
Miasto z pięknym dziedzictwem, ale bez lasów
Łukasz Maślona, miejski radny zasiadający m.in. w komisjach ds. ochrony środowiska oraz planowania przestrzennego, przyznaje, że zielone tereny w Krakowie – podobnie jak w innych dużych miastach – stopniowo znikają pod nowymi inwestycjami publicznymi, jak i prywatnymi.
Powstają nowe bloki, biurowce, drogi czy linie tramwajowe.
Jednocześnie przypomina, że Kraków ma wyjątkowe dziedzictwo pozostawione z poprzednich wieków.
Mowa chociażby o Plantach Krakowskich, których mogą nam pozazdrościć chyba wszyscy. Mamy też największą łąkę w mieście, czyli Błonia. Miasto ma też sukces w postaci Łąk Nowohuckich, które sami w ostatnich latach sobie zabezpieczyliśmy Mimo to Maślona podkreśla, że z całą pewnością jednak brakuje w Krakowie zieleni .
Na tle innych dużych miast w Polsce mamy najmniej terenów leśnych czy dużych parków, a także brakuje dostępnej i zadbanej zieleni osiedlowej, która często należy do spółdzielni i wspólnot. Miasto nie oferuje tym podmiotom wsparcia, które motywowałoby je do lepszego dbania o te tereny Strategia na papierze, przypadek w terenie
Zapytany o długofalową strategię miasta w kwestii zieleni, radny odpowiada, że co prawda kierunki rozwoju terenów zielonych są aktualizowane , ale jego zdaniem „dokumenty sobie, działania miasta sobie” .
Jako przykład podaje kwestię wykupu gruntów.
Od lat powtarzamy, że nie wystarczy jedynie urządzać terenów, które już należą do gminy. Trzeba też w rozsądny sposób pozyskiwać nowe grunty do zasobu miejskiego Tu jego zdaniem pojawia się największa słabość . – Jako gmina dysponujemy bardzo małym odsetkiem takich gruntów – podkreśla.
Maślona ocenia, że zaledwie 10 proc. powierzchni miasta to zieleń zarządzana przez gminę, a reszta jest w rękach prywatnych. – Efekt widać choćby na Klinach , gdzie mamy duży teren z przeznaczeniem m.in. pod zieleń, ale tak naprawdę nie możemy z nim nic zrobić, bo jest w rękach prywatnych – wyjaśnia.
Plany sprzed dekad kontra współczesna wiedza
Radny zwraca uwagę, że problemem są także stare plany miejscowe .
– Jeśli za jedyny wyznacznik przy przejmowaniu terenów zielonych uznamy to, co zapisano w planach miejscowych – z których wiele uchwalono kilkanaście czy nawet ponad dwadzieścia lat temu – to efekty będą rozczarowujące – mówi.
W wielu miejscach, nawet jeśli tereny są przeznaczone pod zieleń, to już dawno zostały zabudowane i zamiast drzew wyrosły tam bloki. W Krakowie są całe osiedla, które powstawały na tzw. WZ-kach, zanim przyjęto plany. Jest to więc fikcja, z którą musimy się rozprawić Dodaje też, że wspomniane dokumenty stały często w opozycji do tego, co mówiła wiedza przyrodnicza, mimo że powstało wiele niezależnych opracowań wskazujących tereny do ochrony , np. w formie użytku ekologicznego.
– Tereny zielone muszą ze sobą w jakiś sposób współgrać. Nie mogą być rozrzuconymi, pojedynczymi punktami – mówi, przywołując przykład Klinów, gdzie powstał użytek ekologiczny złożony z pięciu małych mikroenklaw.
Musimy podchodzić do ochrony przyrody zgodnie z wiedzą ekspercką, a nie z przebiegiem granic własnościowych czy bojaźnią wobec ryzyka odszkodowań Tłumaczy też, że bez zapewnienia odpowiednich środków na wykup gruntów w budżecie miasta wszystkie te plany pozostaną jedynie obietnicami bez pokrycia .
Łukasz Maślona Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl „Wykup gruntów idzie fatalnie”
Radny zapytany, czy proces wykupu gruntów idzie w lepszym kierunku niż w latach poprzednich, nie pozostawia złudzeń .
