
No dobra, słuchajcie, Ameryka znowu zaskakuje. Biały Dom pod wodzą Trumpa, w ramach obchodów 250lecia Stanów, organizuje masowe modlitwy. Takie, wiecie, na serio. I to nie jest jakieś tam ciche klepanie zdrowasiek w kącie, tylko impreza na
No dobra, słuchajcie, Ameryka znowu zaskakuje. Biały Dom pod wodzą Trumpa, w ramach obchodów 250-lecia Stanów, organizuje masowe modlitwy. Takie, wiecie, na serio. I to nie jest jakieś tam ciche klepanie zdrowasiek w kącie, tylko impreza na pełnej kurtyzanie, z udziałem ważnych figur w państwie.
Powiedzmy sobie szczerze, to pachnie na kilometr chrześcijańskim nacjonalizmem. I nie zrozumcie mnie źle, każdy ma prawo wierzyć w co chce i modlić się gdzie chce. Ale kiedy państwo zaczyna otwarcie faworyzować jedną religię, to robi się trochę... niepokojące. Szczególnie, że USA mają przecież w konstytucji zapisany rozdział państwa od Kościoła. No to jest absurd, serio?
I teraz najlepsze: w wydarzeniu mają brać udział takie tuzy jak sekretarz obrony, sekretarz stanu i spiker Izby Reprezentantów. A sam Trump ma przemówić do zgromadzonych przez wideo. No kurde, to już nie jest subtelne. Organizatorzy tłumaczą to jako "odzyskiwanie religijnych fundamentów kraju". Okej, ale czy to znaczy, że wszyscy Amerykanie mają wyznawać jedną i tą samą wiarę? No chyba nie tędy droga.
Na podst. materiałów France 24
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.