Pracownia Tomasza Okonia jest miejscem pełnym cudów. Artysta wierzy, że przedmioty posiadają własne dusze, co prawdopodobnie odzwierciedla się w jego twórczości.
Pracownia naprawy przedmiotów zabytkowych, artystycznych i kolekcjonerskich znajduje się w niepozornym zaułku ul. Lubartowskiej. Kiedyś w kamienicy pod ósemką znajdowały się zakłady z różnymi rzemiosłami. Dziś został jeden.
Natykamy się na niego, kiedy spacerujemy po wymarłej, zapomnianej przez miasto i ludzi ulicy.
Lubartowska umiera. "To mogłaby być wizytówka miasta". Na razie znikają sklepy
Przez ostatnie dziesięciolecia ciągnęła się za nią zła sława jednej z najniebezpieczniejszych ulic Lublina. Ma tragiczną historię, o której można opowiadać godzinami, i doskonałą lokalizację: wiedzie ...
– Lubartowska umarła. Nikt nie jest nią zainteresowany. Czasami różni przedstawiciele władz przynosili do mnie swoje przedmioty do naprawy. Dużo obiecywali i na tym się kończyło – mówi ze smutkiem – wspomina. – Były różne programy miejskie, „Lubelscy kupcy”, rewitalizacja Lubartowskiej, ale niczego to nie zmieniło. Lublin to specyficzne miasto. W Krakowie rzemieślnicy mogą dostać lokal za symboliczną złotówkę. Ja samego czynszu płacę 1600 zł, a jeszcze podatek od nieruchomości. Miesięcznie mam 5 tys. zł kosztów, a pieniądze z naprawy nie są duże. Więc czasami wyjeżdżam za granicę, żeby zarobić na tę swoją pasję . Tomasz Okoń prowadzi jedyny w województwie i najdłużej działający warsztat rzemieślniczy w Lublinie. Małgorzata Genca Z zagranicy dostaje też zlecenia. Jak zaznacza rzemieślnik, osoby nie przyjeżdżają do niego z daleka specjalnie, ale kiedy mają odwiedzić Lublin, pakują cenne przedmioty i przynoszą do niego. Najdalsze zlecenie Tomasz Okoń miał z USA. Przyjmuje je też wysyłkowo.
Zakład pana Tomasza jest najstarszym rzemieślniczym w mieście. I jednym z ostatnich.
– Ludzie z różnych stron przysyłają mi rzeczy do naprawy, bo to deficytowa usługa w skali kraju. Jeśli nikt nie zainteresuje się wsparciem rzemieślników, niedługo również mieszkańcy Lublina będą musieli szukać w internecie takich osób i je wysyłać – prognozuje. Wszystko ma duszę
W zakładzie widać mnóstwo przedmiotów. Jest fajansowy łabędź , podobno trafił z połamaną szyją i bez dzioba. „Podobno”, bo dziś nie ma po tym śladu. Inna figura miała urwaną głowę – po „kapitacji” nie została nawet rysa. Widzimy antyczną umywalkę , o której nikt by nie powiedział, że była pobita, a sklejenie wymagało rozłożenia jej na części. Jest też figurka, która przybyła bez ręki , ale za to z wizualizacją, jak ma wyglądać, więc właśnie trwa proces rekonstrukcji: ręka już jest, teraz trzeba dokończyć umieszczone w niej drzewo.
Pan Tomasz jest rzemieślnikiem pracującym jak artysta: potrzebuje weny . Niektóre przedmioty czekają nawet rok, zanim nadejdzie. Klienci i klientki to rozumieją. A jeśli im się śpieszy, ale wena nie nadchodzi, muszą szukać kogoś innego. Wtedy zwykle okazuje się, że naprawa nie jest aż tak pilna.
– Wszystko ma duszę. Trzeba to czuć i rozumieć. Wierzę, że te przedmioty żyją – twierdzi. Zaczęło się od psucia
Piękne stare przedmioty zbierał od zawsze. Dziś też nie tylko je naprawia, ale również kolekcjonuje. Naprawianie natomiast zaczęło się od… psucia – jako dziecko często rozbierał budzik należący do babci, która po takiej „zabawie” musiała kupić nowy.
Tomasz Okoń prowadzi jedyny w województwie i najdłużej działający warsztat rzemieślniczy w Lublinie. Małgorzata Genca – Czasami nadal muszę popsuć, żeby naprawić: coś złamać, coś rozpruć – mówi. Zawodu pan Tomasz uczył się od rzemieślnika, który miał zakład przy ul. Świętoduskiej. Jak mówi, sporo nauczył się też, kiedy pracował w Teatrze Osterwy.
Jak przyznaje, po ponad trzech dekadach, w realiach niesprzyjających prowadzeniu tak niszowej działalności, czasem pojawiają się myśli o zamknięciu. Ale póki co zawsze wygrywa sentyment.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.