
Michał Walkiewicz — Doomscrolling, czyli zjawisko kompulsywnego wchłaniania negatywnych treści, ma swoje źródła w naszej psychice, a nie w Internecie. Ale to Internet zamienił je w znak czasów.
Doomscrolling, czyli zjawisko kompulsywnego wchłaniania negatywnych treści, ma swoje źródła w naszej psychice, a nie w Internecie. Ale to Internet zamienił je w znak czasów.
Świecący ekran smartfona w ciemnym pokoju to dla wielu z nas ostatni widok przed snem. Niestety, to właśnie wtedy jesteśmy najbardziej podatni na „scrollowanie zagłady”. (fot. Shutterstock / Shutterstock)
Tekst ukazał się w Magazynie Zero#2.
Wiadomość z ostatniej chwili! Wiewiórka, która nauczyła się jeździć na nartach wodnych, utonęła. To wielka strata. Jak bowiem wynika z raportu Międzynarodowej Agencji ds. Klimatu, miałaby szansę przetrwać nawet po uderzeniu huraganu „Szatan" w Kalifornię. Gubernator stanu zapowiedział już, że jest za stary do tej roboty. Ma na głowie II wojnę secesyjną, inflację sięgającą siedmiuset procent, pandemię wirusa zamieniającego ludzi w marmur oraz wyciek wrażliwych danych z serwerów CIA. Polski rząd tymczasem obserwuje sytuację ze spokojem.
– Z perspektywy prajedni jesteśmy tylko kosmicznymi mrówkami. Dryfujemy w beznamiętnej otchłani zimna, pustki i ciszy – skomentował sytuację premier.
A co do dobrych wiadomości, to nie ma, ku***, żadnych.
Kilkanaście lat temu prosiłbym was o wyregulowanie odbiorników. Dziś poproszę o odłożenie telefonów. Zjawisko kompulsywnego przeglądania negatywnych treści w Internecie oraz w mediach społecznościowych jest dziś problemem na tyle poważnym, że na alarm bije połączony sztab psychologów, medioznawców, trenerów personalnych oraz filozofów uważności.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że za podróżą do piekła (nowo)medialnych przekazów stoi nawyk odklejania się od rzeczywistości. To raczej symptom ultraintensywnego kontaktu z nią – tyle że jest to rzeczywistość przefiltrowana przez cudzą wrażliwość oraz, co gorsza, przez cudzy interes. Czesław Miłosz – zwłaszcza ten z „Ziemi Ulro" – nazwałby tę aktywność zagładą przez utratę sensów. My nazywamy ją – werble! – doomscrollingiem.
Pojawił się zły omen. Recesja grozi największej gospodarce świata – Business Insider Polska, sierpień 2024
XX wiek nauczył nas (słowami Lema), że trudno żyje się w czasach, w których technologia ma swój świetlisty awers i mroczny rewers. XXI wiek udowodnił, że jeszcze trudniej żyć, gdy podrzucona moneta zawsze staje na krawędzi. Telefony przypominają nam o ograniczeniu decybeli w zgodzie z unijnymi standardami, a jednocześnie oferują tryby wygłuszania miejskiej kakofonii (w sam raz na jogging pod sygnalizacją świetlną!).
Aplikacje podsumowują tygodniowy czas spędzony przed ekranem, by za chwilę nas skarcić: wciąż nie jesteś na bieżąco z życiem znajomych i nieznajomych! Media społecznościowe oferują i promują nowe systemy zabezpieczeń, choć ich sednem pozostaje eskalująca ekspozycja prywatności.
Wszystko to oczywiście rzeczy ważne i zauważalne, kontrapunkty w tkance rutynowego i „niewidzialnego" obcowania z technologią. Zaś to ostatnie doświadczenie łatwiej byłoby zamknąć w metaforze strumienia – bezustannego przyswajania informacji; bez paginacji i przecinków; bez wytchnienia i bez sensu. Nie ma znaczenia, w które z czarnych lusterek akurat spoglądamy; czy przeglądamy Facebooka, zapętlamy playlistę w Spotify, wykłócamy się na Reddicie o wyższość pepperoni nad hawajską, czy kupujemy na Temu Spider-Mana z żywicy.