
Flaga ukraińska sprzed starostwa znika po raz trzeci i już nie wraca. W szpitalu nie ma żadnego saloniku VIP, mówi starosta szczecinecki Krzysztof Lis, i powtarza to jak dwa razy dwa. Gdy pytam go się o pensje lekarzy, to odpowiada, że dużo płacimy, bo system jest zły. A do ruin pałacu w Juchowie można już przyjechać bez strachu, choć ktoś tam dalej rozkręca śruby, żeby wynieść dwuteowniki.
1
Skrót prasowy rozmowy. Pełna wersja - w materiale wideo
Flaga ukraińska zniknęła sprzed urzędu
Maciej Gasiul: Jak tam flaga ukraińska przed urzędem?
Krzysztof Lis: Od dłuższego czasu nie wisi. Raz nam ukradli tę flagę, nie wiem kto, to pełnomocnik zawiesił następną. Drugi raz ukradli, więc znowu zawiesiliśmy. Trzeci raz ukradli i już nie mieliśmy żadnej zapasowej. Powiedziałem: dobrze, nie będziemy się bawić w kotka i myszkę, my wywieszamy, ktoś ukradnie. Nieraz nawet nie wiem, czy ktoś ukradł, bo chciał, czy to był uchodźca z Ukrainy, któremu ta flaga była potrzebna. Od jakichś sześciu miesięcy flaga ukraińska przed starostwem nie wisi. Powiesiliśmy unijną, powiatu i Polski. Niech tak zostanie.
"Saloniku nie ma. Nie było, nie ma i nie będzie"
Gdyby się okazało, że w szpitalu jest salonik VIP, to jaka byłaby Pańska reakcja?
Po pierwsze, na pewno tego saloniku nie ma. To mogę powiedzieć jak dwa razy dwa. Nigdy nie było, nie ma i na pewno nie będzie. Nie dopuszczam myśli, że taka formuła mogłaby mieć miejsce. Nasz szpital stara się reagować normalnie na potrzeby wszystkich bez wyjątku i nie ma czegoś takiego, żeby ktoś był traktowany w sposób wyjątkowy.
Zastanawiałem się natomiast nad jedną rzeczą, bo teraz to głośne pytanie. Czy Pan, czy ja, czy osoba druga i trzecia, mając jakieś problemy zdrowotne, nie próbowała korzystać ze swoich znajomości. Powiedzieć: słuchaj, jestem zarejestrowany na dłuższy termin, czy dałoby się to przyspieszyć. To jest powszechne i nie oszukujmy się, nie bądźmy fałszywi, mówiąc, że nigdy z tego nikt nie korzystał. Dla mnie to jednak coś innego niż salonik dla wyjątkowych osób, nawet nie wiem jakich. Kto miałby kartę wstępu, kto by nie miał, jaką trzeba pełnić funkcję.
Ja sam kiedyś korzystałem ze szpitalnego oddziału ratunkowego, bo miałem taką potrzebę. Siedziałem tam dosyć długo, bo robiono mi jeszcze badania, żeby ustalić, co mi dolega. Myślę, że ta formuła jest jak najbardziej właściwa. Jeżeli ktoś skorzysta ze znajomego lekarza czy pielęgniarki, to chyba nie jest nic strasznego, o ile nie narusza potrzeb innych osób, nie wchodzi w miejsce, które ktoś miał zabezpieczone. To też są fakty.
Dlaczego lekarzom płaci się dużo
Lekarzom płacimy dużo, bo jest ich mało?
Lekarzom płacimy dużo, bo system jest zły. Podam przykład. Szpitalny oddział ratunkowy musi mieć przynajmniej dwóch lekarzy ze specjalizacją, a weźmy dyżury 24-godzinne, tych lekarzy po prostu nie ma. Były sytuacje, że przyjeżdżał do nas lekarz z daleka, chyba z Łodzi, nie chcę podać złej informacji. Miał specjalizację z ratownictwa medycznego, pełnił 24-godzinny dyżur i dostawał 350 do 400 zł za godzinę. 24 razy 400, brał prawie 10 tysięcy i wyjeżdżał. Ale to wynika z tego, co opisuje Narodowy Fundusz Zdrowia.