– Idzie to fatalnie, od przypadku do przypadku. Tereny przejmujemy głównie wtedy, gdy trafi się inwestor chcący odsprzedać działki, albo po korzystnym wyroku. Dokładnie tak było ostatnio na Zakrzówku – grunty przejmujemy w wyniku mediacji sądowych , a nie dlatego, że urząd potrafił sam porozumieć się z deweloperem – mówi.
Jak ocenia, podobnie było w przypadku Parku Jalu Kurka , o który wiele lat zabiegał wspólnie z mieszkańcami.
Wiele z tych sukcesów to efekt przypadku. To dobrze, że do nich dochodzi, ale wciąż brakuje spójnej polityki wykupów i jasnych priorytetów Zdaniem radnego dopiero po ich wyznaczeniu będzie wiadomo, w których częściach Krakowa brakuje zieleni . – Nie da się oceniać miasta jedynie statystycznie jako całości, trzeba na nie patrzeć lokalnie – podkreśla, zwracając uwagę na zróżnicowane potrzeby dzielnic .
– Mieszkańcy północy chcieliby mieć u siebie odpowiednik Lasu Wolskiego. Z kolei ci, którzy mieszkają w jego sąsiedztwie, nie mają już tak dużych oczekiwań w kwestii pozyskiwania obszernych terenów, ale bardziej ochrony tego, co jest – wylicza.
Park XXL i trudne tereny
Jednym z symboli problemów z pozyskiwaniem gruntów jest zapowiadany od lat duży park w Dolinie Prądnika .
– Cały czas czekamy na ten teren , choć w tym przypadku mamy do czynienia zaledwie z dwoma właścicielami. Rozmowy wprawdzie trwają, ale postępują niezwykle wolno – wskazuje radny.
Jak dodaje, podobnie wygląda sytuacja w rejonie Słonej Wody i Toń , gdzie obszarów cennych przyrodniczo jest sporo. – Takich miejsc w Krakowie moglibyśmy wymienić mnóstwo – tłumaczy.
W odniesieniu do Białych Mórz radny Maślona wskazuje, że przywracanie poprzemysłowych terenów do użytku w postaci parków ma duży potencjał , ponieważ na takie działania udaje się pozyskiwać pieniądze zewnętrzne. Jego zdaniem Kraków powinien być bardzo aktywny w aplikowaniu o tego typu środki .
– Taki wniosek złożyliśmy jeszcze w ubiegłym roku i obecnie czekamy na efekty – przypomina radny.
Tego typu trudne tereny wymagają naszej uwagi. Jeśli pozostawimy je w rękach prywatnych, jest duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości przyniesie to negatywne skutki dla ludzi i środowiska. I tu ogromnym wyzwaniem będą tereny po dawnym kombinacie w Nowej Hucie Białe Morza Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl Wymiana zamiast wykupu?
Radny przyznaje, że w Krakowie wymiana terenów między gminą a deweloperami praktycznie nie istnieje. Problem polega na tym, że miasto i spółki gminne wyprzedały grunty , które miały pod zabudowę wielorodzinną.
– Gdyby te działki pozostały w naszych rękach, mielibyśmy silną kartę przetargową w rozmowach z inwestorami. Moglibyśmy oddać dany teren pod zabudowę w zamian za przejęcie działki przeznaczonej pod zieleń – tłumaczy Łukasz Maślona.
Jako przykład wskazuje spółkę Kraków Nowa Huta Przyszłości, która w przeszłości pozbyła się znacznych zasobów gruntowych .
– To była wyjątkowo krótkowzroczna polityka. Dziś gmina nie ma działek ani na wymianę, ani pod budowę własnych mieszkań. Wyprzedając tereny w poprzednich latach, sami pozbawiliśmy się argumentów w negocjacjach tam, gdzie zależy nam na ograniczeniu zabudowy – dodaje radny.
Miliony na „upiększanie” zamiast na ziemię
Radny nie ma też dobrego zdania o tym, jak miasto wydawało pieniądze na zieleń w czasach „tłustych lat” .
