie widzę tu konfliktu interesów, o którym mówią nasi przeciwnicy – zaznaczał prezes koła.

    Według Syldatka działania władz koła nie były wymierzone w niewygodnych myśliwych, lecz miały doprowadzić do uporządkowania sytuacji i konsekwentnego przestrzegania prawa. Oskarżenia o „prywatny folwark” nazywał próbą odwetu ze strony osób niezadowolonych z wprowadzenia bardziej rygorystycznych zasad.

    PISMO TRAFIŁO DO WOJEWODY

    Myśliwi krytyczni wobec działalności strażniczki skierowali pismo sygnalizacyjne do Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego . Domagali się zbadania możliwego konfliktu interesów, powiązań z punktem skupu dziczyzny oraz zarzutów dotyczących wybiórczych kontroli.

    Państwowa Straż Łowiecka potwierdziła, że pismo wpłynęło, jego treść została przeanalizowana, a następnie podjęto czynności wyjaśniające.

    Jednym z najważniejszych badanych zagadnień były możliwe powiązania strażniczki z podmiotem prowadzącym skup dziczyzny.

    – W szczególności analizowano kwestię ewentualnego konfliktu interesów związanego z rzekomymi powiązaniami z podmiotem prowadzącym skup dziczyzny. Ustalono , że strażniczka nie prowadzi i nie prowadziła działalności gospodarczej w zakresie skupu lub obrotu dziczyzną.

    Umowa zlecenie na prowadzenie punktu skupu dziczyzny była zawarta z inną osobą, niebędącą pracownikiem Państwowej Straży Łowieckiej – przekazuje Artur Młodawski , Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Łowieckiej .

    Stanowisko urzędu potwierdza więc wcześniejsze wyjaśnienia prezesa Waldemara Syldatka dotyczące tego, kto formalnie zawarł umowę. Nie odpowiada jednak wprost na pytanie, czy strażniczka faktycznie wykonywała w punkcie jakiekolwiek czynności, przyjmowała tusze albo podpisywała dokumenty.

    MYŚLIWY: SĄ DOKUMENTY I PODPISY

    Jeden z myśliwych, z którym rozmawiała redakcja, nie zgadza się z ustaleniami przedstawionymi przez Państwową Straż Łowiecką . Jego zdaniem urząd ograniczył się do sprawdzenia, na kogo formalnie została zawarta umowa, nie badając dostatecznie tego, kto faktycznie przyjmował tusze i wypełniał dokumentację.

    Rozmówca twierdzi , że strażniczka miała osobiście przyjmować zwierzynę, sporządzać dokumenty dotyczące tusz, a jej dane miały pojawiać się również w elektronicznym systemie używanym przez myśliwych.

    – Dokumenty są podpisane. Jeżeli ktoś przyjmuje tuszę, wypisuje dokumenty dotyczące jej rodzaju, wagi i rozliczenia.

    W systemie również mają znajdować się dane wskazujące na strażniczkę i ten punkt skupu. To wszystko powinno zostać zabezpieczone i dokładnie zbadane – twierdzi myśliwy.

    Są to zarzuty rozmówcy, które nie zostały potwierdzone w odpowiedzi Państwowej Straży Łowieckiej . Redakcja nie przesądza również, czy dokumenty, na które powołuje się myśliwy, potwierdzają naruszenie prawa.

    Wymagałyby one zabezpieczenia oraz oceny przez uprawnione instytucje.

    Myśliwi krytyczni wobec rozstrzygnięcia PSŁ zapowiadają, że nie zamierzają kończyć sprawy na odpowiedzi urzędu.

    – Policja albo prokuratura musi to zbadać. Zamierzamy iść z tym dalej – deklaruje rozmówca.

    Na razie nie ma informacji, aby na podstawie tych dokumentów zostało już złożone formalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

    NIE POTWIERDZILI WYBIÓRCZYCH KONTROLI

    Państwowa Straż Łowiecka zbadała także zarzuty dotyczące rzekomo wybiórczego prowadzenia kontroli wobec części myśliwych. Nie znalazły one potwierdzenia.

    – W toku postępowania wyjaśniającego nie stwierdzono podstaw do uznania, że czynności kontrolne prowadzone przez strażniczkę były wykonywane w sposób wybiórczy lub z naruszeniem zasady bezstronności. Zarzuty zgłoszone w piśmie sygnalizacyjnym nie znalazły potwierdzenia w zebranym materiale – informuje komendant Artur Młodawski .

    Pomorski Urząd Wojewódzki nie planuje obecnie podejmowania kolejnych czynności. Zapewnia jednocześnie, że wszystkie przyszłe skargi i sygnały dotyczące możliwych nieprawidłowości będą analizowane na bieżąco.

    STRAŻNIK PODLEGA WOJEWODZIE

    Państwowa Straż Łowiecka przypomina, że jej strażnicy są pracownikami urzędów wojewódzkich i podlegają wojewodzie. Podczas wykonywania obowiązków stosuje się do nich odpowiednio część przepisów dotyczących Policji .

