Dziesięć lat temu Bogusław Cupiał sprzedał klub Wisła Kraków. Jest to wydarzenie, które kibice chcieliby zapomnieć, co sugeruje negatywne konsekwencje tej transakcji.
Nieudany skok na Ligę Mistrzów, a później coraz gorzej
Żeby zrozumieć, co zaszło dziesięć lat temu, trzeba tak naprawdę cofnąć się jeszcze o przynajmniej pięć lat. W 2011 roku Wisła wywalczyła trzynasty tytuł mistrza Polski i podjęła kolejną próbę walki o Ligę Mistrzów. To wtedy ostatni raz ówczesny właściciel klubu Bogusław Cupiał mocno sięgnął do kieszeni, wzmocnił zespół, który miał spełnić marzenia jego i tysięcy kibiców „Białej Gwiazdy”. Marzenia te legły w gruzach dokładnie 23 sierpnia 2011 roku, gdy na trzy minuty przed końcem meczu, toczonego w potwornym upale w Nikozji Ailton strzelił trzeciego gola dla APOEL-u, czym wyrzucił Wisłę za burtę tych rozgrywek. Mistrz Cypru wygrał wtedy 3:1, co przy porażce w Krakowie 0:1, oznaczało, że odrobił stratę z nawiązką. Co prawda Krakowianie radzili sobie wtedy bardzo dobrze w rozgrywkach Ligi Europy, z której wyszli z fazy grupowej, ale tak naprawdę był to początek końca złotej ery Wisły, finansowanej z pieniędzy Tele-Foniki.
Wychodzenie tej ostatniej z klubu z ul. Reymonta trwało tak naprawdę kilka lat. Początkowo znaczone było finansowymi turbulencjami, zdecydowanie gorszymi wynikami sportowymi, gdy Wisła przestała walczyć o czołowe lokaty w Polsce. Ale też rosnącymi napięciami wokół klubu. Choćby słynnym buntem części trybun przeciwko ówczesnemu prezesowi Jackowi Bednarzowi, co przejawiało się nie tylko spadkiem frekwencji, ale też np. ostrzelaniem w 2014 roku stadionu rakietnicami podczas meczu z Ruchem Chorzów. Kibole czuli się coraz mocniej, Wisła jako klub słabła. Coraz głośniej dochodziły też sygnały ze strony Tele-Foniki, ale i z samego klubu, że Wisła jest na sprzedaż, że Bogusław Cupiał stracił do inwestowania w futbol serce i że zmiany są tylko kwestią czasu.
Chętni na przejęcie klubu, ale długo bez efektu
Te pogłoski sprawiły, że zaczęli pojawiać się chętni do przejęcia Wisły. Wielkich kolejek nie było, ale w tym wszystkim pojawiały się też całkiem konkretne propozycje, co pokazuje jasno, że Bogusław Cupiał miał wybór, mógł oddać klub w sprawdzone ręce, gdyby zaproponował sensowne warunki tej transakcji. Choćby takie, jakie dostał później właśnie Jakub Meresiński.
Do tego jeszcze dojdziemy, a na razie warto przypomnieć choćby jeden przykład takiej oferty, która się pojawiła się w drugiej połowie 2015 roku. Mocno zainteresowany był wtedy przejęciem Wisły Andrzej Kuchar. Przyprowadził go do Wisły Ludwik Miętta-Mikołajewicz, z którym Kuchar świetnie się znał. Właściwie należałoby napisać, że zna się do dzisiaj, bo jak potwierdził nam honorowy prezes Wisły, obaj panowie utrzymują kontakty.
