Wisła prowadzi 2:0 w meczu, który może mieć związek z awansem do Ekstraklasy lub jej rozgrywkami. Pierwsza bramka padła z rzutu karnego, a drugie trafienie było autorstwa zawodnika o nazwisku Sanchez.
W składzie Wisły na mecz z GKS-em nie ma zaskoczenia. Wyjściowa jedenastka wygląda następująco: Łubik - Giger, Maisonneuve, Uryga, Krzyżanowski - Duda, Igbekeme - Kuziemka, Duarte, Bozić – Sanchez.
Z kolei GKS mecz zacznie w następującym ustawieniu: Kobylak - Resta, Jędrych, Klemenz - Wasielewski, Łukasiak, Wolski, Galan - Marković, Nowak - Szkurin.
Przed pierwszym gwizdkiem na trybunach trwała „rozgrzewka” kibiców obu klubów, którzy nie szczędzili sobie „uprzejmości”.
Mecz rozpoczął się od kapitalnej oprawy kibiców Wisły, przygotowanej na dwie trybuny oraz od ogłuszającego wręcz dopingu.
Po początkowym badaniu sił, pierwszy groźnie zaatakował GKS. W 7 min po przechwycie w środku pola Katowiczanie wyprowadzili akcję zakończoną strzałem Bartosza Nowaka. Marcel Łubik odbił piłkę na rzut rożny. Bramkarz Wisły błysnął formą jeszcze mocniej dwie minuty później, gdy w sytuacji sam na sam z Emanem Markoviciem obronił strzał tego ostatniego na róg.
Wisła na naprawdę dobrą okazję kazała czekać do 28 min, gdy Frederico Duarte „poklepał” z Raoulem Gigerem w okolicach pola karnego GKS-u, a wszystko zakończył Portugalczyk mocnym, kąśliwym strzałem. Gabriel Kobylak odbił jednak piłkę na rzut rożny.
W 42 min znów w roli głównej wystąpił Frederico Duarte. Tym razem próbował bramkarza GKS-u zaskoczyć strzałem z ostrego kąta, ale trafił w słupek.
Ostatecznie po mocno taktycznej, zamkniętej z obu stron połowie, na przerwę oba zespoły schodziły przy bezbramkowym remisie.
W drugą część lepiej weszła Wisła. Atakowała częściej i w 54 min mieliśmy tego bardzo konkretny efekt. Po dośrodkowaniu w pole karne Frederico Duarte Marcin Wasilewski w pół złapał Alana Urygę i sędzia nie miał wyjścia, musiał wskazać na jedenasty metr. A po chwili z karnego pewnie do siatki trafił Marko Bozić choć jego intencje wyczuł Gabriel Kobylak.
Bramkarz GKS-u nie miał natomiast kompletnie nic do powiedzenia cztery minuty później, gdy po dośrodkowaniu Raoula Gigera piłkę głową z kilku metrów wpakował do siatki Jordi Sanchez.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.