
Dziś 20:00 GOSC.PL
Turystyka to ważna część naszego życia. Tak ważna, że stała się jego symbolem – symbolem zmienności, braku zobowiązań, inności, a nawet luksusu. A czy nie nadeszła pora, by z turystyki wrócić do pielgrzymowania?
To, czym żyjemy, szybko staje się symbolem naszego życia. A skoro turystyka jest tym, do czego przywiązujemy dziś dużą wagę i co stanowi o naszym prestiżu, obraz turysty wydaje się trafną figurą współczesnego czy (jak to się teraz mówi) ponowoczesnego człowieka. Oczywiście, ludzie zawsze podróżowali i zwiedzali inne kraje. Jednak chyba nigdy dotąd turystyka nie przyjmowała takich rozmiarów. W naszych czasach turystami są niemal wszyscy, odległości przez nich pokonywane są ogromne, a branża turystyczna – z jej rozmaitością egzotycznych ofert – jest jedną z najbardziej dochodowych dziedzin gospodarki. Do stylu bycia przeciętnego człowieka Zachodu należy spędzanie urlopu w obcych krajach oraz podejmowanie wypadów do bliższych lub dalszych miejsc, które należy zobaczyć. Podobno – by użyć popularnego akronimu – tak zwany Henry (high earner [but] not rich yet), czyli (ktoś) wysoko zarabiający, (lecz) nie bogaty jeszcze, uprawia turystykę po to, by doraźnie i przyjemnie skonsumować swe zarobki, wiedząc, że nie ma co odkładać ich na dobra trwałe, które w świecie względności i zmienności są iluzją.
Rzućmy okiem na to, jak wygląda dziś typowy turysta i jak odzwierciedla on cechy typowego człowieka naszych czasów. Oto kilka (przypadkowo wybranych) zbieżności:
– Po pierwsze, turysta lubi nowość, a więc przy każdej nadarzającej się okazji podróżuje w inne miejsce. W ten sposób symbolizuje zmienność naszego życia. Kiedyś było ono uporządkowane (jedna żona/jeden mąż, jedna praca, jedna ojczyzna itp.), obecnie wszystko układa się trochę w rytm piosenki „dzisiaj tu, jutro tam.” Bez stałości i zobowiązań.
– Po drugie, turysta szuka wrażeń, a ponieważ żadne z nich nie jest absolutne, przerzuca się z jednego na drugie, coraz bardziej wciągające. W pewnym sensie mamy tu do czynienia z symbolem „impresyjnego” stylu życia – życia, które nie opiera się na trwałych wartościach lub poważnym zadaniu do zrealizowania, lecz na delektowaniu się przeżyciami lub przyjemnościami oraz na eskalacji pragnień.
– Po trzecie, turysta dąży do wygody i luksusu, dlatego wybiera najlepsze hotele, które dbają o rozmaite udogodnienia. A każdy taki hotel zawiera wszystkie atrybuty kultury konsumpcyjnej: elektroniczne urządzenia, sklepy z towarami potrzebnymi i niepotrzebnymi, gabinety uzdrawiania i upiększania, atrakcje dla ciała, miejsca rozrywki, bogaty repertuar gadżetów i alkoholi oraz obfitość jedzenia, które ulega marnotrawieniu. Turystyka nie polega dziś (jak niegdyś) na ucieczce od cywilizacji, lecz – przeciwnie – jest przebywaniem w pomieszczeniach, które są jej kwintesencją.
– Po czwarte, turysta ceni bezpieczną lub znaną sobie inność. Nie chce jej poznać bliżej; chce za to, by była ona miła, swojska, wszędzie trochę taka sama, jak typowe przeboje zachodniej muzyki pop. Fajnie jest popatrzeć na Innego, ale pod warunkiem, że pod fasadą tubylca jest on nasz: nosi (pod spodem) nasze ciuchy, rozlicza się w naszej walucie, powie coś po angielsku, zaśpiewa jakiś hit itd. A być może właśnie na tym polega lub ma polegać multikulturalizm: na takim ujednoliceniu różnorodności, by ta druga była zasłoną pierwszej. Na tym, by świat stał się domem wszystkich, ale tak, by nikt nie był naprawdę u siebie.