– Od dawna powtarzaliśmy, że gdy środków było dużo, należało inwestować inaczej . Zamiast przeznaczać miliony na nadmierne rewitalizacje parków, przekształcenie istniejącej zieleni i robienie z niej na siłę terenów w pełni zagospodarowanych – co dziś odbija się czkawką – trzeba było skupić się na nowych wykupach. Dobrym przykładem jest Zakrzówek , gdzie wydano 50 mln zł na kąpielisko, z którego w jednym czasie może korzystać zaledwie kilkaset osób – mówi radny.
Krytycznie ocenia, że po prostu zabrakło wtedy umiaru w zagospodarowywaniu terenów zielonych.
Kraków był słynny z tego, że wydawał miliony na parki, w których stawiano ławki za setki tysięcy złotych, podczas gdy trzeba było znaczną część tej kwoty przeznaczyć na wykupy. Tymczasem ceny gruntu poszły w górę i nadal rosną, więc będziemy płacić więcej Rynek Główny Aleksandra Łabędź/LoveKraków.pl Drzewa w centrum i zielona Starowiślna
Z krakowskim radnym rozmawiam też o zielonych inwestycjach w ścisłym centrum, takich jak sadzenie drzew na Rynku Głównym , zagospodarowanie placu św. Marii Magdaleny czy utworzenie zielonego skweru przed magistratem.
Radny zaznacza, że część tych przedsięwzięć wynika wprost z woli Krakowian wyrażonej w budżecie obywatelskim, jak np. w przypadku planowanego sadzenia drzew na rynku. – Na razie jednak koszty rosną, a efektów wciąż nie widać – zauważa.
Wierzę, że te projekty w końcu zostaną zrealizowane i nie skończy się jedynie na symbolicznych kilku drzewach, lecz na naprawdę zauważalnej zmianie. W przypadku zielonego placu przed magistratem uważa, że przykład powinien iść również od władzy . – Jeśli ograniczamy liczbę miejsc parkingowych dla mieszkańców, to nie rozumiem, skąd ten krzyk niektórych radnych o kilka miejsc przed urzędem. Przecież nadal można tam swobodnie podjechać , a akurat centrum jest najlepiej skomunikowane transportem publicznym – mówi.
Najbardziej symboliczny jest jednak temat ul. Starowiślnej. Radny przypomina, że zazielenienie tego ciągu komunikacyjnego byłoby powrotem do dawnego wyglądu ulicy, na której drzewa były naturalnym elementem krajobrazu.
– Szkoda, że wyrzucono do kosza projekt o wartości ponad 100 mln zł dofinansowaniem blisko 80 mln zł, w którym przewidziano sporo nowej zieleni. Pozwoliłby on nie tylko wymienić podziemną infrastrukturę, ale przede wszystkim – oprócz drzew i krzewów – dać więcej miejsca pieszym czy rozwiązać największą bolączkę ulicy: wyremontować kompleksowo torowisko tramwajowe – ubolewa Maślona.
– Niestety pełniący obowiązki prezydenta Stanisław Kracik zdecydował inaczej. Ulica zostanie wyremontowana z własnych środków wyłącznie w formule odtworzeniowej – będzie tak, jak jest – dodaje radny.
W jego ocenie efekt prac dalece odbiegnie od oczekiwań Krakowian , którzy od lat zabiegali o gruntowną, zieloną przebudowę Starowiślnej.
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl Bank ziemi dla przyszłych pokoleń
Według Maślony priorytetem dla miasta na ten moment jest zabezpieczenie jak największych obszarów pod tworzenie nowych, dużych parków i lasów. – Nawet bez próby natychmiastowego ich urządzania, ale po to, aby budować bank ziem i, który będziemy mogli w przyszłości wykorzystać lub po prostu zostawić przyszłym pokoleniom – mówi.
Tak m. in. postępował Juliusz Leo, kiedy przejmował tereny w Lesie Wolskim. Wtedy one zapewne nie były aż tak urokliwe jak teraz i nie miały aż takich wartości. Jednak dzięki temu, że rajcowie wraz z prezydentem wykazali się wizją i podjęli taką, a nie inną decyzję, dzisiaj możemy cieszyć się z jej pozytywnych efektów – To efekt, który przychodzi dopiero w kolejnych pokoleniach. Prawdziwa zielona polityka wymaga myślenia nie tylko o bieżącej kadencji, ale o mieszkańcach Krakowa za wiele lat – podsumowuje.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.