An athlete, despite feeling angry, ascended the podium to receive an Olympic medal. The article describes a situation where a sportsman's strong emotion accompanied a significant moment in their career.
Z Piotrem Stępniem, wicemistrzem olimpijskim w zapasach stylu klasycznym rozmawia Maciej Mroczyński
Zaczął pan od piłki nożnej w Radomsku, a potem jakby zaczął pan trenować zapasy, czy byłaby szansa, że zostałby pan dobrym piłkarzem?
W piłce byłem dosyć długo, grałem w amatorskich drużynach, nawet będąc już zapaśnikiem i podobno nieźle mi to wychodziło, ale trudno dzisiaj wywnioskować, na jakim poziomie bym grał, gdyby inaczej się potoczyły moje losy. To nie jest tylko kwestia tylko umiejętności, które niekoniecznie przekładają się na to, który zawodnik występuje, czy w B-klasie, czy w ekstraklasie. Może przesadziłem z rozpiętością, ale nieraz to tak wygląda. Trochę na piłkę nożną patrzę ze zdziwieniem, że w takim mieście jak Piotrków jest problem ze znalezieniem 11 ludzi, czy powiedzmy 20 do grania na poziomie czwartej ligi, tylko trzeba kupować połowę składu zaciężnego. To mnie lekko zniesmacza.
W jednym z wywiadów mówił Pan o tym jak w pewnym momencie przestał trenować zapasy, jakich to był okolicznościach?
Byłem wówczas w wieku 16-17 lat, gdzie powiedzmy koledzy jadą nad wodę czy na dyskotekę, to mnie gdzieś skusiło i przestałem uczęszczać. Była też wtedy jeszcze i piłka nożna, i granie w nią było naturalne. Można powiedzieć, że lekko zbłądziłem. Kiedyś w szkole wytypowano mnie do biegów ulicznych. Spotkałem tam trenera, Wojtka Piaseckiego, który zdzielił mnie parasolką: „jutro masz być na treningu”. Wstyd mi było, że nie chodziłem, poszedłem na trening i później już nie opuściłem żadnego bez względu na okoliczności.
Pierwszym znaczącym Pana sukcesem było Mistrzostwo Polski Juniorów. To złoto dało panu większą motywację i wiarę odniesienie kolejnych sukcesów?
Na pewno w owym czasie czyli 1983 roku byłem zdecydowanie najlepszym juniorem w swojej kategorii wagowej, wygrywałem wszystkie turnieje, a Mistrzostwa Polski potwierdziły, że jestem najlepszym zawodnikiem w kraju w tej kategorii wagowej. Miałem jechać na Mistrzostwa Świata, jednak zostałem powołany do wojska. Nie wiadomo, jak by się to dalej skończyło, jednak po czterech miesiącach pobytu w Modlinie ściągnęła mnie Legia i wtedy zaczęły się poważne zapasy.
Co pan czuł po zdobyciu srebrnego medalu olimpijskiego w Barcelonie?
Pierwsze odczucie to była złość, bo pół walki prowadziłem, wygrywałem 1-0, bardzo dobrze walczyłem i byłem pewny, że wygram. Niestety jednak przegrałem. Byłem zły na siebie, że zrobiłem podstawowy błąd w parterze, nie przesuwałem się i rywal mógł mnie wynieść. Wkurzony wszedłem na podium, ale stając na nim zdałem sobie sprawę z tego, że jest to jednak ogromne osiągnięcie. Dzisiaj patrząc z perspektywy czasu jestem jedynym w historii zawodnikiem, sportowcem z Piotrkowa, z byłego województwa piotrowskiego, który wywalczył olimpijski medal.
Podczas rywalizacji na Igrzyskach co zrobiło na Panu największe wrażenie?
