RAK
    Tu się nie pracowało od ósmej do szesnastej. Tu się po prostu żyło. Wspomnienie o PGR Gościno

    Tu się nie pracowało od ósmej do szesnastej. Tu się po prostu żyło. Wspomnienie o PGR Gościno

    2252 odsłon
    Tu się nie pracowało od ósmej do szesnastej. Tu się po prostu żyło. Wspomnienie o PGR Gościno

    10 lipca 2026

    09:15

    Jeszcze kilkadziesiąt lat temu trudno było wyobrazić sobie Gościno i okoliczne miejscowości bez Państwowego Gospodarstwa Rolnego. To ono wyznaczało rytm dnia, dawało zatrudnienie setkom mieszkańców i budowało lokalną społeczność. Dla jednych było pierwszym miejscem pracy, dla innych – jedynym pracodawcą przez całe zawodowe życie. Choć od likwidacji PGR-u minęły już ponad trzy dekady, jego historia wciąż żyje w pamięci ludzi, którzy tworzyli to miejsce.

    Jeszcze trzydzieści kilka lat temu trudno było wyobrazić sobie Gościno, Wartkowo, Pławęcino i okoliczne miejscowości bez Państwowego Gospodarstwa Rolnego. Dla jednych był to po prostu zakład pracy, dla innych całe życie. PGR dawał zatrudnienie, zapewniał mieszkania, organizował życie kulturalne, a przede wszystkim tworzył społeczność. To właśnie tam ludzie spędzali większość swojego życia, zakładali rodziny, wychowywali dzieci i przechodzili na emeryturę. Dziś po dawnych gospodarstwach pozostały budynki, fotografie i wspomnienia ludzi, którzy tworzyli ich historię. Takie wspomnienia wróciły z ogromną siłą podczas spotkania byłych pracowników PGR Gościno, ich rodzin i sympatyków, które odbyło się w Pławęcinie. Państwowe Gospodarstwa Rolne powstały po II wojnie światowej i przez ponad czterdzieści lat były jednym z filarów polskiego rolnictwa. Na Pomorzu Zachodnim odgrywały szczególną rolę, przejmując dawne majątki ziemskie i prowadząc wielkoobszarową produkcję rolną. W Gościnie uprawiano praktycznie wszystko – pszenicę, jęczmień, żyto, owies, później także pszenżyto. Były rzepak, buraki cukrowe, ziemniaki i kukurydza. Funkcjonowała produkcja zwierzęca, hodowano trzodę chlewną, przygotowywano pasze i dbano o rozległe tereny zielone. Pracy nie brakowało przez cały rok. – U mnie w domu każdy miał jakiś epizod pracy w PGR. Krótszy bądź dłuższy – wspomina Sylwester Koszel, prezes zarządu stowarzyszenia byłych pracowników PGR.– Najdłużej pracował mój tata. Czterdzieści trzy lata. Zaczynał jako piętnastoletni chłopak w Wartkowie. Najpierw był pomocnikiem stajennego, później zrobił uprawnienia na ciągnik i przez kolejne lata pracował jako kierowca. Do samej emerytury był związany z PGR-em. Podobną drogę pamięta kolejny były pracownik.– Ja zaczynałem w warsztatach naprawczych w Wartkowie. Miałem wtedy dziewiętnaście lat. Zimą naprawiało się ciągniki i kombajny, przygotowywało maszyny do kolejnego sezonu. Roboty nigdy nie brakował – dodaje prezes. Praca w PGR-ze nie należała do łatwych. Nie kończyła się po ośmiu godzinach i nie znała wolnych weekendów. – Bywało tak, że w sobotę mieliśmy już jakieś plany, a nagle przychodziła wiadomość, że na stację przyjechały wagony do rozładunku. Wszystko trzeba było zostawić i jechać. Zajmowaliśmy się również zwierzętami, a one nie poczekają. Trzeba je było nakarmić, wydoić krowy, przygotować paszę. Pracowało się przez cały tydzień. Rolnictwo rządziło się własnymi prawami. O wszystkim decydowała pogoda . – Żniwa to był prawdziwy maraton. Ursus, dwie przyczepy, dwanaście ton zboża, hałas silnika, kurz i upał. Wracało się do domu zmęczonym, ale człowiek wiedział, że zrobił coś potrzebnego. Dzisiaj naprawdę podziwiam wszystkich, którzy wytrzymali w tej pracy po czterdzieści lat – mówi Koszel. Jednak podczas spotkania najczęściej powtarzało się jedno słowo – wspólnota.