    Korzystają również z ochrony prawnej przysługującej funkcjonariuszom publicznym.

    Nadzór nad działalnością strażników może obejmować kontrole, postępowania wyjaśniające, a w uzasadnionych przypadkach także postępowania dyscyplinarne lub służbowe.

    – Mechanizmy te są stosowane każdorazowo, gdy wpłynie uzasadniona skarga lub sygnał o nieprawidłowościach – zaznacza komendant.

    MOŻE DZIAŁAĆ W KOLE, ALE MUSI BYĆ BEZSTRONNA

    Najważniejszy fragment odpowiedzi dotyczy możliwości łączenia pracy w Państwowej Straży Łowieckiej z członkostwem w organach statutowych koła łowieckiego.

    PSŁ informuje, że Prawo łowieckie nie zawiera bezpośredniego zakazu łączenia takich ról. Samo zasiadanie strażnika w organach koła nie oznacza więc automatycznie złamania przepisów.

    Urząd wskazuje jednak bardzo ważne ograniczenie .

    – Zasady bezstronności i unikania konfliktu interesów, wynikające z ogólnych zasad służby publicznej oraz art. 7 Konstytucji RP , nakładają na strażnika obowiązek powstrzymania się od wykonywania czynności wobec podmiotów, z którymi pozostaje w relacji organizacyjnej lub faktycznej – podkreśla Artur Młodawski .

    Formalny brak zakazu łączenia funkcji nie oznacza więc, że strażnik może podejmować czynności wobec każdego koła, podmiotu lub osoby. Jeżeli pozostaje z nimi w relacji organizacyjnej albo faktycznej, powinien powstrzymać się od działania.

    Pozostaje pytanie, czy podczas postępowania przeanalizowano konkretne kontrole i ustalono , czy w chwili ich prowadzenia strażniczkę łączyły z kontrolowanymi podmiotami takie relacje.

    MYŚLIWI MÓWIĄ O STRACHU

    Rozmówcy redakcji opisują coraz bardziej napiętą atmosferę. Twierdzą , że osoby krytykujące sposób funkcjonowania koła mogą spotykać się z próbami usunięcia, postępowaniami dyscyplinarnymi lub szczegółowymi kontrolami.

    Jeden z myśliwych poinformował, że niedawno miały pojawić się kolejne próby wykluczenia 2 członków. Według niego wewnętrzne głosowania i procedury są przedmiotem kolejnych sporów.

    Także te twierdzenia wymagają skonfrontowania ze stanowiskiem władz koła i dokumentacją dotyczącą konkretnych postępowań.

    – Myśliwi boją się iść na polowanie. Mają wrażenie, że każda próba sprzeciwu może zakończyć się kontrolą, nagonką albo próbą odebrania uprawnień.

    Ludzie boją się o swoją przyszłość w kole – opisywał wcześniej jeden z rozmówców.

    Prezes Waldemar Syldatk zdecydowanie odrzucał takie zarzuty. Przekonywał , że działania władz koła służą egzekwowaniu przepisów, a nie eliminowaniu niewygodnych osób.

    SPRAWA TRAFI DO PROKURATURY?

    Z punktu widzenia Państwowej Straży Łowieckiej postępowanie zostało zakończone. Zarzuty dotyczące konfliktu interesów oraz wybiórczych kontroli nie znalazły potwierdzenia, dlatego urząd nie widzi obecnie podstaw do podejmowania dalszych działań.

    Inaczej oceniają to myśliwi kwestionujący wynik postępowania. Zapowiadają zgromadzenie dokumentów dotyczących przyjmowania tusz i przekazanie ich policji lub prokuraturze.

    Dopiero wtedy możliwe będzie ustalenie, kto podpisywał dokumenty, w jakim charakterze działał i czy miało to znaczenie dla wykonywania obowiązków służbowych.

    Samo złożenie zawiadomienia nie będzie oznaczało, że doszło do popełnienia przestępstwa. Ocenę dokumentów i zasadności zarzutów będą mogły przeprowadzić wyłącznie uprawnione organy.

    Odpowiedź Państwowej Straży Łowieckiej zamyka postępowanie prowadzone przez Pomorski Urząd Wojewódzki , ale nie kończy wojny w środowisku łowieckim. Konflikt rozpoczęty od strzałów nad jeziorem Żukówko rozrósł się do sporu o sposób funkcjonowania kół, bezstronność kontroli, odpowiedzialność dyscyplinarną i możliwe powiązania ze skupem dziczyzny.

    Teraz kluczowe znaczenie będą miały dokumenty, na które powołują się rozmówcy redakcji. Jeśli faktycznie zostaną przekazane organom ścigania, sprawa może wejść w zupełnie nowy etap.

    ::news{"type":"see-also","item":"24294"}

    ::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

    Co sądzisz na ten temat?

    Czytaj cały artykuł u źródła — iBytów.pl

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.