1. RAK
  2. ›
  3. InfluShit

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie

Więcej z sekcji InfluShit

  • Młodzi rolnicy ruszyli po 300 tys. zł. Padł rekord liczby wniosków
  • „Wersal się skończył”. 15 lat od śmierci Andrzeja Leppera i wciąż wracające pytania
  • Kryzys mieszkaniowy w USA: 25 milionów młodych Amerykanów mieszka z rodzicami
  • Domy, które wołają: ratuj nas! Oni usłyszeli
  • Wydatki państwa przekroczyły 50 proc. PKB. To aż 53 tys. zł na osobę
  • Zarząd musiał prostować słowa Muska. Akcje SpaceX w dół po wynikachMichał Misiuraredaktor Bankier.pl
  • Trump grozi Teheranowi. Porozumienie ws. cieśniny Ormuz w 48 godzin?
  • PiS alarmuje TK, celem ruch szefowej MEN. Rzecznik rządu reaguje
  • Rafał Leśkiewicz w "Graffiti" [OGLĄDAJ]
  • Sean "Diddy" Combs dłużej poczeka na wolność. Nowa data zwolnienia
  • Rekordowe upały w Czechach. Szpitale w Pradze przyjmują coraz więcej pacjentów
  • Mieszkańcy nie usłyszeli alarmów. Rosyjska rakieta obnażyła braki systemu
  • Rosyjska rakieta w Polsce. "Kombinacja wszystkiego"
  • Ludzie pod gruzami. Rosja uderzyła w obwód kijowski, jest wiele ofiar
  • Nie stać ich na mieszkanie. Miliony Amerykanów wracają do rodziców
  • Atak pociskiem u wybrzeży Jemenu. Zatonął indyjski statek
  • Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu jest Karol Karski
  • Drony paraliżują rosyjski handel. Gigant zawiesza rejsy
  • Trzylatka pogryziona przez psa. Lądował śmigłowiec LPR
  • Poważna awaria Abramsa w Polsce. Ekspresowa naprawa w polu
  • Środowy przegląd mediów; Polska walczy o Patrioty; Czas na plan dla przemysłu
  • Zmasowany atak dronowo-rakietowy na obwód kijowski
  • Lizolecytyna z soi łagodzi negatywne skutki zdrowotne diety bogatej w sól
  • Prof. Klęczar: czasem sami nawet nie wiemy, kiedy myślimy i mówimy Homerem
  • Trzęsienia Księżyca pomogą w poszukiwaniu lodu
  • Sposób, w jaki mówią dzieci, może wskazywać ryzyko przyszłych problemów psychicznych
  • Meteorolog: lipcowa norma to wyrównanie się skrajności - fali upałów i ochłodzenia
  • Edycja genów leczy chorobę Huntingtona u myszy
  • Niemowlę zmarło z wyziębienia. Chcą przedstawić zarzuty matce, nie mogą jej znaleźć
  • Nocny atak na Kijów, rośnie liczba zabitych. Co najmniej kilkanaście ofiar
    RAKGURUGURU
    Polityka, media, męskość. Polscy filmowcy unikają polaryzujących tematów. Dlaczego?

    Polityka, media, męskość. Polscy filmowcy unikają polaryzujących tematów. Dlaczego?

    0przeszczepów
    357odsłon
    Polityka, media, męskość. Polscy filmowcy unikają polaryzujących tematów. Dlaczego?

    Michał Walkiewicz — Polskie kino jest zanurzone w intymnych światach, skupione na ulotnych emocjach, odwrócone plecami do współczesności. W kraju o tak wysokiej temperaturze debaty publicznej jest to nieco dziwne.

    Szymek i Marysia mieszkają w kawalerce na Żoliborzu. Sześć metrów z tarasem, ale ładnie wykończona. On jest aspirującym muzykiem, właśnie komponuje ścieżkę dźwiękową do filmowej wersji „Dziadów”. Ona pracuje w agencji reklamowej, gdzie dostała propozycję sprzedaży własnej duszy za kontrakt na obsługę Biedronki.