Ilość znakomitych zawodników, których wcześniej znałem tylko z przekazów medialnych. Tam mogłem ich zobaczyć na żywo. Było wiele wspaniałych postaci światowego formatu, a przy tym wyjątkowa atmosfera, z każdym można było chwilę porozmawiać, zrobić sobie zdjęcie. Wrażenie zrobiła też stołówka. Można było zjeść wszystko na co człowiek miał ochotę, tylko był problem ze znalezieniem konkretnego dania w ogromnej hali, gdzie były naprawdę posiłki z różnych stron świata dostosowane dla każdego. W latach 90-tych w centralnych ośrodkach sportu żywienie znacznie się poprawiło, ale pamiętam czasy, gdy dostawało się zwykłą porcję na talerzyku i tak też sportowcy funkcjonowali. Oczywiście dzisiaj w COS-ach jest ogromny wypas - żaden zawodnik nie może narzekać na wyżywienie, przez te trzydzieści lat wiele się zmieniło. Gorzej z zachęceniem większej ilości młodzieży do uprawiania sportu.
Kontuzja skróciła Pana karierę?
Rok po medalu olimpijskim byłem głównym faworytem do wygrania Mistrzostw Świata. Zerwałem mięsień dwugłowy i więzadła poboczne, co oznaczało przymusowy rozbrat ze sportem. Po powrocie wygrałem Mistrzostwo Polski, ale na Mistrzostwach Świata byłem siódmy. Była duża szansa pojechania na najlepsze igrzyska dla polskich zapasów do Atlanty, niestety nie udało się tam zakwalifikować. Po dziką kartę trener wystąpił dla kogo innego. Musiałem na chwilę zająć się, iść po prostu do pracy, żeby zarabiać na chleb. Później zwrócono się do mnie o propozycję, o bycie drugim trenerem kadry. I tak rozpocząłem karierę trenerską.
Niektórzy trenerzy mówią, że obecnie młodzież jest mniej wybiegana w stosunku do podwórkowego pokolenia, jak pan ocenia te różnice?
Na pewno jest różnica, elektronika trochę odciągnęła młodzież od wyjścia na podwórko czy na boisko. Żeby ich zmotywować do aktywności fizycznej to jest rola trenerów, nauczycieli i przede wszystkim rodziców. Blisko mojego mieszkania jest boisko szkolne i rzadko widzę, żeby tętniło życiem. Trochę wieczorem tych dzieciaków tam się pokazuje i to taka namiastka, że może coś się będzie zmieniać. Musimy wszyscy jako społeczeństwo nad tym pracować, bo młodzież rzeczywiście dzisiaj jest taka trochę za miękka, za łatwe życie jest może i ludzie nie chcą się męczyć. Po co iść na trening, gdzie trzeba trochę tego potu wylać, kiedy można usiąść przed telewizorem?
Zapasy w Piotrkowie to sport numer jeden?
Dwa lata temu nasz zawodnik Stanisław Fussy zdobył tytuł mistrza Europy Juniorów Młodszych. Mamy Mateusza Bernatka, który jest wicemistrzem Europy i wicemistrzem świata Na pewno jeżeli chodzi o zapasy, w Piotrkowie mają sześćdziesięcioparoletnią tradycję i od wielu lat jesteśmy na pierwszym miejscu we współzawodnictwie sportowym dzieci i młodzieży. Natomiast jeżeli chodzi o ilość młodych ludzi na treningach to jest zdecydowanie gorzej niż nawet dziesięć lat temu. Ale to jest tendencja ogólnopolska.
Na koniec - jest Pan Piotrkowianinem czy Radomszczaninem?
Do 20 roku życia mieszkałem w Radomsku. Potem w Piotrkowie budowano dobrą, mocną sekcję zapaśniczą, do której dołączyłem po zakończeniu służby wojskowej. Z kolei dwa razy w tygodniu bywam w Radomsku, odwiedzając mamę. Podsumowując jestem związany z obydwoma miastami.
Piotr Stępień , wicemistrz olimpijski w zapasach w stylu klasycznym (Barcelona 92), wicemistrz Europy (Ankara 89), karierę rozpoczął w RKS Radomsko 1977-1982). Kontynuował ją w Legii Warszawa (1983-1985) i Piotrcovii Piotrków Trybunalski (1985-1996)
W 1996 roku został asystentem trenera polskiej kadry olimpijskiej zapaśników, a potem trenerem reprezentacji olimpijskiej na Igrzyska XXVII Olimpiady Sydney 2000.
fot. Marcin Romanik
Czytaj cały artykuł u źródła — Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.