
Trwa wyjaśnianie okoliczności wypadku, do którego doszło w piątek w Lesznie. Zginął 39-letni skoczek spadochronowy. Prokuratura poinformowała o swoich najnowszych ustaleniach.
Do wypadku doszło w piątek tuż po godz. 11. Mężczyzna brał udział w komercyjnych skokach na leszczyńskim lotnisku. Podczas lądowania z wysokości około 4 tys. metrów 39-letni skoczek uderzył o ziemię. Mężczyzna lądował z otwartym spadochronem.
Na miejsce wypadku zadysponowano m.in. śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pomimo trwającej około 90 minut reanimacji nie udało się uratować życia mężczyzny. 39-latek był mieszkańcem powiatu wrocławskiego.
Zobacz wideo "Macie ostatnią szansę". Tusk o aferze Zondacrypto
- W trakcie skoków spadochronowych 39-latek wykonywał tak zwany manewr 180 stopni. Według wstępnych ustaleń wykonał go zbyt blisko ziemi i niestety uderzył ze znaczną prędkością w powierzchnię i doprowadził się tym samym do śmierci - przekazał we wtorek w rozmowie z tvn24.pl prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Fakt.pl podaje, że prokuratura ma już nagranie z kamery monitoringu. Zostanie przebadany także sprzęt, z którego korzystał 39-latek.
Redagowała Kamila Cieślik
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.