    Oboje męczą się w tej Polsce. Chcieliby wyjechać, ale nie wiedzą po co. Chcieliby zostać, ale nudzą ich imprezy, terapia i dyskusje o powinnościach artysty. I tak się toczy to życie, usypane z winylowych płyt oraz pustych pudełek po tajskim jedzeniu.

    Oto fabuła filmu, który jednocześnie nie istnieje i który widzieliście już setki razy. Polskie kino lubi ten paradoks. Bez niego byłoby zmuszone opowiadać o palących kwestiach społecznych, gospodarczych lub politycznych w sposób bezpośredni. W konwencji innej niż rozmemłany dramacik, bez amortyzującej poduszki w postaci „uniwersalnych historii”.

    Potrzebujemy filmów o nowych mediach, służbie zdrowia, polityce

    Czytam program jubileuszowego 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (czyli w dużej mierze aktualny repertuar kinowy) i oczom nie wierzę. W konkursie głównym rywalizowało w 2025 r. 16 filmów. I zaledwie dwa z nich moglibyśmy nazwać kinem, być może nie „szybkiego”, ale jednak „reagowania”.

    Pierwszy to „Dom dobry” Wojtka Smarzowskiego, który zainicjował ogólnonarodową dyskusję o przemocy domowej. Drugi to „CAPO” Roberta Kwilmana o imigrantach wykorzystywanych przez szemraną agencję pracy. Ktoś łaskawy dorzuciłby tu jeszcze nagrodzonych Złotymi Lwami „Ministrantów” Piotra Domalewskiego, czyli historię dzieciaków, które, działając na granicy prawa, wyręczają Kościół w misji konsolidowania lokalnej społeczności. Ja natomiast uważam, że film jedynie prześlizguje się po najważniejszym z tematów, czyli gwałtownie postępującej laicyzacji społeczeństwa.

    Reszta to tematyczna średnia krajowa. Biografie wybitnych artystów („Franz Kafka” Agnieszki Holland i „Chopin, Chopin!” Michała Kwiecińskiego), opowieści o miłosnej geometrii („Światłoczuła” Tadeusza Śliwy i „Trzy miłości” Łukasza Grzegorzka), układanki z popkulturowych klocków („Życie dla początkujących” Pawła Podolskiego oraz „LARP. Miłość, trolle i inne questy” Kordiana Kądzieli).

    Alarmujący raport o wolności prasy. Media pod presją w większości krajów świata

    Wreszcie: obsypane nagrodami „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” w reżyserii Emi Buchwald. To fantastyczne kino o pokoleniu dzisiejszych dwudziestolatków oraz poszukiwaniu przez nich metafizycznych sensów. Tyle że znów fascynujące głównie pod kątem psychologicznym, nie zaś społecznym.

    Wypiję zdrowie Buchwald, Domalewskiego oraz każdego twórcy, który podaruje nam dobry film o zagubieniu pokolenia Z albo o tym, że w domach z betonu nie ma wolnej miłości. Sęk w tym, że potrzebujemy też publicystyki. Filmów o zapaści w służbie zdrowia, patologiach nowych i starych mediów, rozgrywkach na politycznych szczytach, systemie edukacji, męskości w kryzysie, kształtującej się w zderzeniu z technologią nowej duchowości.

    Filmy czy wydarzenia?

    Sukces filmu Smarzowskiego jest znamienny. Uzmysławia, że kino prawdziwie zaangażowane w kwestie społeczne jest nie tylko ważne, lecz także opłacalne. Fundacja Feminoteka, opiekująca się ofiarami przemocy domowej, odnotowała w listopadzie ubiegłego roku wzrost liczby telefonów na linie pomocowe o ponad 220 proc. To po części efekt tego, że „Dom dobry” jest spełniony artystycznie, lecz przede wszystkim tego, że obejrzało go w kinach ponad 2,5 mln widzów.

