Działają jak harpun, łatwo wbijają się w skórę, mogą uszkadzać uszy, łapy a nawet oczy. Wszechobecne latem kłosy traw stanowią poważne zagrożenie dla domowych czworonogów. Zwłaszcza tych wychodzących.
- Mały fragment rośliny migrując w głąb ciała, wywołuje zwykle stany zapalne, ropnie i ból - mówi szczecińska lekarz weterynarii Justyna Dobryłko. - Kłosy mogą być praktycznie wszędzie, czyli w oku, w uchu, to są najczęstsze miejsca. Między paluszkami, ale też zdarzył mi się kłos w zeszłym roku wbity w podgardle, w podudzie, pod zębem, w dziąsło i one mają tendencję do ropienia, wytwarzania stanów zapalnych. Według lekarki, każdy nietypowy sposób zachowania pupila powinien zwrócić naszą uwagę. - Potrząsanie głową, wylizywanie nadmierne łap, tarcie oka, językiem cały czas memłanie, to wszystko mogą być też objawy kłosów - dodaje Dobryłko. Nie warto kłosów wyciągać samodzielnie. Ostre zadziory łatwo się łamią, pozostawiając fragmenty, które będą się przemieszczać. Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski
Czytaj cały artykuł u źródła — Polskie Radio Szczecin (Radio Szczecin)