Zorganizowany w Jastrowiu 37. festiwal „Bukowińskie Spotkania” oraz XI Bukowiński Festiwal Nauki okazały się jednymi z najciekawszych wydarzeń kulturalnych tego roku. Przez kilka czerwcowych dni region tętnił wielonarodową tradycją dawnej Bukowiny, łącząc historię ze współczesnością. Poniższy tekst to spojrzenie na ten unikalny fenomen z perspektywy czysto ludzkich emocji i tradycji. To opowieść o dawnej obietnicy rzuconej o świcie, o powojennym wstydzie przesiedleńców, który ustąpił miejsca dumie, oraz o barwnym korowodzie na ulicach miasta. Przede wszystkim jednak to kronika spotkań z ludźmi, którzy przy blasku ogniska i misce mamałygi udowodnili, że prawdziwa bliskość nie zna żadnych granic.
O Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym „Bukowińskie Spotkania” w Jastrowiu słyszy się od dawna. Postronnemu obserwatorowi może on kojarzyć się z oficjalną, nieco sztywną akademią, jakich pełno w kalendarzach domów kultury. Dopiero bezpośredni udział w czwartkowych wydarzeniach oraz w magicznym, piątkowym wieczorze w Jastrowiu pozwala zrozumieć, jak mylne bywają pozory. Pod tradycyjną, folkową otoczką kryje się bowiem coś zupełnie innego, niespotykanego na współczesnych festiwalach komercyjnych. To nie jest nudna impreza masowa, na której zmęczeni wykonawcy odklepują kolejne punkty programu i odjeżdżają autokarami. To raczej jedna wielka, połączona niewidzialnymi nićmi, niesamowicie zżyta rodzina. Ci ludzie potrafią wciągnąć w swój fascynujący świat każdego, natychmiast skracając dystans i zarażając energ