Andrzej Kuchar wcześniej był właścicielem Lechii Gdańsk, z którą może wielkich sukcesów nie osiągał, ale od strony finansowej zarządzał nią bardzo sprawnie. A kogoś takiego Wisła bardzo wówczas potrzebowała. Andrzej Kuchar był na tyle zainteresowany wejściem na Reymonta, że spotykał się już m.in. z ówczesnym prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowskim, wstępnie negocjując rozłożenie zadłużenia Wisły wobec miasta na raty. Tutaj znalazł przychylność, ale ostatecznie jednak biznesmen się wycofał. Oficjalnie z powodu audytu, który miał wskazywać tak gigantyczne długi Wisły, że Kuchar nie byłby w stanie jej wyprowadzić na prostą. To jednak tylko część prawdy, bo była ona również taka, że Bogusław Cupiał zażyczył sobie za Wisłę od Andrzeja Kuchara na tyle dużą kwotę (kilkadziesiąt milionów złotych), żeby skutecznie i ostatecznie zniechęcić biznesmena do przejęcia klubu. Szansa na sensowną zmianę właściciela spełza wówczas na niczym…
Tele-Fonika bez Wisły: złoty okres firmy Cupiała. To jego córka rządzi tu już od lat
Bogusław Cupiał jest wśród 10 najbogatszych Polaków według rankingu magazynu Forbes, właścicielem firmy Tele-Fonika, giganta na rynku produkcji kabli i światłowodów. Niedawno skończył 70 lat. Mija 10 ...
Pojawia się Jakub Meresiński, uwiarygodniony przez Marka Citkę
Mijały miesiące, czas uciekał, a z Tele-Foniki i Wisły coraz mocniej już w 2016 roku zaczęły wyciekać informacje, w myśl których piłkarska spółka musiała być jak najszybciej sprzedana, bowiem bez tego myślenicka firma miała mieć zablokowane istotne dla jej rozwoju kredyty. I wtedy w połowie wspomnianego 2016 roku na wiślackiej scenie pojawił się Jakub Meresiński. Nie był całkiem anonimową postacią w polskim futbolu, bowiem już wcześniej próbował przejąć bez powodzenia Koronę Kielce. Jego osobę miał uwiarygodniać były reprezentant Polski Marek Citko. Oficjalnie Meresiński miał być prężnym biznesmenem, prawnikiem i prezesem spółki Projekt-Gmina.pl. O tym, że mowa jest o zwykłym oszuście opinia publiczna dowiedziała się już po tym, jak oficjalnie przejął on Wisłę. Wydawało się, że jest po herbacie…
Jak to w ogóle było możliwe, że Jakub Meresiński przejął „Białą Gwiazdę”? Narosło wokół tego wiele legend. Miał on m.in. oczarować córkę Bogusława Cupiała Monikę, która rekomendowała go ojcu, jako tego, który mógłby odkupić klub. Tylko, że byłoby to zbytnie uproszczenie. W Tele-Fonice nie brakowało bowiem przecież prawników, którzy szybko powinni byli zweryfikować delikwenta i odesłać w siną dal. Wcześniej informując oczywiście służby o próbie oszustwa. Nie spisali się, a odium tego wszystkiego spadło w dużym stopniu już na samego Bogusława Cupiała, który zgodził się oddać klub w ręce hochsztaplera, choć sam do dzisiaj - co potwierdziło nam kilka osób, mających z nim kontakt - czuje się w tej sprawie oszukany.
Lampka w całej tej historii paliła się na czerwono przynajmniej kilka razy. I to dość mocno. A jednak te niepokojące sygnały były lekceważone. Tak było choćby wtedy, gdy Meresiński przedstawiał gwarancje bankowe, które jak się miało okazać, nie miały krztyny wiarygodności.
Tak było również wtedy, gdy zapewniał, że wraz z nim do Wisły na bogato wejdą zamożni sponsorzy, o czym miały świadczyć, przedstawione przez niego, listy intencyjne. Tak się składało, że jednym z nich - według zapewnień Jakuba Meresińskiego - miała być firma CanPack. Ta akurat z Wisłą miała wiele wspólnego, choć głównie z koszykarską, gdzie nawet była w nazwie drużyny kobiecej, która seryjnie zdobywała laury w polskim baskecie. Tylko, że to był czas, gdy ze strony CanPacku już zaczęły pojawiać się pierwsze sygnały, że w firmie tej będzie zmieniać się strategia sponsoringu i nastawienia do zawodowego sportu. I nagle CanPack miałby wykładać grube miliony na piłkę nożną? Ostrożność nakazywał również taki szczegół, że na dokumencie CanPacku, w którym firma ta miała deklarować sponsorskie zaangażowanie, nie było podpisu nikogo z najwyższych władz. Tak naprawdę potrzebne było małe śledztwo, że chodzi o jednego z kierowników niższego szczebla z Brzeska, który nie miał uprawnień, żeby zawierać takie zobowiązania. Ten sygnał również jednak zlekceważono.