Kilkadziesiąt lat temu Zygmunt Bauman (niegdyś aktywista zbrodniczej ideologii nowoczesności, a potem wnikliwy obserwator i trafny diagnosta społeczeństwa ponowoczesnego) opublikował esej o ponowoczesnych wzorach osobowych. Wzorowi pielgrzyma – który w jego ujęciu miał symbolizować (religijną lub świecką) celowość postaw ludzkich typowych dla społeczeństwa tradycyjnego i nowoczesnego – przeciwstawił ponowoczesne figury spacerowicza, turysty i włóczęgi (oraz gracza, którego dla spójności metaforyki pomijam). Sądzę, że opozycja między pielgrzymem, który dąży do ważnego celu, a każdym innym człowiekiem na drodze, który (jak spacerowicz, turysta lub włóczęga) chodzi lub podróżuje bez głębszego celu, dobrze oddaje znane nam przemiany kulturowe. Sądzę jednak dodatkowo, że symboliczny ideał religijnego pielgrzyma – ideał człowieka, który traktuje swoje życie jako drogę do Boga – może być i bywa ideałem żywym. Więcej: ideał ten znów może stać się ideałem powszechnym.
A co zrobić, by ideał pielgrzyma stał się naszym ideałem? Powróćmy do masowego chodzenia na pielgrzymki. Skoro – jak napisałem na początku – to, czym żyjemy, szybko staje się symbolem naszego życia, to więcej pielgrzymowania, a mniej turystyki (w opisanej wyżej, zdegenerowanej postaci), sprawi, że właśnie pielgrzym, a nie turysta, stanie się symbolem określającym nasze życie. Problem w tym, że pielgrzymowanie – i to konkretne, i to symboliczne – wymaga. Wymaga podróżowania lub ukierunkowania do jednego miejsca (lub jednego typu miejsc) – miejsca, które jest zapowiedzią lub ikoną naszego celu w Bogu. Wymaga zmiany trybu wędrowania i stylu życia – z impresyjnego na podporządkowany celowi i wartościom, które do niego prowadzą. Wymaga porzucenia kultury przepychu, luksusu i nadmiaru na rzecz jakiejś odmiany ascezy, która ogranicza wygodę i zachęca do roztropnego dzielenia się z innymi. I wymaga właśnie autentycznego otwarcia na innych – nie po to, by ich ujednolicić czy jakoś wykorzystać, lecz po to, by (zachowując swoją tożsamość i będąc „u siebie”) stawali się oni współtowarzyszami w drodze.
To trudne wymagania, ale jeśli chce się wyjść z bezdroża, dziwactwa, nudy lub zamętu ponowoczesności, warto podjąć wysiłek, by im sprostać. Zresztą nie wiemy, co zrobi turysta, gdy zobaczy pielgrzyma. Może się zdenerwuje, że ktoś zakłóca mu urlop. A może potraktuje go jako kolejną turystyczną atrakcję i po pewnym czasie dostrzeże w niej głębokie wezwanie lub życiową szansę.
Jacek Wojtysiak Nauczyciel akademicki, profesor filozofii, kierownik Katedry Teorii Poznania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor licznych artykułów i książek, w tym podręczników i innych tekstów popularyzujących filozofię. Stały felietonista portalu internetowego „Gościa Niedzielnego”. Z pasją debatuje o Bogu i religii z wierzącymi, poszukującymi i ateistami. Lubi wędrować po stronach Biblii i po ścieżkach Starego Gaju. Prywatnie: mąż Małgorzaty oraz ojciec Jonasza i Samuela. Ostatnio – wraz z Piotrem Sachą – opublikował książkę „Bóg na logikę. Rozmowy o wierze w zasięgu rozumu”.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.