
Miało być czasowe zawieszenie działalności. Miała być przeprowadzona termomodernizacja dachu i internatu. Minęły dwa lata. Pałac stoi pusty, okna zabite płytami OSB, na ścianach pojawiły się wulgarne napisy. Młodzież, która mogła się tu uczyć i wychowywać, trafiła do innych ośrodków – lub wróciła do patologicznych środowisk, z których wcześniej ją wyciągnięto. Grażyna Kozanecka, była kierownik Ośrodka Szkolenia i Wychowania OHP w Niechanowie, wygrała właśnie sprawę w Sądzie Pracy. Jej zwolnienie dyscyplinarne zostało uznane za niezgodne z prawem rozwiązanie umowy o pracę. Ale satysfakcji nie ma.
Serce boli – mówi w rozmowie z nami. Ośrodek mógł funkcjonować.
„Błagali mnie, żebym przyszła” Kozanecka objęła kierownictwo OHP w Niechanowie w momencie, gdy placówka borykała się z wieloma problemami. Zaniedbana infrastruktura, trudna młodzież, nieprawidłowości w zarządzaniu. Szybko wprowadziła zmiany. Otworzyła ośrodek na ludzi i media, co zwiększyło kontrolę nad przestrzeganiem zasad przez podopiecznych. Poprawiła współpracę z lokalną społecznością. Zorganizowała festyny, dożynki, spotkania. Pałac w Niechanowie stawał się perełką – miejscem, z którym mieszkańcy mogli się identyfikować.
Mnie tu nie na siłę sprowadzono. Mnie proszono, żebym przyszła – podkreśla. Zgodziłam się i to był mój błąd. Bo człowiek jak chce zrobić dobrze i serce chce dać dla dzieci, dla młodzieży, to dostaje takie podziękowanie – zwolnienie dyscyplinarne.
Nagłe zawieszenie i chaos W sierpniu 2024 roku, zaledwie dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego, Komenda Wojewódzka OHP w Poznaniu podjęła decyzję o zawieszeniu działalności placówki. Oficjalny powód: remont dachu i internatu. Nikt nie uwierzył.
Gdyby ktoś chciał to zamknąć i zniszczyć, mógł to zostawić jeden rok. My ze spokojem byśmy to rozdzielili. Młodzież dostałaby odpowiednią informację, gdzie mogłaby się dalej uczyć – mówi Kozanecka. A oni powiedzieli: zawieszamy i koniec. Nikt nie patrzył na dobro tych dzieciaków.
Z dnia na dzień kilkanaście osób straciło pracę. Uczniowie, w tym dziewczęta, które nie mogły kontynuować praktyk w innych miastach, zostali rozdzieleni do innych ośrodków. Część wróciła do domów – często do środowisk, z których wcześniej ich wyrwano. Dwie osoby, które odegrały kluczową rolę W swojej rozmowie Kozanecka wymienia nazwiska. Mówi o Agnieszce Kotewicz – ówczesnej komendant wojewódzkiej OHP w Poznaniu.
To ta sama osoba, która błagała, żebym tu przyszła. A potem mnie wyrzuciła dyscyplinarnie – opowiada. Zarzuciła mi, że napisałam pismo do ludzi, którzy nie przynależeli do OHP. Chyba można w życiu napisać szukając pomocy? Ja pisałam do wszystkich, bo szukałam tej pomocy. Do rodziców, do dzieci, do pracowników.
Kozanecka wskazuje również na inną osobę. Nie chce wymieniać jej z nazwiska, ale mówi wprost:
To był człowiek, który jest typowym lewakiem. Poszedł tym kierunkiem, że musiał mnie zwolnić z całą pozostałą brygadą. Do dzisiaj nie wiem dlaczego.
Lokalnie wszyscy wiedzą o kogo chodzi. I trudno się dziwić byłej kierownik OHP, że ma takie nastawienie do tej osoby. Człowiek, który mógł pomóc – zatrzymać cały proces likwidacji – nie zrobił nic. Sąd przyznał jej rację Sprawa trafiła do Sądu Pracy. Grażyna Kozanecka wygrała. Pracodawca został zobowiązany do wypłaty odszkodowania. Odwołał się – i znów przegrał.
Od razu pieniądze musieli wypłacić. Oczywiście to były grosze, ale chociaż coś tam dali. A apelację i tak zrobili. I po jakimś czasie przyszła informacja, że wygraliśmy, że oni przegrali – relacjonuje. To daje chociaż takie cząstkowe poczucie sprawiedliwości, jednak nie udało się uratować tego ośrodka, tych dzieciaków.
Nadal patrzy nie na swoją sprawę, ale na dobro młodzieży i nieistniejącego już ośrodka. Ta kobieta tym żyła. Władze OHP pokazały natomiast, że liczą się pieniądze i układy. Zdrowie stracone, misja zniszczona Proces, zwolnienie, stres – wszystko to odbiło się na jej zdrowiu. Była kierownik zachorowała – poważnie. Glejak – guz mózgu. Do dzisiaj walczy o zdrowie. Teraz każdy kolejny dzień jest darem. Czy ktokolwiek z tych osób, które prosiły, żeby tu przyszła, zadzwonił, zapytał się o cokolwiek?
Ani słowa. Nic. Kompletnie – odpowiada. Nikt do mnie nie zadzwonił, nie podziękował, nie pożegnał. Tak jakby mnie nie istniała.
Dodaje:
Czego bym sobie życzyła? Żeby to funkcjonowało. Dzieciaki mogły się uczyć. To było najważniejsze.
Po raz kolejny stawia swoje zdrowie w cieniu dobra młodzieży i ośrodka. Co dziś dzieje się w pałacu? Budynek stoi pusty od dwóch lat. Okna zabite płytami OSB. Na ścianach pojawiły się obraźliwe napisy – skierowane w stronę władz wojewódzkich.
Mówiono, że remont ruszy za miesiąc, za dwa. Minęły dwa lata. Nic się nie dzieje – mówi Kozanecka
W sąsiednim budynku mieszkali lokatorzy – niektórzy od dziesiątek lat. Dostali wypowiedzenia, czynsze wzrosły o 150 proc. Osoby w wieku ponad 80 lat musiały szukać nowego miejsca do życia. W małej miejscowości – niemal niemożliwe. Poseł Tomaszewski też nie pomógł Poseł Tadeusz Tomaszewski, który przed laty inicjował powstanie OHP w Niechanowie, interweniował. Bez efektu.
Obiecywał kupę pieniędzy, że remont będzie robiony – mówi Kozanecka. Nic się nie dzieje. Pałac w Niechanowie był perełką. Teraz jest bagno. Zniszczono jedyną rzecz, którą Niechanowo miało.
Przykra puenta Zwolniona dyscyplinarnie. Wygrana w sądzie. Pracodawca, który odwołuje się, choć sam musi płacić. I budynek, który niszczeje, zamiast służyć młodzieży.
Chcąc zniszczyć mnie, tak naprawdę zniszczyli cały ośrodek i być może przyszłość iluś młodych osób – podsumowuje Kozanecka. Nie bardzo rozumiem za co.
Artykuł Dwa lata po zamknięciu OHP Niechanowo. Była kierownik wygrywa w sądzie i mówi o bólu oraz zmarnowanej szansie pochodzi z serwisu Moje Gniezno .