
OpenAI i Google przyznały, że ich zaawansowane usługi sztucznej inteligencji były dostępne dla spółek zależnych Alibaby, Baidu i Tencentu znajdujących się na czarnej liście Pentagonu i zarejestrowa...
Formalnie transakcje te są zgodne z prawem. Problem polega jednak na tym, że obecne regulacje nie zakazują szerokiego dostępu do modeli AI dla podmiotów powiązanych z Chinami, nawet jeśli znajdują się na tzw. liście 1260H — zestawieniu firm podejrzewanych o współpracę z Chińską Armią Ludowo‑Wyzwolicielską — pisze "Financial Times".
Po ujawnieniach medialnych OpenAI zdecydowało się na szybki krok — wstrzymało dostęp do API użytkownikom powiązanym z Alibabą. Powodem były obawy o tzw. "distillation", czyli wykorzystywanie odpowiedzi modeli AI do trenowania konkurencyjnych systemów.
Firma zaznacza, że nie dopuszcza korzystania ze swoich narzędzi bezpośrednio z Chin, ale jednocześnie pozwala na ich używanie przez podmioty o chińskim kapitale w innych krajach, gdzie możliwe jest monitorowanie ich aktywności. OpenAI argumentuje też, że ważniejsze niż ograniczenia narodowe jest to, by globalnie rozwijały się rozwiązania oparte na "demokratycznych wartościach".
Podobne podejście prezentuje Google, który udostępnia swoje narzędzia AI w takich lokalizacjach jak Hongkong czy Singapur. Firma zaznacza, że obowiązują tam określone zasady, w tym zakaz wykorzystywania modeli do trenowania konkurencyjnych rozwiązań.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.