Wisła poszła w ręce Jakuba Meresińskiego, co formalnie stało się faktem 29 lipca 2016 roku. Co ciekawe, Wisłę nowemu właścicielowi sprzedała oficjalnie nie sama Tele-Fonika, a jej spółka córka Tele-Fonika Holdings, zarejestrowana w Anglii. Pierwsza transza wyniosła 300 tysięcy złotych, a umowa została zawarta konkretnie pomiędzy wspomnianą firmą córką Tele-Foniki, a firmą Projekt-Gmina.pl, reprezentowaną przez Meresińskiego. Druga rata w kwocie 700 tysięcy miała być wpłacona we wrześniu, ale jak wiadomo, nigdy do tego nie doszło. Dziennikarz Szymon Jadczak pisał wtedy, że pieniądze na tę pierwszą ratę Meresiński wziął najprawdopodobniej z zastawienia swojego samochodu porsche panamera.
Nie wzbudził zaufania w drużynie...
Drużyna o tym, że ma nowego właściciela, dowiedziała się w Gdańsku, gdzie dzień później miała rozegrać ligowy mecz z Lechią. Meresiński pojawił się na tym meczu w towarzystwie pięknej kobiety i Marka Citki, ale z drużyną, która przegrała 1:3 się nie spotkał.
Byliśmy tam wtedy również my, próbowaliśmy porozmawiać z nowym właścicielem Wisły, ale ten nie chciał udzielać żadnych wypowiedzi. Jedynie Marek Citko zapewniał, że niedługo o wszystkim opowiedzą, w jakim kierunku będzie zmierzać „Biała Gwiazda” pod kierunkiem nowego właściciela…
Pierwsze oficjalne oświadczenie Jakuba Meresińskiego, ale też sygnowane podpisem Marka Citki, pojawiło się 1 sierpnia 2016 roku. Zacytujmy je w całości, bo z perspektywy tego, co wydarzało się później, brzmi ono wręcz kuriozalnie...
Oświadczenie Jakuba Meresińskiego i Marka Citki
Jesteśmy dumni, że możemy już jako właściciele ogłosić przejęcie 100% akcji klubu Wisła Kraków - jednej z najbardziej utytułowanych i najlepszych polskich drużyn w historii. Zapewniamy, że mamy ambitne i długoterminowe plany związane z klubem. Podejmiemy wszelkie niezbędne wysiłki, aby przywrócić Wiśle należne jej miejsce. Naszym celem jest, aby Wisła znów zaczęła liczyć się w walce o tytuł Mistrza Polski. Chcemy ponadto nawiązać do sukcesów z początków XXI wieku, kiedy to drużyna z powodzeniem rywalizowała na europejskich boiskach z tak uznanymi zespołami jak AC Parma, Schalke Gelsenkirchen, Interem Mediolan czy FC Barcelona. Wierzymy również w zbudowanie dobrych relacji z kibicami „Białej Gwiazdy”, stanowiących integralną część naszego klubu. Mamy swoją wizję przyszłości Wisły i jesteśmy gotowi od razu przystąpić do pracy nad jej wdrażaniem. Zamierzamy wykorzystać całe nasze doświadczenie, aby wprowadzić klub na ścieżkę ciągłego rozwoju, zarówno sportowego, jak i finansowego. Za kluczową kwestię, wymagającą naszej interwencji uważamy poprawę zarządzania klubem, szczególnie w obszarze administracyjnym oraz finansowym. Brzmiało optymistycznie, brzmiało nawet mocarstwowo. Problem w tym, że niewiele miało wspólnego z prawdą… Tego samego dnia Meresiński i Citko spotkali się wreszcie z piłkarzami i całym sztabem pierwszej drużyny na stadionie przy ul. Reymonta - dokładnie w pawilonie medialnym. Wszystko trwało kilka minut, a zawodnicy usłyszeli w sumie to samo, co zawarte było w oświadczeniu. Meresiński już wtedy nie wzbudził w drużynie wielkiego zaufania… Zawodnicy określali go słowem „dziwny”. Dziwny miał być też jego ubiór. Jak to opowiadał wtedy Paweł Brożek, nowy właściciel przyszedł w swetrze bardziej kobiecym niż męskim… O tym, jak znał się Meresiński na prowadzeniu klubu świadczyły też drobniejsze sprawy. Na prośbę o zakup odżywek dla drużyny odparł, że nie piłkarze na nie nie zasługują, bo przegrali kilka meczów z rzędu i jak zaczną wygrywać, to się zastanowi...