– Wieś PGR-owska stanowiła jeden wielki „monolit”. Byliśmy jednością. Ludzie się szanowali i pomagali sobie. Każdy znał każdego. Bardzo dobrze wspominam tamten okres. Czułem się tam dobrze. Było mnóstwo pracy, ale z roku na rok gospodarstwo się rozwijało. PGR był czymś znacznie więcej niż zakładem pracy. Organizował życie mieszkańców. Działały świetlice, odbywały się zabawy, festyny, spotkania dla dzieci i dorosłych. – Raz na cztery lata pracownikom przysługiwało odnowienie mieszkania zakładowego. Dzięki temu mogę śmiało powiedzieć, że byłem w każdym mieszkaniu pracowników PGR Gościno – wspomina Ryszard Słomczewski, były pracownik. – Remonty obejmowały przede wszystkim malowanie i szpachlowanie ścian, a w razie potrzeby również montaż łazienek czy inne prace modernizacyjne. Staraliśmy się, aby mieszkania były utrzymane w dobrym stanie i zapewniały rodzinom godne warunki do życia. Jak podkreśla Słomczewski, PGR Gościno prowadził także szeroko zakrojoną działalność socjalną. Pracownicy mogli liczyć nie tylko na mieszkania zakładowe, ale również na wsparcie w codziennym życiu, dokształcanie oraz bogatą ofertę wypoczynku dla dzieci.– Prowadziliśmy akcję dokształcania pracowników. W 1980 roku zlikwidowaliśmy tzw. analfabetyzm – wszyscy zatrudnieni w PGR mieli ukończoną przynajmniej szkołę podstawową. Był to dla nas powód do dumy i ważny krok w podnoszeniu kwalifikacji całej załogi – wspomina. Szczególnym osiągnięciem była również rozbudowa osiedla mieszkaniowego. – W trudnych latach 80., kiedy w kraju brakowało niemal wszystkiego, w PGR Gościno powstało aż 178 nowych mieszkań. To był prawdziwy ewenement – podkreśla Słomczewski. – Wręczanie kluczy do nowego mieszkania było niezwykle satysfakcjonujące. Wiedzieliśmy, że dla wielu rodzin oznaczało to początek nowego etapu życia i znacznie lepsze warunki. Najcieplej wspomina jednak działalność skierowaną do najmłodszych. – Najwspanialej wspominam akcję kolonijną. Zabezpieczaliśmy sto procent potrzeb dzieci pracowników. Nikomu nie odmawiano wyjazdu – każdy chętny mógł pojechać na kolonie. Organizowaliśmy wyjazdy do różnych części kraju, między innymi do Cieszyna. Dla wielu dzieci były to pierwsze dalsze podróże i niezapomniane wakacyjne przeżycia. Szczególne miejsce w pamięci zajmują dożynki.– To było największe święto w roku. Czasami odbywało się dopiero w październiku, kiedy wszystkie prace były zakończone. Każdy pracownik dostawał jedzenie i napoje. Spotykaliśmy się na placu w Gościnie, grała muzyka i bawiliśmy się do białego rana. To było podziękowanie za cały rok ciężkiej pracy – opowiada Sylwester Koszel. Nie mniej barwnie wspominane są jesienne wykopki. – Do Wartkowa przyjeżdżała Zasadnicza Szkoła Budowlana z Kołobrzegu. Uczniowie przyjeżdżali Starem na skrzyni. Dla nich była to przygoda, dla nas ogromna pomoc. Oczywiście czasem coś nabroili, ale było przy tym mnóstwo śmiechu. Po zakończonej pracy zawsze znajdował się czas na wspólne świętowanie. Wielu uczestników spotkania zgodnie podkreślało, że PGR dawał ludziom poczucie stabilizacji. Wiadomo było, gdzie się pracuje, z kim się pracuje i na kogo można liczyć. Dzieci chodziły razem do szkoły, rodzice spotykali się po pracy, sąsiedzi pomagali sobie w codziennym życiu. Wszystko zmieniło się na początku lat dziewięćdziesiątych. Rozpoczęła się likwidacja Państwowych Gospodarstw Rolnych, a wraz z nią zakończył się pewien rozdział w historii wielu miejscowości. – Z dnia na dzień człowiek został bez pracy. Zamykano warsztaty, obory i magazyny. Najbardziej bolało jednak to, że rozpadła się społeczność, która przez tyle lat była razem. Dla wielu rodzin oznaczało to bezrobocie i konieczność rozpoczęcia życia od nowa. Wielu młodych wyjechało w poszukiwaniu pracy, a dawne osiedla PGR-owskie zaczęły się zmieniać. Choć od tamtych wydarzeń minęły już ponad trzy dekady, wspomnienia wciąż pozostają żywe. Pokazało to spotkanie w Pławęcinie.

    ZOBACZ FOTOGALERIĘ Z WYDARZENIA

    Czytaj cały artykuł u źródła — Gazeta Kołobrzeska (gazetakolobrzeska.pl)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era