
[t4b-ticker]
Początek lipca to czas świętowania Dnia Psa, ale przede wszystkim start sezonu urlopowego, który w statystykach schronisk i grup poszukiwawczych zapisuje się dramatycznie. To właśnie podczas wakacyjnych wyjazdów ucieka najwięcej psów.
Nowe otoczenie, stres związany z podróżą, nagła burza czy chwila nieuwagi przy wysiadaniu z samochodu wystarczą, by zwierzę rzuciło się do ucieczki przed siebie. 1 lipca warto więc podarować psu prezent, który realnie może uratować mu życie – mikroczip.
Czip (mikroczip) to miniaturowe urządzenie elektroniczne, które pod względem wielkości przypomina zwykłe ziarenko ryżu. Weterynarz wprowadza je pod skórę psa za pomocą specjalnej strzykawki.
Cały zabieg trwa zaledwie kilka sekund, przypomina zwykły zastrzyk i nie wymaga podawania psu żadnego znieczulenia. Czip zostaje pod skórą zwierzęcia już na całe jego życie, nie przeszkadza mu w codziennym funkcjonowaniu i jest dla niego całkowicie niewyczuwalny.
Działa jak cyfrowy, unikalny dowód osobisty psa. W środku urządzenia zakodowany jest tylko i wyłącznie jeden, niepowtarzalny na całym świecie 15-cyfrowy numer. Możliwy jest on do odczytania gdy ktoś zbliży do ciała psa specjalny czytnik fal radiowych. Takie czytniki znajdują się w każdym gabinecie weterynaryjnym, schronisku, a także na wyposażeniu straży miejskiej czy policji.
Gdy urządzenie wyświetli ten 15-cyfrowy numer, weterynarz od razu wpisuje go do internetowej bazy danych, w której znajdują się dane kontaktowe.
Ponieważ weterynarze po zabiegu rzadko rejestrują psy w bazie automatycznie, ten jeden krok przed wakacjami trzeba sprawdzić samemu. Aby system zadziałał, po powrocie z gabinetu należy ręcznie zarejestrować numer czipa w ogólnopolskich i międzynarodowych internetowych bazach danych (takich jak np. Safe-Animal czy CBDZOE). Dopiero tam, w specjalnym profilu, do numeru czipa dopisuje się swoje imię, nazwisko, adres oraz – co najważniejsze – aktualny numer telefonu.
Dzięki temu, gdy pies ucieknie na urlopie, cały proces jego powrotu do domu zajmuje zaledwie kilka minut. Znalazca idzie do lecznicy, lekarz skanuje szyję, sprawdza numer w sieci i od razu dzwoni pod wskazany telefon, a właściciel odzyskuje pupila.
Foto: Archiwum
Co sądzisz na ten temat?
KoszalinInfo TV