Jeżeli mamy oddziały, a Fundusz określa, że przy takich a takich procedurach na oddziale ginekologicznym musisz mieć zatrudnionych pięciu lekarzy, bo dyżury, bo specjalizacje, a tych lekarzy na rynku nie ma, to szukamy ich spoza Szczecinka. Przyjeżdżają tu na dyżur, do poradni. Proszę zwrócić uwagę, że w Szczecinku był i jest taki czas, że mamy sporo lekarzy z Koszalina. Zatrudnili się u nas, bo atmosfera w Koszalinie była zła, a Szczecinek jest przyjazny i ma dobre warunki do pracy. Stąd wielu lekarzy wysokiej klasy z Koszalina pracuje w Szczecinku, już od lat, i ogromnie to cenimy.
Złą formułą jest natomiast to, że płacimy też w kontraktach od procedur, a w poradniach specjalistycznych procent od przyjętych pacjentów. Jeżeli mamy poradnię zakontraktowaną na pewną liczbę przyjęć i lekarz bierze 30 do 40 procent od przyjętych pacjentów, to opłaca się jednemu i drugiemu, bo my jako szpital też na tym zyskujemy. Tak się utarło i gdybyśmy chcieli to dziś zmienić, byłoby trudno.
Można powiedzieć, jaka jest średnia wypłata lekarza?
Nie, nie można, ale nie dlatego, że nie chcę, tylko dlatego, że akurat nie wiem. Dziewięćdziesiąt kilka procent lekarzy pracuje na kontraktach, a te kontrakty są negocjowane terminowo i kwotowo, zależnie od tego, czy chodzi o lekarza z poradni specjalistycznej, czy z oddziału. Bywa różnie. Jeżeli powiem, że to jest 300, 350 zł, to takie stawki gdzieś mają miejsce.
Do pałacu w Juchowie można już przyjechać bez strachu
A do Juchowa, żeby zobaczyć pałac, można już przyjechać bez strachu?
Tak, można przyjechać bez strachu. Cały obiekt jest zabezpieczony, można tam w środku nawet sobie zwiedzić. W tej chwili robimy monitoring całodobowy, bo obiekt nie jest jeszcze ogrodzony. Niestety jak coś nie jest ogrodzone, to ludzie przywożą śmieci. Mam na przykład 40 opon. Nie do samego pałacu, ale w jego okolice.
Zrobiliśmy analizę dotyczącą uporządkowania przestrzeni wokół pałacu, jeśli chodzi o zadrzewienie. Wystąpiliśmy do konserwatora zabytków o zgodę na okrzesanie drzew od strony ulicy, żeby pałac był ładnie widoczny. Bez zgody konserwatora nic tam nie możemy wyciąć. Myślę, że w lipcu powinniśmy taką zgodę otrzymać i wtedy uruchomimy porządkowanie terenu.
Wystąpiłem też do wojewody o przeznaczenie środków, bo przypomnę, że to jest Skarb Państwa. Starosta zarządza pałacem w imieniu Skarbu Państwa, więc wojewoda również ma obowiązek przekazywania pieniędzy na utrzymanie obiektu. Wystąpiłem o środki na ogrodzenie. Ale najpierw robimy całodobowy monitoring, wykonawca już wyłoniony, chyba za 62 tysiące złotych. Później okrzesamy drzewa, uporządkujemy teren, a jeśli dostanę dofinansowanie, ogrodzimy go.
Następnym moim zamiarem jest zrobić tam ścieżkę edukacyjną, tablice informacyjne, tak żeby ten obiekt można było przez wiele lat podziwiać i widzieć, jak był przepiękny, kiedy był dobrze utrzymany. Chciałem odnowić te dwie wieżyczki, które są znakiem rozpoznawczym. Złożyliśmy wniosek do marszałka województwa w naborze na utrzymanie i zabezpieczenie zabytków, mieliśmy to wyszacowane na 200 tysięcy złotych. Niestety nie zmieściliśmy się na liście. Rozmawiałem z marszałkiem, mówi: może na przyszły rok złóż to, będę pamiętał. Myślę, że zrobiliśmy bardzo wiele dla tych ruin.
Słyszę przy tym słowa krytyczne: po jaką chorobę to zostało zrobione. Po to, żeby zostawić coś, co pokazuje świetność tego miejsca. Z przykrością przyznaję, że jest tam wiele elementów metalowych, skręcanych na śruby, i niektórzy już sobie porozkręcali, żeby te ceowniki, dwuteowniki zabrać albo gdzieś przeznaczyć. Stąd pomysły co do monitoringu i ogrodzenia.
Czytaj cały artykuł u źródła — Temat Szczecinecki (temat.net)