
Bochnia/ Fot. Damian Radziak.
Jeżeli miasto leży na soli (to oczywiście skrót myślowy, ala działa na wyobraźnię), od soli uciec się nie da. Nie udawaliśmy więc, że jej nie ma. Zanurzyliśmy się w sól, smakowaliśmy ją, pływaliśmy podziemną słoną rzeką, ale ścian w bocheńskiej kopalni nie lizaliśmy (podobno formalnego zakazu nie ma).
Kilogram soli za 500 złotych
Najwięcej czasu spędziliśmy 200 metrów pod ziemią (kilkadziesiąt pięter w dół). Mieliśmy znakomitych przewodników, którzy potrafią opowiadać. A temperatura w bocheńskiej kopalni idealna jest podczas upałów (do 16 stopni Celsjusza), więc przybywajcie, kiedy na powierzchni jest piekło. Posłuchajcie Jana Witka, przewodnika po bocheńskiej kopalni (nas zachwycił):
Nie mieliśmy ropy naftowej, ale mieliśmy sól. Kazimierz Wielki dzięki dochodom z soli mógł inwestować - budował zamki, lokował miasta, wzmacniał granice. A co robił Władysław Jagiełło? Miał sól, więc utrzymywał armię zaciężną, która biła się z Krzyżakami. Tego wszystkiego dowiecie w Bochni, wystarczy tylko zjechać pod ziemię (spokojnie, wiedzą tu, jak radzić sobie z klaustrofobią w windzie). Jak będziecie mieć szczęście, waszym przewodnikiem będzie Jan Witek.
Dowiecie się, że konie pracujące pod ziemią były bardzo mądre i potrafiły liczyć do trzech (co za historia!). Jak to możliwe? Konie ciągnęły trzy wózki, ale czasem górnicy próbowali im dołożyć czwarty, tyle że konie nie dawały się oszukać, miały swoją metodę – cofały się i uderzały zadem w pierwszy wózek, ten wydawał dźwięk. Drugi wózek uderzał w trzeci i znowu dźwięk. Jak kombinował koń? Dwa dźwięki w porządku, trzy to już za dużo, nie jadę.
Od motyli do czarownic
Kiedyś trzeba było jednak wrócić na powierzchnię, zostawić sól. I dobrze, że wyszliśmy – zajrzeliśmy do Muzeum Motyli Arthropoda, warto było. Małe muzea w małych miastach mają fascynującą historię. Bocheńskie muzeum powstało, bo pojawił się jeden człowiek z pasją, która potem stała się sensem wszystkiego. Tym człowiekiem był Jacek Kobiela (artysta plastyk, konserwator dzieł sztuki, z zamiłowania przyrodnik), a o zbiorach opowiadał nam jego syn, Filip („W domu motyle były wszędzie). Nie omijajcie tego muzeum, zajrzyjcie tu. To lekcja biologii, geografii, ale też botaniki.
Wprosiliśmy się też do Muzeum im. prof. Stanisława Fischera (był nauczycielem, społecznikiem i jednym ze „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata). Tu też mają cuda – 20 tysięcy eksponatów, w tym obrazy Malczewskiego, Fałata, Boznańskiej, Wyczółkowskiego. Będziecie zaskoczeni. I tu również spotkaliśmy kogoś, kto potrafi opowiadać lokalną historię, a jedna z nich jest... Jakby to ująć?
Lody, po których chce się pić
I to nie koniec ten historii:
Jeżeli będziecie w Bochni, dopytajcie o szkielety, które znaleziono w podziemiach rynku. Więcej nie powiemy.
Między rozmowami spotykaliśmy też rowerzystów, którzy podpowiadali nam swoje ulubione trasy. Zajrzeliśmy do parku Uzbornia, żeby na chwilę odetchnąć – bo ile można mówić do mikrofonu? A potem były jeszcze lody. Jak smakowały? No zgadnijcie...
Bochnio, dziękujemy – za przeszłość i teraźniejszość.
Partnerzy akcji:
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.