    W tym równaniu obok tematu oraz jakości filmu mamy również magię nazwiska. Zasada w takich przypadkach jest prosta: nazwisko zapewnia filmowi dobre otwarcie, ale to jakość i temat dają mu długie nogi w kinach. Wszyscy potencjalni Smarzowscy tego kraju mogliby więc ściągnąć polskiego widza z kanapy i na powrót zagonić go do kina. Statystyki mówią, że wybieramy się do niego nie po to, by obejrzeć film, lecz po to, by wziąć udział w wydarzeniu; najczęściej takim, o którym będziemy dyskutować w domach i na ulicach. 

    Na pewno skorzystała na tym Agnieszka Holland, kręcąc „Zieloną granicę” – marny film, a jednocześnie przykład rewolucyjnej w skali naszego podwórka strategii artystycznej: co by było, gdyby publicystyka była doraźna?

    Kadr z filmu „Zielona granica”, reż. Agnieszka Holland, 2023 (fot. mat.dystrybutora)

    Na takim podejściu nie stracili również reprezentanci gatunku „Polska w tytule”: Cyprian Olencki („PolandJa”) i Piotr Kumik („Kryptonim Polska”). Obaj śmieszkowali, że z rana Polacy tłuką się o pryncypia, a wieczorem spotykają się pod budą z kebabem. Złe filmy, dobry kierunek.

    I tak, widzę, że przez uchylone drzwi zerka Patryk Vega. Pamiętam, że przez jakiś czas facet był trybunem ludu, zwłaszcza gdy kręcił filmy o nikczemnych lekarzach, skorumpowanych policjantach i aferze podkarpackiej. Tyle że taki z niego trybun, jak z tabloidu agora.

    Czego wymagamy od filmowców?

    Wybaczcie, jeśli zbyt mocno tłukę w bębenek ironii. Dziwi mnie jednak, że tak ważni filmowcy jak Agnieszka Holland, Małgorzata Szumowska czy Paweł Pawlikowski chowają się dziś w cieplutkich biografiach pisarzy. W kolejności: Franza Kafki, Fiodora Dostojewskiego i Tomasza Manna.

    Fani kontra reszta świata. Kto niszczy współczesną popkulturę?

    Jasne, na papierze podróż autora „Czarodziejskiej góry” przez podzielone Niemcy to kawał kina o europejskiej tożsamości. Jeśli jednak za czymś tęsknię, to raczej za produkcją w stylu „Ekipy” w reżyserii Holland i Kasi Adamik, czyli za wielopoziomową opowieścią o tym, jak się robi polityczną kiełbachę. Albo za filmem w stylu „Sweat” Magnusa von Horna, w którym intymna historia samotnej dziewczyny nie wyklucza zamaszystej refleksji na temat mediów społecznościowych. Nie pogardziłbym również dziełem na modłę „Hejtera” Jana Komasy, w którym sfrustrowany chłopak napuszcza na siebie zwaśnione polskie plemiona.

    Mówiąc krótko, tęsknię za filmami, które będą opowiadać o Polsce w sposób bezpośredni, z wykorzystaniem stworzonych do tego gatunków – thrillera politycznego, kina społecznego bez gorsetu psychodramy albo czyściutkiej tragikomedii. Bez uproszczeń, przesadnego satyryzowania i przepisywania na język filmu Nocy Kabaretowej w Mrągowie.

    Oczywiście, biorąc pod uwagę skalę ryzyka, nic w tym dziwnego, że filmowcy wolą przyglądać się Polsce z boku. Z drugiej strony, czegóż innego mielibyśmy od nich wymagać, jeśli nie podjęcia polaryzujących tematów z otwartą przyłbicą? Sztuka bywa ucieczką od rzeczywistości. Ale istnieje również po to, by się z rzeczywistością zmierzyć.

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA