
Do tragedii doszło w niedzielę.
Historię opisał w mediach społecznościowych pisarz Jakub Żulczyk, który był świadkiem tej śmierci. Jego post ma ponad 21 tysięcy rekacji na Facebooku. Z naszą redakcją skontaktował się tata właściciela psa.
Misiu, bo tak wołano na psa rasy American Bully, w listopadzie skończył 8 lat. Jego właściciel mieszka w Berlinie, ale w Poznaniu odwiedza swojego tatę. Ponieważ Misiu to oczko w głowie właściciela, w podróże jeździli razem. W ostatnich dniach właściciel z psem byli w naszym mieście. - W niedzielę odwiozłem ich na Dworzec Zachodni, około 15:00 mieli pociąg do Berlina - relacjonuje tata.
Jak zaznacza, pies został przygotowany do podróży. - Syn go wykąpał, był zlany chłodną wodą, na dworzec jechaliśmy z włączoną klimatyzacją. Syn miał kupiony bilet dla psa, legowisko do pociągu, miał też dla niego wodę - wymienia. - Niestety okazało się, że w pociągu nie działa klimatyzacja, czego nie można było wcześniej przewidzieć. W trakcie podróży pies najpierw zaczął wymiotować, później miał drgawki, ostatecznie odszedł na rękach mojego syna - opisuje.
Tata właściciela potwierdza, że syn wysiadł z pociągu w Świebodzinie. - Misiu już nie żył. Gdy się o tym dowiedziałem, byłem tak zdenerwowany, że musiałem poprosić kolegę o zawiezienie mnie do Świebodzina po syna. Czekał przed dworcem, zapuchnięty, to był armagedon. Pan Żulczyk opisał to bardzo trafnie - ja też nie widziałem nic smutniejszego niż mój syn stojący przed tym dworcem. Zabraliśmy Misia i wróciliśmy do Poznania. Czekamy na kremację psa, który był uwielbiany przez rodzinę, ale też przez naszych sąsiadów - podkreśla.
Dodano: 30 czerwca 2026 r. godz. 14:53