W bajki opowiadane przez nowego właściciela Wisły uwierzyli natomiast początkowo kibice, z którymi Meresiński i Citko spotkali się trzy dni po spotkaniu z drużyną. Uwierzyli przynajmniej ci zrzeszeni wówczas w nieistniejącym już dzisiaj Stowarzyszeniu Kibiców Wisły Kraków. Komunikat tej organizacji po spotkaniu z Meresińskim i Citką mówił o miłej atmosferze, w jakiej to spotkanie się odbyło oraz o zrozumieniu kibicowskich realiów ze strony nowych właścicieli...
Zarzuty o przestępstwa gospodarcze
Sielanka szybko została brutalnie przerwana. Niewiele później, bo już w następnej kolejce Wisła miała grać derby z Cracovią przy ul. Kałuży. Jeszcze przed tym meczem zaczęły wychodzić rzeczy, które sprawiły, że dla wiślakom włosy musiały stanąć dęba, a ten przecież najważniejszy mecz w sezonie, zaczął schodzić na dalszy plan, skoro przyszłość klubu zawisła tak naprawdę na włosku. Światło dziennie ujrzały bowiem informacje, że Jakub Meresiński miał prokuratorskie zarzuty, postawione już w 2014 roku. Jak się okazało, tego też przed sprzedażą klubu nie udało się prawnikom Tele-Foniki najwyraźniej zweryfikować…
A przecież pikanterii dodawał fakt, że wspomniane zarzuty związane były z przestępstwami gospodarczymi, m.in. z wyłudzeniami zwrotu podatku VAT. Jakub Meresiński bronił się wówczas, a raczej bronił go jego prawnik tym, że zarzuty to jeszcze nie wyrok. W długim oświadczeniu kilka razy padał argument o domniemaniu niewinności. Zamieszanie jednak już wtedy było bardzo duże i nie wróżyło Wiśle niczego dobrego. Tym bardziej, że o ile w tej sprawie wyroku wtedy rzeczywiście nie było, to już prawomocnie Jakub Meresiński był skazany wyrokiem Sądu Rejonowego w Częstochowie za... posługiwanie się sfałszowanymi świadectwami dojrzałości i ukończenia liceum!
W tle tych doniesień, opowieści o planach, nowy właściciel Wisły próbował przejąć pieniądze, jakie były zgromadzone na klubowych kontach, a mowa była o setkach tysięcy złotych. Przerażona osoba z klubu, która miała dostęp do kont, dopytywała ludzi z otoczenia Wisły, co ma zrobić, bo musiałaby taki przelew firmować, a pachniało to już brzydko na kilometr. Ostatecznie skończyć się miało ucieczką wspomnianej znerwicowanej do granic wytrzymałości osoby na L4... A Jakub Meresiński i tak swego dopiął, wyprowadził z Wisły blisko pół miliona złotych. O tych pieniądzach będzie jeszcze mowa w dalszej części tego tekstu.
Tele-Fonika bez Wisły: złoty okres firmy Cupiała. To jego córka rządzi tu już od lat
Bogusław Cupiał jest wśród 10 najbogatszych Polaków według rankingu magazynu Forbes, właścicielem firmy Tele-Fonika, giganta na rynku produkcji kabli i światłowodów. Niedawno skończył 70 lat. Mija 10 ...
Skuteczna próba wyrwania klubu z rąk oszusta
Atmosfera wokół Jakuba Meresińskiego gęstniała z dnia na dzień. Coraz bardziej jasnym stawało się latem 2016 roku, jak potężny błąd popełniono, sprzedając temu człowiekowi klub. 11 sierpnia Jakub Meresiński miał stanąć przed kamerami i odpowiedzieć na pytania dziennikarzy. Nie stanął. Konferencję prasową odwołano. Tydzień później nie było już najmniejszych wątpliwości, z czym mieliśmy do czynienia. Wreszcie dotarło wtedy do Marka Citki, w co tak naprawdę wpakował siebie i Wisłę. I postanowił uciekać, jak najdalej od Meresińskiego.
18 sierpnia 2016 roku były reprezentant Polski wydał oświadczenie, zamieszczone wówczas na portalu weszlo.pl, w którym napisał: Informuję, że z dniem 18 sierpnia 2016 roku zaprzestałem współpracy z klubem Wisła Kraków i wbrew zapowiedziom nie będę odpowiadał za projekt sportowy w sezonie 2016/17. Jest to moja samodzielna decyzja, którą podjąłem na podstawie obserwacji tego, co się dzieje w klubie i w jego bezpośrednim otoczeniu.
Jest mi bardzo przykro, że zostałem wielokrotnie wprowadzony w błąd przez pana Jakuba Meresińskiego i nie chcę być łączony z jego działalnością. Zapewniam, że nie miałem wiedzy na temat przeszłości nowego właściciela Wisły Kraków i żałuję, że tak zasłużony klub trafił w niepowołane ręce. Poczuwam się do odpowiedzialności, że nie zweryfikowałem życiorysu osoby, którą niejako uwiarygodniłem własnym nazwiskiem. Powstałe szkody postaram się jak najszybciej naprawić, poprzez znalezienie godnego inwestora, który odkupi klub i przywróci mu świetność. Jestem nawet przekonany, że takiego znalazłem, ale pan Jakub Meresiński nie zgodził się sprzedać swoich udziałów. Z zamiarem powyższej decyzji nosiłem się od dawna, a zwłoka wynika z faktu, że szukałem rozwiązania sytuacji - takiego, które byłoby korzystne dla przyszłości zasłużonego klubu i zapewniło mu przetrwanie w naprawdę trudnym momencie. Zdarzenia, których jednak byłem świadkiem sprawiają, że nie mogę dłużej firmować działalności pana Meresińskiego i być dla niego parasolem ochronnym. Marek Citko rzeczywiście widział wtedy już, co się dzieje i rzeczywiście próbował pomóc, starając się ratować też swoją reputację. Na scenie całej tej historii był już też szczeciński biznesmen Grzegorz Smolny. To o nim pisał w swoim oświadczeniu Citko. To właśnie Smolny był mocno zainteresowany przejęciem Wisły z rąk Jakuba Meresińskiego. Gorąco zaczęło się też robić wówczas w Tele-Fonice, w której też zdali sobie wreszcie sprawę z tego, co zrobiono w sprawie sprzedaży Wisły. Fałszywe gwarancje bankowe, zatajone problemy z prawem Jakuba Meresińskiego - to wszystko pozwalało wierzyć, że uda się unieważnić umowę i oddać Wisłę w bardziej odpowiedzialne ręce. Trzeba było jednak działać z jednej strony szybko, ale też rozważnie. W całej rozgrywce mocne karty miało też Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków i ostatecznie to w ręce stowarzyszenia trafiła piłkarska spółka.
Rozmowy były toczone na wielu płaszczyznach i między wieloma podmiotami. Tele-Fonika, TS Wisła, Grzegorz Smolny i Jakub Meresiński, który początkowo jeszcze próbował utargować na udziałach 1-2 mln złotych, choć sam wcześniej miał wyłożyć raptem wspomniane 300 tysięcy. Meresiński na szczęście dla Wisły szybko zdał sobie jednak sprawę z tego, że nic nie będzie w stanie już ugrać, a strach - również przed kibolami Wisły - spowodował, że stał się bardziej ugodowy.
Przy okazji wyszło, że już kilka tygodni wcześniej, jeszcze przed finalizacją rozmów z Meresińskim, to TS Wisła dostała ofertę kupna piłkarskiej spółki. Za… 10 funtów, ale ze wszystkimi zobowiązaniami, jakie piłkarska Wisła miała. Wtedy do transakcji nie doszło. Później, gdy trzeba było wyrwać klub z rąk oszusta, udało się już osiągnąć porozumienie. Wówczas zapewniano, że to na moment, że TS Wisła nie będzie w stanie na dłuższą metę prowadzić piłkarskiej spółki i zadaniem będzie znaleźć jak najszybciej wiarygodnego inwestora, który przejmie klub i zapewni mu stabilizację… Dokładnie 22 sierpnia 2016 roku, czyli po niecałym miesiącu od momentu gdy właścicielem został Jakub Meresiński, piłkarska spółka oficjalnie przeszła w ręce TS Wisła. Żadnego inwestora szybko jednak nie znaleziono, klub w najbliższych latach skręcił w bardzo złą stronę, co skończyło się jeszcze poważniejszym kryzysem… To już jednak zupełnie inna historia, a może inaczej - całkiem nowy ciąg dalszy turbulencji, jakie na przełomie drugiej i trzeciej dekady XXI wieku wstrząsnęły Wisłą Kraków, a czego konsekwencje w sporym stopniu odczuwa ona do dzisiaj…
Odzyskane pieniądze od Jakuba Meresińskiego
Na koniec jeszcze wróćmy do wspomnianego pół miliona złotych, które Jakub Meresiński zdołał wyprowadzić z Wisły Kraków podczas swojego krótkiego choć burzliwego właścicielskiego epizodu. Pierwsze 200 tysięcy złotych z ponad 490 tysięcy udało się Wiśle odzyskać zaraz po tym, jak spółkę przejęła TS Wisła. Pozostała dalsza część. W sprawie przywłaszczenia pieniędzy toczyło się przeciwko Meresińskiemu postępowanie prokuratorskie. Początkowo nie przyznał się on do winy, ale w końcu ją uznał. W połowie 2018 roku Jakub Meresiński przysłał do Wisły pismo, adresowane konkretnie do ówczesnej prezes Marzeny Sarapaty, w którym napisał: Zwracam się z uprzejmą prośbą o ugodowe umożliwienie mojej osobie zwrotu kwoty należnej firmie Wisła Kraków SA, a mianowicie kwoty 293 000 złotych (dwieście dziewięćdziesiąt trzy tysiące złotych) plus należne odsetki.
Obecnie nie jestem w stanie zwrócić tej kwoty jednorazowo, a więc zwracam się z serdeczną prośbą o możliwość zwrócenia tej kwoty w transzach po 20 000 złotych (dwadzieścia tysięcy złotych) miesięcznie, lecz całą kwotę nie później niż do końca stycznia 2019 roku. Prośbę swą motywuję przede wszystkim tym, iż chciałbym w możliwie jak najszybszym terminie zwrócić całą należną kwotę oraz tym, iż mój obecny stan finansowy nie pozwala mi na jednorazową spłatę zobowiązania wobec spółki. Natomiast czuję się odpowiedzialny za całą zaistniałą sytuację i chciałbym prosić o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby oraz o umożliwienie ugodowego rozpoczęcia spłaty zobowiązania. Jakub Meresiński ostatecznie spłacił całe zobowiązanie wobec Wisły. Trochę się z tym spóźnił, ale ostatnia rata wpłynęła na konto piłkarskiej spółki 29 marca 2019 roku. W ten sposób ostatecznie zakończyła się sprawa jego związków z „Białą Gwiazdą”.
Ścigany listem gończym oraz Europejskim Nakazem Aresztowania
Historia z Wisłą Kraków niewiele najwyraźniej nauczyła Jakuba Meresińskiego. Co jakiś czas jego nazwisko wraca w mediach w mocno niekorzystnym świetle. W 2023 roku był za nim wystawiony list gończy, rok później Europejski Nakaz Aresztowania. Powód? Kolejne oszustwa. Tym razem wyłudzenia luksusowych samochodów. To już jednak nie ma z „Białą Gwiazdą” na szczęście nic wspólnego…
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.